sobota, 22 lipca 2017

„Dwór cierni i róż” - Sarah J. Maas


„Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość.”

Dotąd miałam tylko chwilową przygodę z książkami autorki, bowiem zaczytywałam się w „Szklanym tronie”, który przyznaję – wywarł na mnie miłe wrażenie. Jednak to nie nazwisko skusiło mnie do sięgnięcia po tę lekturę, co sam opis. Połączenie „Pięknej i Bestii” z „Grą o tron”? Brzmi intrygująco.

Poznałam młodą dziewczynę, która zapomniała, co to znaczy być niegdyś dzieckiem oraz mieć potrzeby i zachcianki młodej kobiety. Nie ma na to czasu, bo musi wykarmić rodzinę, w której jest -  a nie, którą założyła. Siostry dbające o siebie, ojciec wybierający tak naprawdę wegetację. Aż do czasu, gdy podczas srogiej zimy zabija wilka i to nie do końca dla samego pożywienia, co nienawiści. Jednak radość z wykarmienia rodziny i zarobku na futrze nie trwa długo, gdy nagle do domu wpada bestia żądna krwi i zemsty za zabicie przyjaciela. Coś jednak idzie nie tak, jak planował przybysz, bo zamiast myśliwego, ma przed sobą drobną dziewczynę walczącą o przetrwanie. I tak oto zaczyna się ich wielka przygoda. Jedna noc, jedna decyzja zmienia nie tylko ich życia, ale i całe postrzeganie tego, co wokół. Feyre zamiast umierać, trafia do świata magii i baśniowych stworzeń, które przy okazji okazują się żądne krwi na każdym kroku. Próbuje przetrwać, choć nie wiedząc prawie nic o tym świecie, zasadach, traktacie pomiędzy światami, kroczy po omacku wciąż pakując się w nie lada kłopoty. Wszystko, w co dotąd wierzyła i co jej wpajano na temat magicznego świata, okazuje się jedynie cząstką całości i to nie zawsze prawdziwą. Cały jej świat się wali, a tylko Tamlin, książę który ją porwał, może okazać się wsparciem. Czy złamie zasady i po prostu zaufa? Ratunkiem całego magicznego świata staje się zagadka.

„Niektórzy szukają mnie przez życie całe, lecz nigdy się nie spotkamy,

Pocałunek zaś ofiarowuję tym, którzy nie depczą mnie swymi stopami.

Niektórzy mówią, że łaskami swymi obdarzam mądrych i gładkich,

Lecz me błogosławieństwo jest dla tych, którym nie brak odwagi.

Zazwyczaj me działanie zdaje się wszystkim darem cudnym,

Lecz wzgardzona staję się potworem do pokonania trudnym.

I chociaż każdy cios mój góry kruszyć by pozwolił,

Gdy zabijam, robię to bardzo powoli…”


Podsumowując: Pełna magii, baśniowych i krwiożerczych stworzeń, ale i pasji oraz namiętności powieść fantastyczna, jakich mało jest teraz na rynku wydawniczym. Wciągająca, wręcz porywająca. Polecam także audiobook (tak, przełamałam się i zaczęłam ich słuchać) czytany przez Annę Szawiel. Jej miękki i delikatny głos sprawia, że słuchanie tej historii staje się jeszcze przyjemniejsze. Ogromne podziękowanie dla Wydawnictwa Uroboros za to, że daje nam tak niesamowitą dawkę dobrej literatury. Ja się zakochałam. Nie tylko w samej książce, ale i bohaterach. Ogromne zaskoczenia, historia wijąca się na każdym kroku, ale nie męcząca. Wszystko podane tak, jak należy. Sporych rozmiarów, ale warta nabycia. Bohaterowie… świetnie stworzeni, jak zresztą i cały fantastyczny świat, intrygi, zbrodnie – do samego końca nie wiadomo, kto jest naprawdę przyjacielem, a kto w efekcie stanie się wrogiem. Zwłaszcza, gdy logika i ludzki umysł zawodzi. Ale najbardziej zaintrygował mnie nie Tamlin, nie Feyre, ani Lucien… o nie, moim ulubieńcem jest Rhysand. To jego historia mnie interesuje o wiele bardziej – niby mroczny, ale coś ma w sobie, co mnie przyciągało i chciałam czytać o nim jak najwięcej. Czy polecam książkę? Oczywiście! I już nie mogę się doczekać kolejnej części, gdy wpadnie w moje spragnione dłonie, bo jest to historia, o której trudno zapomnieć.

Ocena końcowa: 10/10.


Tytuł: Dwór cierni i róż

Autor: Sarah J. Maas

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2016-04-27

Ilość stron: 527

Seria: Dwór cierni i róż

Tom: 1

 

“Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak.”

niedziela, 16 lipca 2017

„Na szczycie – Nieczysta gra” – K.N. Haner


Jak do chyba już każdej powieści K.N. Haner i do tej zabierałam się z trudnościami. Z jednej strony byłam ogromnie ciekawa, co też wymyśliła dalej dla bohaterów. Jednak z drugiej targały mną pełne obawy. Nauczona doświadczeniem, zaopatrzyłam się w karton chusteczek i nastawiłam psychicznie na to, co mnie czekało. I zdecydowanie takie ostrzeżenia powinny być już na początku.

Nareszcie nadchodzi wielki dzień dla Rebeki i Sedricka. Wyczekiwany zarówno przez wszystkich bohaterów, jak i przez samych czytelników. Ich droga była trudna, pełna niebezpiecznych zakrętów, wątpliwości. Mimo to przetrwali. Silniejsi i bardziej zdecydowani. Zdający sobie sprawę, że ich życie nigdy nie będzie spokojne, zawsze będzie mnóstwo niebezpieczeństw i ludzi chcących im zaszkodzić. Mimo wszystko, pragną bardzo założyć rodzinę i stworzyć swój własny świat. Trudne decyzje, namiętności, pasje, zdrady, szaleństwo, tęsknota i w jakimś stopniu naiwność. Co ich jeszcze spotka w życiu, zwłaszcza gdy przeszłość po raz kolejny upomina się o swoje?

Podsumowując: Spodziewałam się wielu komplikacji, burz emocjonalnych, ale nie spodziewałam się właśnie tego. Po raz kolejny mam ochotę zamordować K.N.Haner za to, jak bardzo skomplikowała relacje bohaterów. Stworzyła dla nich trudny świat, powiedziałabym nawet z tragicznym finałem. Trudno jest się pozbierać po jej przeczytaniu. To, co zafundowała nam autorka powieści, porównałabym do rollercostera emocjonalnego. Śmiech, łzy, rozpacz i gdzieś tam przemyślenia, co będzie dalej. W głowie miliony scenariuszy na dalszy ciąg. I oto z pewnością chodziło pisarce. Choć wciąż denerwowała mnie główna bohaterka, powieść uznaję za udaną. Wciągała i zaskakiwała. Naprawdę trudno się po niej pozbierać. Jest i romans, i erotyzm, i tragedia. Wszystko w jednej książce. A do tego okładka, jakże pasująca do pozostałych. Klimatyczna. Polecam.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Na szczycie. Nieczysta gra

Autor: K.N. Haner

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2017-06-14

Ilość stron: 428

Cykl: Miłość w rytmie rocka

Tom: 3



sobota, 15 lipca 2017

„Przebudzenie Morfeusza” – K.N. Haner

„Śniłam o mężczyźnie, który był dla mnie zgubą. Przeszliśmy razem przez koszmar… A teraz czas na przebudzenie.”

Długo zabierałam się zarówno za tę powieść, jak i za napisanie moich odczuć po jej przeczytaniu. Dlaczego? Na początku bałam się po nią sięgnąć – wiedziałam, że to ostatni tom, finał historii Morfeusza, a przecież nie chciałam jeszcze rozstawać się z bohaterami. Po jej zakończeniu jednak nie byłam w stanie napisać recenzji, ponieważ powieść rozłożyła mnie na łopatki, powaliła emocjonalnie. Nie tego się spodziewałam. I tak, K.N.Haner – zamierzam Cię zamordować za takie zakończenie. Ale do tego przejdziemy później.

Cassandra odbudowuje swoje życie na nowo, tym razem z Tommym. Staje się jej całym światem, nadzieją na jakiekolwiek jutro i na to, że jej serce znów zostanie poskładane w całość po Adamie. Torronto jej sprzyja. Przynajmniej do czasu, aż przeszłość znów powraca. Dokładnie, to staje w progu jej domu. Oczywiście nie sam, bo demony ich przeszłości wracają wraz z nim, zwłaszcza Eros. Wszak to mafia, która staje się rządna krwi. Zemsta, miłość, namiętność, zdrada. Komu zaufa Cass, teraz już nie będąc samej, przecież jej siłą jest Tommy. Uda się pokonać Erosa jego własną bronią? Tego dowiemy się czytając do końca powieść.

Podsumowując: Z pewnością wciągająca i nie dająca wytchnienia. Główna bohaterka drażniła mnie bardziej, niż zwykle. Spodziewałam się chyba, że teraz będzie zachowywać się dojrzalej. Myliłam się. K.N.Haner postarała się skomplikować i tak już skomplikowaną sytuację. Czy jej wyszło? Trudno powiedzieć. Mam mieszane uczucia względem logiki w powieści. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze się bawiłam podczas czytania, a łez wylałam miliony. Emocjonalna. Zaskakująca. A okładka uwodzi. Podoba mi się, że cała seria jest utrzymana w tym samym klimacie. Polecam, bo jest idealna na letnie leniwe popołudnia w leżaku.

Ocena końcowa: 7/10.


Tytuł: Przebudzenie Morfeusza

Autor: K.N.Haner

Wydawca: Wydawnictwo EditioRed

Premiera: 2017-07-05

Ilość stron: 528

Cykl: Mafijna miłość

Tom: 3



„Szczęście to miłość. Szczęście to mieć przy sobie ludzi, których się kocha. Można błądzić w ciemności, bać się przyszłości, mieć sobie za złe przeszłość, ale jeśli masz kogoś, kto cię kocha, wspiera i zrobi dla ciebie wszystko, to nic więcej się nie liczy.”



sobota, 8 lipca 2017

„Gracz” – Vi Keeland

 

„Czasami ludzie wierzą w kłamstwa nie dlatego, że uważają je za prawdę, ale dlatego, że łatwiej je zaakceptować.”

Wróciłam do romansów o sportowcach. Wiedziałam, jak potrafią być przesycone erotyzmem, ale na szczęście była tam też jakaś treść, jakieś wątki, problemy. Swego czasu uwielbiałam powieści Jaci Burton i bardzo ubolewałam, że wciąż nie mamy ich na rynku wydawniczym. Czy są one w planach, nie wiem. A szkoda, bo są naprawdę dobrymi powieściami, a każdy tom przynosi nowe problemy, nowe emocje i ulubionych kolejnych bohaterów. A jak poszło mi z „Graczem”?

Brody Easton, przystojny, bogaty, arogancki i przede wszystkim wolny. Uwielbia kobiety i to ze wzajemnością. Czy przejmuje się złamanymi serduszkami niewiast? Nie za bardzo, bo przecież żadnej nic nie obiecuje. Ma jednak głęboko ukryte serce i skrywane tam tajemnice. Miłość i przywiązanie zmienione w ogromną nienawiść. Jest też bardzo lojalny wobec swoich bliskich. I nagle pojawia się Ona – młodziutka dziennikarka sportowa próbująca wypracować sobie pozycję w jakże męskim świecie. W dodatku ciężko jest coś osiągnąć, gdy nazwisko kojarzone jest jedynie z ojcem – legendarnym sportowcem, którego tak wszyscy kochali. I ona, Delilah, skrywa zranione serce głęboko w sobie. Oboje tacy różni, a mimo to tacy sami. Oboje próbują stanąć twardo na nogi po tragediach, jakie im się przydarzyły. Drogi się przecinają, a i romans kwitnie w powietrzu. Mimo to przeszłość ich dogania, pojawiają się osoby chcące wejść między nich. Czy uda im się jednak przetrwać i kim jest tak naprawdę Willow – wrogiem, czy sprzymierzeńcem?

Podsumowując: Zgodnie z opisem, miała być pełna przekory kuszącą grą, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Miała to być książka, która pachnie męskim ciałem, kobiecą nieustępliwością, droczeniem się i gorącą namiętnością. Tak przynajmniej podaje opis z tyłu cudownej okładki. A mężczyzna na niej z pewnością uwodzi. A jaka była naprawdę? Przyjemna, lekka i emocjonalna. Świetnie się przy niej bawiłam, nie jeden raz ocierając łzy wzruszenia. Zaskoczyła mnie tym, że nie był to zwykły romans z dużą dozą erotyki. Na moich, czytelniczych oczach, bohaterowie się otwierali na przyszłość, podejmowali decyzje, zmieniali się, dorastali. I to było dla mnie zaskoczeniem. Z pewnością sięgnę z przyjemnością po kolejne książki Vi Keeland, mając nadzieję, że i tam odnajdę taka przyjemność, jak w „Graczu”. Czy polecam? Oczywiście. Idealna książka na lato, w plenerze z winkiem.

Ocena końcowa: 6/10.

 

 

Tytuł: Gracz

Autor: Vi Keeland

Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

Premiera: 2017-01-20

Ilość stron: 392

sobota, 1 lipca 2017

„W ogniu namiętności” – Sylvia Day

Od jakiegoś czasu unikam książek podobnych do powieści Sylvii Day. Dlaczego? Mam przesyt tanich romansów, w których nie dzieje się nic poza samą namiętnością. A i o seksie czytam już ze znudzeniem, bo ileż jeszcze można, prawda? Mimo wszystko z ciekawości sięgnęłam po najnowszą jej powieść. Szkoda tylko, że dałam uwieść się okładce, nie czytając nawet choćby opisu.

Poznajemy cztery, jakże by inaczej, silne bohaterki – Rachel, Laylę, Anę i Darcy. Każda inna, każda z wydawać by się mogło zupełnie innego świata, a mimo to połączył je jeden cel : (aż zacytuję z opisu) „… wielkiej, wszechogarniającej, dzikiej i bezpruderyjnej miłości.”. I to jest prawda – seks, seks i jeszcze raz seks. Tego mamy sporo. Jeśli jednak chcemy doszukać się jakieś głębszej historii, czegokolwiek innego – zapomnijcie. Gdybym miała podać komuś opis w jednym zdaniu, powiedziałabym, że to spotkanie nimfomanek z seksoholikami. Po prostu.

Podsumowując: Lekka z pewnością. Ot, cztery harlequiny (inaczej przeze mnie nazywane mózgotrzepami) oprawione w piękną okładkę. Tyle. Jeśli szukamy zwykłego erotyka, by czytać a nie myśleć – to będzie idealna literatura. Czy mnie uwiodła? Nie. Sprawiła, że tylko utwierdziłam się w przekonaniu o omijaniu przez jeszcze dłuższy czas zarówno książek Sylvii Day, jak i w podobnym klimacie. Mi nie podeszła i umęczyłam się przy jej czytaniu.

Ocena końcowa: 3/10.


Tytuł: W ogniu namiętności

Autor: Sylvia Day

Wydawca: Akurat

Ilość stron: 416