Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Otwarte. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 sierpnia 2018

„Wszystko, czego pragnęliśmy” – Emily Giffin


“Łatwiej uwierzyć w siebie, gdy wierzy w nas ktoś drugi”


Uwielbiam książki E. Giffin za poruszanie trudnych, życiowych problemów. Każda lektura daje sporo do przemyślenia. Nie jest słodką historią z bajkowym zakończeniem. Tak, jak w życiu – czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale z każdych tarapatów można wyjść. Pytanie – jak bardzo skrzywdzonym i jakie konsekwencje będzie trzeba ponieść. To książki trudne, emocjonalne, ale przy tym zawsze były wciągające i piękne z tą swoją realnością. I nagle trafia w moje ręce najnowsza powieść autorki z równie przepiękną oprawą graficzną. Co tym razem zastałam?

Elita. Bogactwo. Wręcz przepych. Młodzież, która korzysta z milionów swoich rodziców. Pewni siebie i tak naprawdę nieznający realiów. Co się zdarzy, gdy trafi do nich młoda dziewczyna, inteligentna, która wszystko zawdzięcza swojej pracy, a nie finansom rodziny? Zderzenie dwóch światów. Niby już to było, już o tym czytaliśmy, bajki o kopciuszku. Tym razem mamy Lylę, dziewczynę o urodzie latynoskiej, ciężko pracującej na swój sukces, która dzięki stypendium trafia do najlepszego liceum prywatnego. I tu trafia na przeszkody – świat elity, brutalny, bezczelny, rządzący się swoimi prawami. Okrutna młodzież nie zdająca sobie sprawy z siły słowa, rasizmu i tego, że właśnie te słowa mocniej ranią niż czyny. W tym wszystkim jest też Nina, matka Fincha, ucznia tegoż liceum. Kobieta, która na pozór ma wszystko, czego pragnęła. Postanawia zawalczyć o Lylę, wraz z ojcem dziewczyny – Tomem. A wszystko to, by uratować dziewczynę i pokazać młodzieży, czym jest hejt i jakie trzeba ponieść konsekwencje.

Podsumowując: Tematyka bardzo trudna – hejt. Wyśmiewanie tylko z powodu inności, stanu majątkowego, języka, albo po prostu – bo szuka się „kozła ofiarnego”. Emily Giffin nie pokazuje czytelnikowi, co wolno, a czego nie. Ukazuje drogę, przyczynę i konsekwencje. Walka człowieka dorosłego z młodzieżą, która wydaje się być taka beztroska, pewna siebie, a zarazem w głębi duszy niewinna, nieśmiała, z ogromem kompleksów. Młodzież, która jest taka wrażliwa na każde słowo, która dopiero zaczyna budować swoją pewność siebie. Świat brutalny, który każdy czytelnik doświadczył – czy to w świecie realnym, czy wirtualnym. Dlatego gorąco polecam tę powieść, bowiem daje do myślenia. Bardzo emocjonalna, do bólu życiowa, wciągająca i z morałem. To, co tak kocham w powieściach autorki.

Ocena końcowa: 9/10.



Tytuł:               Wszystko, czego pragnęliśmy

Autor:              Emily Giffin

Wydawca:     Wydawnictwo Otwarte

Premiera:       2018-08-01

Ilość stron:     368



sobota, 25 lutego 2017

„Bez szans” – Mia Sheridan

 

… głód… przybiera różne postacie….

Z twórczością Mii Sheridan spotykałam się już od pewnego czasu i zawsze było to spotkanie bardzo udane. Jej książki sprawiają, że na przemian pojawia się u mnie uśmiech i łzy. Jednak za każdym razem jest pewna obawa, czy to nie będzie właśnie ta pozycja, która mnie jednak rozczaruje. Na szczęście, póki co, z taką się nie spotkałam. Jak będzie tym razem?

Przenosimy się do pewnego górskiego miasteczka, gdzie panuje dość duża bieda. Tam właśnie spotykamy Kylanda i Ten, dwójkę nastolatków, którzy starają się przeżyć w otaczającym ich skrajnym ubóstwie, szarej i brudnej rzeczywistości, nie zatracając siebie w tym wszystkim. Co wydaje się naprawdę trudne odnaleźć trochę prawdziwego uczucia, dobroci wśród ogólnego zrezygnowania, biedy, zła i wszystkiego, co wydawałoby się negatywne. A jednak się starają, każde na swój sposób, nie zapomnieć o sobie i wyrwać się z tego zapomnianego przez ludzi miejsca. Oboje silni, zaciskają zęby, by przeżyć godnie kolejny dzień. I pojawia się szansa – bilet do lepszego życia. Zarówno Kyland, jak i Ten marzą o nim, bo to ich marzenie, być może jedyny sposób, by się wyrwać z tego miasteczka. Stają do walki przeciwko sobie. Co jest jednak ważniejsze – rosnąca miłość, lojalność, czy przetrwanie. Tylko jedno zwycięży w tej walce i opuści upadającego miasteczko. Czy jednak będzie to satysfakcjonująca wygrana? A gdy, jako osoby dorosłe, spotykają się po latach, będą w stanie wyjaśnić sobie wszystko z przeszłości? I czy uczucie, te pozytywne, nadal będzie odczuwalne, czy przez ten czas zdążyli już nauczyć się żyć bez niego?

Podsumowując: Książka bardzo wciągająca. Przepłakałam nad losem obojga bohaterów. Każde mierzyło się z innym dramatem. Nie tylko bieda, ale także zdrady, nielojalność, choroby psychiczne, alkoholizm. Tego było tak dużo, że wątpiłam, by w ogóle udało się z takiego miejsca wyjść jako dobry człowiek. To kolejna książka autorki, która wciągnęła mnie bez reszty i z ogromnym trudem mogłam się od niej oderwać. Gorąco polecam, bo naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją. Na długo pozostaje w naszych umysłach, a tym bardziej w naszych sercach. Ja się dałam uwieźć, czy dasz się i Ty?

Ocena końcowa: 8/10

 

 

Tytuł: Bez szans

Autor: Mia Sheridan

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Premiera: 2017-02-01

Ilość stron: 320

 

 

Życie potrafi okaleczać, ale można znów się podnieść, jeśli się ma wystarczająco wiele siły, a zwłaszcza jeśli istnieje osoba, która Ci w tym pomoże.”

poniedziałek, 10 października 2016

„Bez winy” – Mia Sheridan

 

„Dziś możesz mieć bardzo zły dzień, ale jutro może przyjść najpiękniejszy dzień w twoim życiu. Musisz tylko do niego dotrwać.”

Moje kolejne spotkanie z twórczością autorki jedynie zaostrza mi apetyt. Kolejna pozycja na naszym rynku wydawniczym, której zakupu nie żałuję, która mnie nie rozczarowała i którą pokochałam. Okładka uwodzi, w dodatku bardziej przypadła mi do gustu, niż jej amerykańska wersja, co dość rzadko się zdarza. A jednak. Dla takich autorek zainwestować w osobną półkę.

„Obserwuj, co robią ludzie, kiedy sądzą, że nikt ich nie widzi (…) W ten sposób dowiesz się, kim naprawdę są.”

Kira, młoda dziewczyna uciekająca nie wiadomo przed czym, nie do końca wiadomo, co przeżyła i skąd jest taka wystraszona. Oczywiście od początku w głowie pojawiają się potencjalne scenariusze. Czytelnik tworzy jej obrazy zastanawiając się tym samym, co naprawdę przeżyła. I jest też on – Grayson. Mężczyzna w szarym garniturze, z jednej strony silny, pewny siebie i niesamowicie atrakcyjny, ale ta maska opada, gdy nikt go nie widzi. Wówczas pojawia się ból, zagubienie, złość.

„… prawdziwa historia rozgrywa się między wiedźmą i Smokiem…”

I nagle pojawia się pewna propozycja wręcz nie do odrzucenia, na której skorzystają mocno obie strony. Zasady zostają omówione. Tylko konsekwencje działania nie do końca przemyślane. Któż jednak się spodziewał takich komplikacji?

„Wszyscy powinniśmy być jak dzieci w obliczu miłości, otwarci i bezbronni.”

Uczucie, które nie powinno w ogóle się pojawić. Namiętność i pasja, z którą uparcie walczą. Sprawy z przeszłości, które trzeba rozwiązać. Skomplikowane relacje rodzinne. Przemoc. I gdzieś w tym wszystkim właśnie oni – Kira i Gray, którzy choć bardzo poranieni, próbują przezwyciężyć każdą przeciwność losu. Czy to możliwe, by dwie aż tak skrzywdzone dusze, odnalazły nareszcie spokój?

„Miłość daje nam siłę, kiedy wszystko inne zawodzi.”

Podsumowując: Przepiękna historia dwójki ludzi, którzy swoje przeszli w życiu, którzy za wszelką cenę próbują sami stanąć na nogi, choć rzucane są im wiecznie kłody pod nogi. A mimo to pozostają sobą. To historia, nad którą przyjdzie nam wielokrotnie płakać, kląć pod nosem, ale i uronić łzy wzruszenia, śmiać się z kolejnych pomysłów Kiry. Po raz kolejny dałam się porwać powieści Mii Sheridan i to tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, że kobieta pisze po prostu genialnie. Gorąco polecam, bo to jedna z tych książek, do których się wraca i za każdym razem odkrywa się ją na nowo, niemal jak za pierwszym razem. Mnie uwiodła. Sprawiła, że chwile z nią spędzone były dla mnie wyjątkowe i całkowicie zapomniałam przy niej o otaczającej mnie rzeczywistości.

Ocena końcowa: 9/10

 

 

Tytuł: Bez winy

Autor: Mia Sheridan

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Premiera: 2016-09-26

Ilość stron: 412

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 49/2016

sobota, 2 kwietnia 2016

"Bez słów" - Mia Sheridan

"Niektóre miejsca i niektórzy ludzie po prostu do siebie pasują."
Po sukcesie "Stinger", postanowiłam zmierzyć się z kolejną pozycją Mii Sheridan na naszym rynku. I choć na oficjalnej stronie autorki "Archer's Voice" jest jako pozycja czwarta, u nas "Bez słów" jest drugą wydaną powieścią. Tu zaczynam się zastanawiać, dlaczego Wydawnictwo Otwarte nie zaczęło od przygód Leo? I muszę także dodać, że w bardzo nielicznych przypadkach zdarza się, iż nasza, polska, wersja okładki książki podoba mi się bardziej od wersji oryginalnej. Owszem, obie są ładne i trafiają od razu w oko czytelnika, jednak to właśnie nasza okładka do "Bez słów" bardziej mnie urzekła.
"Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne."
 Bree, młoda i nieco zastraszona dziewczyna, trafia do małego miasteczka. Wydawałoby się przypadkiem. Jednym mieszkańcom mówi, że przyjechała na wakacje po studiach. Innym, że szuka spokoju. Ale wszyscy zdają sobie sprawę, że ta istota pojawiła się tu, bo ucieka. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jej pojawienie zmieni życia ich wszystkich. 

Jest i Archer, odludek na własne życzenie, chociaż i mieszkańcom jest to na rękę. Każdy pamięta jego tragedię, ale nikt nie sprawia, by wrócił do normalności. Przynajmniej dopóki nie pojawia się ciekawska Bree, która pomagając sobie, pomaga i innym. 

Ich los wydaje się przesądzony, ale przeszłość zmieniła ich za bardzo, by mogli kroczyć spokojnie ku przyszłości. Nauka życia i relacji międzyludzkich, raczkowanie w kontaktach z ludźmi i przede wszystkim - wychodzenie z własnej skorupy, przekraczanie granic i otwieranie z obawą furtki do swojego serca. A wszystkiemu i tak winny jest dmuchawiec w rękach Bree.
"... z brzydoty może powstać piękno..."
Podsumowując: Nawet nie wiem, co tak naprawdę mogę napisać o tej powieści. Czasem zdarza się, że brak mi słów, by odpowiednio ocenić książkę. A wszystko, co pojawia mi się teraz w głowie wydaje się zbyt proste, zbyt niewystarczające do jej opisania, ocenienia. Archer uwodził mnie z każdą kolejną stroną, a powieść po prostu rozłożyła mnie na łopatki. Płakałam na ich losami, nad ich tragedią i jak bardzo zostali przez nią naznaczeni. Podziwiałam ich odwagę przy stawianiu kolejnych kroków. I uśmiechałam się przez łzy czytając o ich przygodach, a także o mieszkańcach. Pokochałam te emocje i wiem, że każda kolejna pozycja autorki na naszym rynku stanie się moim MUST HAVE do zdobycia, przeczytania, zrecenzowania i pokochania. Nawet nie powiem, że polecam. Powiem tylko jedno - Tę pozycję trzeba koniecznie przeczytać!

Ocena końcowa: 8/10.


Tytuł: Bez słów

Autor: Mia Sheridan

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Premiera: 2016-03-30

Ilość stron: 384




Wyzwanie czytelnicze: 22/2016.

"Czasami tyle wystarczy - jedna osoba pragnąca wysłuchać głosu twojego serca. Głosu, którego nikt inny nie chciał ani nie próbował słuchać."

niedziela, 27 marca 2016

"Maybe Someday" - Colleen Hoover

"Czasami słowa mają większy wpływ na czyjeś serce niż pocałunki."

Na tę pozycję trafiłam jakiś czas temu. Czytałam w ratach, bo choć porwała na początku, potem gdzieś się zatrzymywałam i brałam się za inną literaturę. Sama nawet nie wiem, dlaczego, skoro wydawała się naprawdę dobra. Uwodziła mnie cały czas, a mimo to dawkowałam sobie tę przyjemność. Po przeczytaniu "Ugly Love", nie potrafiłam już dłużej zwlekać i natychmiast wróciłam do "Maybe Someday". Z jakim efektem?

Ona, Sydney, wydawałoby się szczęśliwa w swym związku i ze swoją przyjaciółką. Mimo wszystko ma swoją rutynę - wychodzenie na balkon o jednej porze tylko po to, by posłuchać gry nieznajomego. Uwodzi ją tym brzmieniem. A w głowie tworzą się jej teksty, pasujące do melodii płynącej prosto z jego serca. Niewinne spotkania są jednak tylko do czasu. Zwrot akcji, odkrycie tajemnicy swojego partnera sprawia, że życie Syd zmienia się całkowicie. Wystarczy jedna dobra, by zmieniła się w zupełnie inną osobę. I wówczas poznajemy tajemniczego Ridge'a. Na naszych, czytelniczych oczach, buduje się nić porozumienia, ogromna przyjaźń. Jednak nie ona jest tu najważniejsza. To te słowa szeptane cicho przy drugich ustach: "może kiedyś...", ale wciąż jeszcze nie "teraz". Bowiem może kiedyś nadejdzie chwila, gdy posłucha się serca, a nie głowy i zasad. 

"Czasami wystarczy, że ktoś nas przytulał kilka minut, żebyśmy potem już nigdy nie czuli się tak samo."

Podsumowując: Wspaniała historia o ludziach nie poddających się i mających nadzieję. O walce o lepsze jutro. O muzyce, która mówi więcej, niż wypowiedziane słowa. A także o słowach, które mają większe znaczenie, niż pocałunki. Nie od dziś wiadomo, że słowa mogą ranić, ale także uwodzą, zniewalają i prowadzą nas do miejsc, o których dotąd nam się nie śniło. To wciągająca historia ludzi, którzy pomimo swoich przeżyć, nie poddają się i chcą walczyć. To także o trudności wyborów i miłości, którą czasem można pomylić z przyzwyczajeniem, bliskością, odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Wzruszająca i wciągająca powieść, która zapada w pamięć. To jedna z tych książek, która daje nam do myślenia, książka z morałem. 

Z pewnością polecam, bo z tego, co już zauważyłam, Colleen Hoover nie potrafi pisać lekkich romansów. Historie jej bohaterów są trudne, emocjonalne i z prawdziwym przesłaniem dla czytelnika. A przez to piękne. 

Ocena końcowa: 7/10.


Tytuł: Maybe Someday

Autor: Colleen Hoover

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Premiera: 2015-05-13

Ilość stron: 360




Wyzwanie czytelnicze: 19/2016.

"... ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać."


sobota, 26 marca 2016

"Ugly Love" - Colleen Hoover


"Miłość nie zawsze jest piękna..."

Dość długo wzbraniałam się przed książkami Colleen Hoover. Nawet sama nie wiem, dlaczego. Pewnie miało na to wpływ, że tak wiele osób przekonywało mnie do niej. Obawiałam się w pewnym stopniu rozczarowania, skoro nastawiałam się na literaturę, która mnie powali na kolana. "Ugly Love" jest drugą pozycją autorki, z którą przyszło mi się zmierzyć. I to z przyjemnością. W dodatku widziałam już zwiastuny do filmu, więc nie pozostaje mi nic innego, jak często do niej wracać w oczekiwaniu na pełną ekranizację.

Poznałam Tate, energiczną dziewczynę, która postanawia się usamodzielnić, zmienić swoje życie i spełnić swoje marzenia. Od samego początku na drodze stoi jej tajemniczy sąsiad, przyjaciel jej brata - Miles. Coś jednak sprawia, że tę dwójkę przyciąga do siebie coraz bardziej. Obalają kolejne mury, wznosząc co chwila następne. A wszystko, by znów nie cierpieć. Chociaż u Miles'a sprawa jest bardziej skomplikowana. Jest tajemniczy, wycofany, pozbawiony możliwości czucia. Przez większość książki także na niego klęłam (wolę nie przytaczać tu przykładów nazewnictwa, jakie stosowałam w określaniu tego bohatera). Tak było do czasu, aż poznałam jego historię. Całą. To sprawiło, że zrozumiałam, dlaczego ludzi trzymał na dystans. Płakałam, gdy doszło do mnie, z czym on żył każdego dnia i jaki ogrom bólu nosił w sobie. Płakałam cały czas, czasem uśmiechając się tylko przez łzy. I wiem już z pewnością, że pokochałam bohaterów tej brzydkiej miłości (dobrze, że wydawca zostawił tytuł w oryginale, bo faktycznie w języku polskim niezbyt dobrze brzmi).

Podsumowując: Powaliła mnie nie tylko na kolana, ale jeszcze rozłożyła na łopatki. Wyzwoliła emocje, cały ich szereg i jeszcze sporo po jej skończeniu, nie potrafiłam się uspokoić. Płakałam jeszcze z dobrą godzinę po zamknięciu ostatniej strony. Trafiła do mnie w pełni. To nie jest romans z erotyką, choć tego nie brakuje. To bardzo głęboka i dramatyczna historia ludzi, którzy podnoszą się własnymi siłami po koszmarze, jakie im zafundowało życie. To książka o tym, jak jedna tragedia zmienia całych nas, całe nasze życie. Czy polecam? Owszem, bardzo. Dawno już nie czytałam powieści, która aż tak trafiła do mojego serca. Co prawda wiele książek polecam i zachwalam, ale tym razem po prostu brakuje mi słów, by opisać, jaka jest naprawdę. Żadne słowa bowiem nie są w stanie tego przedstawić odpowiednio. Zdecydowanie powieść należy do tych "MUST HAVE" i natychmiast trafia na półkę powieści częstego powrotu. 

Ocena końcowa: 9/10. 



Tytuł: Ugly Love


Autor: Colleen Hoover


Wydawca: Wydawnictwo Otwarte


Premiera: 2016-04-13





Wyzwanie czytelnicze: 18/2016.


niedziela, 26 kwietnia 2015

“Czerwona Królowa”–Victoria Aveyard

 

“Każdy może zdradzić każdego.”

 

Zaintrygowana okładką, jakże cudownie prostą i znaczącą, sięgnęłam po tę pozycję nie patrząc nawet, czy napisana jest dla młodzieży, czy dla dorosłego czytelnika. Już jednak po paru pierwszych zdaniach wiedziałam, że książka wciągnie mnie do reszty. Nie odczułam, że czytam kolejną pozycję młodzieżową, z której dawno już wyrosłam. Gdyby nie przypominanie mi przez narratora, że bohaterami są tak młode osoby, wcale bym o tym drobnym fakcie nie pamiętała. A już z pewnością problemy tam poruszane nie należą do rozterek typowych dla młodego pokolenia.

Poznajemy zupełnie inny świat, gdzie ścierają się ze sobą dwie rasy – Czerwoni i Srebrni. Władzę sprawują uprzywilejowani Srebrni, mający wiele nadprzyrodzonych cech – niektórzy super szybkość, inni rządzą metalami, żywiołami. Żyją w luksusie i jedyne, co ich zajmuje to władza, pokaz i pieniądze. Po drugiej stronie barykady jednak mamy Czerwonych, prostych ludzi, żyjących w skrajnej nędzy, wręcz niewolników. I tak właśnie poznajemy główną bohaterkę, Marę, która wykształciła w sobie smykałkę do kradzieży. Pewnej nocy przypadkiem poznaje księcia. I od tego właśnie kończy się jej życie, a zaczyna całe piekło. Nagle odkrywa, że nie jest już typową Czerwoną, choć wciąż w tym kolorze krwawi. Nie jest także Srebrną, posiada jednak ich umiejętności. Szereg podejmowanych decyzji, w imię większego dobra i ochrony najbliższych, kieruje ją wprost przed oblicze króla, zamachu na niego i egzekucji. Próbuje odnaleźć się w świecie, gdzie każdy prowadzi jakąś grę, a ona nie zna ich zasad. Staje się marionetką i nie wie, gdzie leży prawda, ani komu może zaufać. Czasem miałam ochotę ją potrząsnąć – jak można nie zauważyć takich oczywistości. Z drugiej strony rozumiałam doskonale, była przecież zamknięta w obcym dla siebie świecie i za wszelką cenę próbowała przeżyć.

Niesamowicie wciągająca pozycja. Nie mogłam się od niej oderwać, co oczywiście kosztowało mnie kolejną nieprzespaną noc. Zaskakująca. Akcja goni akcję. I gdy wydaje się, że wszystko już się układa, kolejna zdrada zmienia bieg wydarzeń. I wiem, że będę wyczekiwać kolejnej części. Końcówka zaskakująca. Co zrobi królowa? Czy Mary i Cal sobie wybaczą? Czy znajdą Innych, nim zrobią to Srebrni? I przede wszystkim – czy wywalczą sobie wolność dla każdego? Czas zmian nadchodzi.

Czy polecam? Oczywiście. Czytając, zapomina się o świecie. To nie jest literatura młodzieżowa, a przynajmniej nie tylko. Morderstwa, spiski, zdrady i gdzieś tam odrobina dobroci, miłości oraz nadziei na lepsze jutro.

Ocena końcowa: 8/10.

 

Tytuł: Czerwona Królowa

Autor: Victoria Aveyard

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte, Moon Drive

Premiera: 2015-02-18

Ilość stron: 440

Seria: Czerwona Królowa

Tom: 1

 

Wyzwanie czytelnicze: 31/2015.

sobota, 2 sierpnia 2014

Emily Giffin - "Ten jedyny"

To moje kolejne spotkanie z książkami autorki. Pamiętam doskonale, że każda jedna książka wywołuje niesamowite emocje w czytelniku - zatem byłam w pełni przygotowana, targając ze sobą chusteczek masę. Tak na wszelki wypadek. Nie spodziewałam się jednak jednego - że książka na tyle mnie pochłonie, bym była niedostępna dla kogokolwiek przez dwa dni. Nie wyobrażałam sobie przerwania czytania na tak prozaiczne czynności jak jedzenie czy spanie. Chociaż niestety musiałam sobie przerwy robić. Ale pomimo odłożenia książki na jedną chwilę, myślami wciąż byłam z bohaterami. Pisałam w głowie możliwe scenariusze. Żyłam ich życiem. 

Uwielbiam okładki naszych książek Emily Giffin. Ale nie wersji pocket. W wydaniu kieszonkowym są takie nijakie. Mówię o oprawie graficznej książki papierowej w wersji zwykłej, za co powinnam zdecydowanie podziękować Pani Elizie Luty oraz Olce Osadzińskiej. Drogie Panie - kawał dobrej roboty. A i zespół korekt się popisał - całe 520 stron tekstu i tylko jedna mała literówka na stronie 121. A wracając do grafiki i okładki - nie mogę przestać na nie patrzeć. Niby zwykły portret kobiety, a mimo to oczami wyobraźni próbowałam ją ustawić jako bohaterkę. A skoro ona tak miałaby wyglądać, to jak wyglądałaby reszta? W dodatku te kwiaty na pierwszych stronach (i ostatnich tak przy okazji)... żałując, że są po prostu czarno - białe postanowiłam to zmienić. Chwyciłam kredki i je po prostu pokolorowałam. Tak wiem, nie niszczę książek, ale teraz wygląda to znacznie lepiej :)

Wracając do samej książki... tematyka niesamowicie trudna. Zaczyna się od tragicznych losów bohaterów. Śmierć nigdy nie jest łatwa do przejścia dla rodziny, przyjaciół. Zwłaszcza, gdy jest to osoba lubiana przez wszystkich i podziwiana, kochana przez całe miasto. I od tego się właśnie zaczyna. Jak gdyby owa śmierć jest tą granicą, do której doszli bohaterowie, a po przekroczeniu której czują potrzebę zmiany swego życia. Tak dzieje się zresztą z główną bohaterką. Jak powszechnie wiadomo, pogrzeb to nie tylko pożegnanie się z tą osobą, wspieranie najbliższych, ale także czas do refleksji nad życie. A dla Shea było to także czasem refleksji nad samą sobą. I od tego się zaczęło całe pasmo przygód. Jej wybory i ponoszenie ich konsekwencji. Próba znalezienia szczęścia w kolejnych związkach. I to tylko po to, by odkryć kogo kochała od zawsze. Ale samo odkrycie uczucia i przyznanie się do niego przed samą sobą, to jedynie połowa drogi. Potem wcale nie było łatwiej. 

Gdybyśmy mieli wybierać - wybralibyśmy długoletnią przyjaźń, rezygnując z miłości, czy może wybralibyśmy tą jedyną osobę, którą kochamy do szaleństwa, niszcząc tym samym przyjaźń i rodzinę? Czy można w ogóle dokonać takiego wyboru? Ja wiem, że bym nie potrafiła. I gdyby kazano mi wybrać - nie wybrałabym niczego. Bowiem, prościej jest zrezygnować z obu, niż stanąć po jednej ze stron. A to właśnie dzięki książce zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy można skreślić uczucie tylko dlatego, że ktoś jest innego wyznania, koloru skóry, klasy społecznej, mnóstwo lat młodszy albo starszy? 

"Ten jedyny" jest lekturą zdecydowanie nie na jeden wieczór. To książka, o której jeszcze na długo po przeczytaniu czytelnik będzie rozmyślał. Tworzył scenariusze. Zastanawiał się nad tym wszystkim. Jest z pewnością niepowtarzalna. Wzruszająca i wciągająca. I choć skończyłam ją już - żałuję, że ma kolejnej części, bym przekonała się o tym, co dalej. Pokochałam bohaterów. Rozumiałam, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. I choć mam żal do samej Lucy i matki Shei , poniekąd także i je rozumiem. Ale tych bohaterów po prostu nie można nie pokochać. Nawet Ryana, pomimo wszystko...

Gorąco polecam. Emily Giffin po raz kolejny sprawiła, że odstawiam książkę na półkę tych niezapomnianych, ulubionych, do których będę wracać. Bo naprawdę warto. Niesamowicie życiowa. To pozycja, o której wciąż myślę z łzą w oku. Jak dla mnie - Mistrzostwo!





Tytuł: Ten jedyny

Autor: Emily Giffin

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Premiera: 2014-07-02

Ilość stron: 520






I choć rzadko to robię, polecam miejsce, gdzie można wygrać nie tylko tą książkę, ale i inne pozycje autorki. Wiem z doświadczenia, bowiem właśnie dzięki tej stronie mam swój egzemplarz "Tego jedynego" wygrany w konkursie : https://www.facebook.com/ksiazki.emily.giffin?ref=ts&fref=ts


  • "To, co w życiu najlepsze, tylko wydaje się proste"

  • "Im większym ktoś jest zazdrośnikiem, tym bardziej pragnie wzbudzić zazdrość u partnera"