sobota, 4 listopada 2017

„Bullet Book. Bądź pięknie zorganizowana” – David Sinden


Po zapoznaniu się z „Twój rok z bullet bookiem” Z. Compton’a, a także wprowadzeniu znacznych zmian w układzie mojego terminarza, informacji istotnych i planów, marzeń, potrzeb i zachcianek na różnych kartkach, nie obawiałam się sięgnąć po kolejną książkę z serii, a mianowicie sam „Bullet book” przygotowany przez David’a Sinden’a oraz Wydawnictwo Insignis. Chciałam wiedzieć, jak to wygląda „fachowo”, a nie takie luźne notatki doczepione do mojego kalendarza. Chciałam w końcu zorganizować wszystkie zapiski w jednym miejscu bez obawy, że coś przeoczę lub też się zagubi. Dodatkowym atutem jest sam wygląd książki, jej szata graficzna, która przyciąga uwagę. A jak jest w środku?

Książka jest przygotowana jako gotowy projekt, zeszyt, notatnik, dziennik i terminarz w jednym, z miejscami na nasze własne zapiski tematyczne. Podzielony jest tak, by uzupełniać każdego dnia i podsumowywać po tygodniu, miesiącu, roku. Na każdej stronie znaleźć można także sentencję na dany dzień – piękne, z głębokim przekazem. Informacje są posortowane, ale w prosty sposób podsumowujące naszą sytuację. Jest miejsce na ważne daty i spotkania, na pracę i na życie prywatne, na nasze pasje, zachcianki, drobne remonty itp. Dla mnie jest to niemal jak pamiętnik – i poniekąd też osobisty terapeuta. Nie zwracamy przecież uwagi na tak wiele aspektów naszego życia, do czasu, aż je zapiszemy. Dzięki tej książce można naprawdę uporządkować nasze życiowe cele i priorytety. Tu także można znaleźć miejsce na śledzenie własnych finansów, zarządzać kontaktami, czy nawet wyrobić w sobie nowe nawyki. Ta książka bowiem to zbiór metod i ćwiczeń, dzięki którym można wieść spełnione życie.

Podsumowując: Zaintrygowana całą tą misją prowadzenia bullet booka, sięgnęłam po książkę przygotowaną specjalnie dla osób, które dopiero wkraczają w ten świat i chcą mieć gotowy materiał do wypełnienia. Oczywiście, można tworzyć samemu i „pod siebie”. Tak też zamierzam zrobić, jak tylko dokończę gotowy Bullet Book. A co w nim znalazłam? Gotowe miejsca na sprawy, które dotąd pomijałam, a okazały się znaczne, ważne lub mniej ważne w codziennym życiu. Dopóki nie zapisałam, dopóty nie wiedziałam, jak wiele czasu „traciłam” na całkiem zbędne czynności, nic nie wnoszące w moje życie. To także rozplanowanie inaczej finansów, zapisywanie każdej zachcianki i wracanie do niej po dwóch dniach, by sprawdzić, czy nadal chcę ją spełnić (po dwóch dniach już mi się nie chciało kupować kolejnych kredek, kolorowych zakreślaczy, samoprzylepnych karteczek indeksujących, skoro miałam w domu ich bardzo dużo). Dotąd sądziłam, że jestem w miarę zorganizowaną osobą – dzięki bullet book dowiedziałam się jednak, jak wiele spraw mi umykało. Moja organizacja była dobra tymczasowo. Dlaczego nie miałabym zatem jej poprawić? Czy polecam? Owszem. Idealnym prezentem będzie z pewnością połączenie „Twój rok z bullet bookiem” właśnie z samym „Bullet Book”. Pozwólmy innym odkryć piękno organizacji własnego życia i osiągnięcia spełnienia, szczęścia.

Bullet Book. Bądź pięknie zorganizowana - Sinden David



Tytuł: Bullet Book

Podtytuł: Bądź pięknie zorganizowana

Autor: David Sinden

Wydawca: Wydawnictwo Insignis

Premiera: 2017-11-08

Ilość stron: 224

środa, 1 listopada 2017

„Twój rok z Bullet Bookiem” – Zennor Compton


Na ogół omijałam wszelkiego rodzaju poradniki. Nigdy nie wierzyłam w ich skuteczność. Brałam na swoją logikę – jeśli sama nie zmienię swojego życia, to żaden poradnik nie zrobi tego za mnie. A siedzieć, narzekać i czytać, jak innym się poszczęściło – nic nie daje. Tak samo z organizacją swojego własnego czasu. Mam wypracowany przecież swój „system” działania każdego dnia – terminarz z luźno opisanymi sprawami do załatwienia, a że lubię kolory, mam podzielone na życie prywatne i zawodowe. Zatem to, co trzeba zrobić w pracy jest innym kolorem, niż na przykład spotkania ze znajomymi. I celowo wspomniałam, że luźno zapisane, bowiem nie potrafię trzymać się sztywno ram godzinowych. Stawiam na elastyczność. Przecież wszystko, co zaplanowałam na dany dzień, zostało w efekcie spełnione, odhaczone, załatwione – nie ważne, że w innych godzinach, niż myślałam przewidywałam rano. Liczy się efekt, prawda?

I nagle wpada mi w ręce „Twój rok z Bullet Bookiem. Jak dzień po dniu kreatywnie zorganizować sobie życie”. Uśmiechnęłam się jedynie pod nosem i z ciekawości sięgnęłam po książkę. Zaczęłam czytać. I jakie to było moje zdziwienie, gdy się okazało, że jest bardzo podobne do tego, co ja robię sama. Dodatkowo jednak znalazłam porady, jak moje zapiski urozmaicić, udoskonalić. I ten szok, gdy naprawdę się w to wciągnęłam, pozaznaczałam karteczkami samoprzylepnymi konkretne porady, które zaczęłam już wprowadzać w życie. Ale ta książka to coś więcej, niż tylko nauka zapisywania i realizowania zadań w terminarzu. To także porady, jak codziennie radzić sobie ze sobą samym, jak urozmaicić każdy dzień, jak nauczyć się w prosty sposób nowych słów, rozpoznawać rośliny i zwierzęta, zacząć myśleć kreatywnie. Dla mnie jedną z najbardziej przydatnych porad było, jak radzić sobie z nadmiernymi zakupami artykułów biurowych. Wprowadziłam w życie tę zmianę i działa!

Podsumowując: Inspirująca i twórcza książka, dająca wiele praktycznych wskazówek, jak udoskonalić nasz każdy dzień, nie tylko pod względem samej organizacji czasu, ale także nas samych – naszych potrzeb i zachcianek, naszego samopoczucia, naszej równowagi. Książka powiem nie ogranicza się tylko do roli organizera, notesu, ale także dziennika i niekiedy też pamiętnika. Wszystko zależy od nas, co wprowadzimy w życie i w jakiej formie, bowiem Bullet Book nie nakazuje nam, jak to zrobić – jedynie sugeruje, jak można usprawnić, kreatywnie podejść do każdego dnia i to w sposób prosty, tani i jakże przyjemny. Czy polecam? Oczywiście. Nawet jeśli jesteśmy zorganizowane, warto sprawdzić, jak to zrobić inaczej, być może lepiej. Ja wiele już zmian wprowadziłam w swoim życiu, w swoim terminarzu i widzę różnicę. Bullet Book nagle będzie doskonałym ćwiczeniem na każdy dzień roku, mając w sobie ważne dla nas daty, przypomnienia, marzenia, plany, zachcianki i cenne wspomnienia. Polecam.

Zorganizuj się efektywnie i kreatywnie dzień po dniu.

Twój rok z bullet bookiem. Jak dzień po dniu kreatywnie zorganizować sobie życie - Mihotich Marcia, Compton Zennor


Tytuł: Twój rok z bullet bookiem.

Podtytuł: Jak dzień po dniu kreatywnie zorganizować sobie życie

Autor: Zennor Compton

Premiera: 2017-11-08

Wydawca: Wydawnictwo Insignis

Ilość stron: 256

sobota, 28 października 2017

Z A P O W I E D Ź–Regina Brett w Polsce


Dotąd nie czytałam książek R. Brett, chociaż nie jeden raz je oglądałam. Dlaczego? Ponieważ miałam zupełnie inne spojrzenie na poradniki – unikałam ich, bo nie sądziłam, by faktycznie coś wniosły do mojego życia. Uznawałam, że szczęście i miłość należy zacząć szukać od siebie, a potem rozszerzać dalej. A samo przeczytanie poradnika też nic nie da – trzeba faktycznie chcieć coś zmienić. Ostatnio jednak bardzo się zdziwiłam, gdy w moje ręce trafił mały stosik książek, których przecież tak unikałam. A jeszcze większy szok przeżyłam, gdy okazało się, że są naprawdę dobre.

I tak oto zbliża się wielkimi krokami nowa książka Reginy Brett “Kochaj”. Składa się z lekcji, jak osiągnąć szczęście i jak znaleźć (niekiedy na nowo) właśnie miłość. Wkrótce oczywiście opiszę moją reakcję po skończeniu lektury. Dziś jednak bardzo zapraszam wszystkich  fanów i ludzi ciekawych, na spotkanie autorskie odbywające się w wielu miastach naszego kraju. Uwielbiam takie spotkania, bo nie tylko poznajemy samych autorów, dowiadujemy się skąd czerpią inspirację do książek, ale także poznajemy wspaniałych ludzi, czytelników, blogerów i innych miłośników dyskusji książkowych. Serdecznie zapraszam.

RB_K_mapa_polski

sobota, 21 października 2017

„Dwór skrzydeł i zguby” – Sarah J. Maas


„Kłótnia to tylko marnowanie sił – i czasu.”

Finał. Koniec. Jak tak można? Feyra powraca do Dworu Wiosny. Inna, bardzo zmieniona, na pozór taka sama. Niektórzy zauważają jej zmianę, ale czy Tamlin także to widzi? Może jedynie udaje? I nagle drzwi ich domostwa otwierają się na Hybernię – przecież ich władca obiecał przyjąć wrogie oddziały, zaprzedał Prythian dla odzyskania swej miłości, swego serca i swego świata. Czy zatem Feyra to docenia? I co z Dworem Nocy – z Rhysanderem okrutnikiem. Kto jest większym wrogiem dla bohaterki – Tamlin czy skrzydlaty kochanek? Kto także jest właścicielem jej serca? Hybernia się zbliża. Wojna wybucha. Kolejne krainy przyłączają się do do dwóch wrogich sobie obozów. Kto okaże się przyjacielem i sojusznikiem, a kto wrogiem? A przede wszystkim – co z krainą ludzi, gdy mur oddzielający je od fae zniknie raz na zawsze?

„… to, co jest naszą największą słabością, może czasem okazać się naszą największą siłą.”

Zaskakująca. Niesamowita. Emocjonalna. Czytałam z zapartym tchem i nie wierzyłam w to, co pojawiało się na kolejnych stronach. Jedni wrogowie okazywali się jednak sprzymierzeńcami. Lojalni okazywali się wrogami. Totalny chaos, ale nie ma się co dziwić – wszak wybuchła okrutna i krwawa wojna. Nie tylko pomiędzy Hyberią a Prythianem i ludźmi. Do gry wkraczają Istoty pradawne, nie z tego świata, wymiaru. Oj, namieszają. Dowiemy się także wielu prawd o samych bohaterach. Nikt bowiem nie jest tu w pełni zły lub w pełni dobry – mamy tu cały wachlarz szarości. Poświęcenia, miłość, nienawiść, rozterki i te skradzione chwile pełne uniesień w świecie krwawych walk, sadyzmu, tortur i kreatur, które chcą wyszarpnąć także cząstkę dla siebie. Z pewnością jest to najlepszy tom, bombowe zakończenie. I śmierć tego, który zginąć nie powinien, a nad którym płakałam najbardziej. „Dwór skrzydeł i zguby” jest wisieńką na torcie, finałem. I nadal nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Jak dla mnie – mistrzostwo. I polecać nie muszę, bo każdy, kto zacznie już tę serię, nie odpuści nim nie dotrwa do końca.

Ocena końcowa: 10/10.

Okładka książki Dwór skrzydeł i zguby


Tytuł: Dwór skrzydeł i zguby

Autor: Sarah J. Maas

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2017-10-25

Ilość stron: 524

Seria: Dwór cierni i róż

Tom:  3



„… osoba, po której by się tego najmniej spodziewać, może odmienić bieg historii.”

sobota, 14 października 2017

„Czasami kłamię” – Alice Feeney


Amber Reynolds – tajemnicza kobieta, pacjentka. Przede wszystkim przedstawiona jest jako kobieta, której mąż już ponoć nie kocha. W dodatku drugim faktem jest, iż leży w śpiączce. Dlaczego? Od początku wiemy, że zapadła w nią po wypadku samochodowym. I tu mało faktów – przynajmniej na wstępie. Jest unieruchomiona, ale z wciąż pracującym umysłem i to na najwyższych obrotach. Wie, kiedy ktoś przychodzi, kiedy przemawia nad jej łóżkiem i co dokładnie mówi. Analizuje każde słowo. Ale wie także, gdy zbliża się zagrożenie, któremu nie może się przeciwstawić. Niemal jest więźniem swojego ciała. Ale jest też trzeci fakt o Amber, o którym zawsze trzeba pamiętać – czasami kłamie. Dlatego nigdy nie wiadomo, co jest prawdą, a co jedynie kolejnym wymysłem wymęczonego umysłu. Co jest prawdą o wypadku? Co stało się z jej siostrą i co dzieje się z jej mężem?

Podsumowując: Jeśli spodziewasz się lekkiej historii – zapomnij. Nic tu nie jest takie, jakie by się wydawało. Ogromną niewiadomą są przedstawione fakty – czytelnik do końca nie wie, co jest prawdą, a co kolejnym kłamstwem Amber. W dodatku tajemniczy wypadek. Autorka daje nam ogromne pole do popisu dla naszej wyobraźni, przedstawiając historię Amber z trzech różnych okresów czasowych – sprzed wypadku, ze śpiączki oraz z dziejów spisanych w pamiętniku dawno temu. Wszystko opowiedziane oczami Amber. Zdecydowanie udany zabieg, dając nam wgląd, jaką jest kobietą, co nią kieruje. Ogromnym plusem jest także emocjonalność autorki powieści, której udało się przerzucić wszystkie swoje odczucia na tekst, na literki, na bohaterów. Widać to od samego początku. I tym mnie uwiodła – emocjonalnością, zaskoczeniem i niepewnością prawie do samego końca. Czy polecam? Owszem! Bardzo udany debiut autorki. I choć na początku był dla mnie intrygujący, z czasem stawał się coraz bardziej rozczarowujący – obronił się i stał się godnym polecenia na jesienne wieczory z dreszczykiem emocji.

Ocena końcowa: 7/10.

Okładka książki Czasami kłamię



Tytuł: Czasami kłamię

Autor: Alice Feeney

Wydawca: W.A.B.

Premiera: 2017-11-08

Ilość stron: 400




sobota, 7 października 2017

„Obsesja” – Katarzyna Berenika Miszczuk


„ … psychiatra to szaleniec, który przejmuje od swoich pacjentów wszystkie ich choroby…”

Thriller w szpitalu na oddziale psychiatrycznym? Czemu nie. I tak właśnie poznajemy Joannę Skoczek, odbywającą rezydenturę na oddziale psychiatrii. Sam szpital nie wygląda zapraszająco, a korytarze z pewnością skrywają wiele tajemnic, to właśnie w tych podziemiach zostaje znaleziona jedna z pacjentek. Od tej pory nic już nie jest proste i przyjemne. Z oględzin wynika, że powrócił seryjny morderca kobiet. Dodatkowo nasza bohaterka zaczyna otrzymywać niepokojące listy od tajemniczego wielbiciela. Czyżby to seryjny morderca, a Asia była w kręgu jego zainteresowań?

Podsumowując: Nieco obawiałam się tej książki, bowiem przywykłam do książek autorki z gatunku fantasy. A jak wyszło? Z pewnością lekko i przyjemnie, emocjonująco. Powieść trzyma w napięciu do samego końca. I to mnie uwiodło. Początkowo było bardziej opisowo, by wprowadzić czytelnika w sytuację. Jednak później nie można było się oderwać od książki. Autorce wielokrotnie udało się zmylić mnie, jako czytelnika. Gubiłam się w swoich domysłach i potencjalnych scenariuszach. Niesamowicie zaskakująca. Jak dla mnie REWELACJA! K.B. Miszczuk pokazała naprawdę na co ją stać i jakim dysponuje talentem, wyobraźnią i kreatywnością. Zdecydowanie polecam.

Ocena końcowa: 9/10.

Okładka książki Obsesja


Tytuł: Obsesja

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Wydawca: WAB

Premiera: 2017-09-27

Ilość stron: 416

Cykl: Obsesja

Tom: 1



“Każdy z nas ma jakiś odchył”



sobota, 23 września 2017

„Dance, sing, love. Miłosny układ” - Layla Wheldon


„Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść.”


Ona – dobra tancerka. I On – gwiazda sceny. Od początku było wszystkim nie po drodze. Zbyt wyraziste charaktery razem? Niemożliwe. A jednak. Los splata ich ścieżki w niecodzienny sposób i gdy wydawać by się mogło, że to właśnie TO, że wszystko układa się tak, jak być powinno – dzieje się COŚ, co sielankę przerywa. Romantyczny Rzym, cudowny Paryż i tajemniczy Londyn. Wspólne tournee po Europie nie może skończyć się inaczej. Czy jednak podążanie za głosem serca jest takie proste i słuszne, jakby się mogło wydawać? Może czasem lepiej kierować się rozumem, zwłaszcza gdy miłość, zamiast uszczęśliwiać, sprawia ból.

Za książkę zabierałam się z dystansem i ostrożnością. Wiele powieści czytałam na wattpadzie i moje obawy wzrastały. Zbyt wiele pozycji z wattpada, choć mające sporo odsłon, okazywało się koszmarem czytelniczym. Sam początek nie przekonał mnie, jednak postanowiłam dać kolejną szansę. Szło mi mozolnie, ale nim się spostrzegłam, dałam się wciągnąć przygodzie i nie potrafiłam się już oderwać. Chłonęłam kolejne przygody Livii, jej rozterki, decyzje i konsekwencje. Przeżywałam wraz z bohaterami emocjonalne huśtawki. Z pewnością jest to miła lektura, akurat na wieczór z ciepłym kakao i pod kocykiem, gdy za oknem wiatr, deszcz i nieprzyjemna polska jesień. Polubiłam ją. Dałam się wciągnąć. jednak nie powaliła mnie na kolana. Bardzo udany debiut, to fakt.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Dance, sing, love. Miłosny układ

Autor: Layla Wheldon

Wydawca: Editiored

Premiera: 2017-08-17

Ilość stron: 528

Cykl: Dance, sing, love

Tom: 1


“Żałowałam, że nie miałam w sobie guzika wyłączającego emocje.”




sobota, 9 września 2017

„Szamanka od umarlaków” – Martyna Raduchowska

„Raz kozie śmierć, raz duszy niebyt.”

Skoro nadal znajduję się w tematyce fantasy, nie mogłam przejść obojętnie obok wznowienia powieści Martyny Raduchowskiej. Kilka dobrych lat temu trafiłam na dwa tomy wydane przez Fabrykę Słów. Teraz w moje ręce trafiła powieść z Uroboros. Czym się różnią? Z pewnością oprawą graficzną – ta nowsza przemawia do mnie bardziej. Nadal jednak humor ten sam, a i w tekście na nowo odkrytym znalazłam wiele przyjemności. Ale do tego wrócę później.

Poznajemy Idę Brzezińską. Dziewczynę wychowaną w rodzinie wysoko postawionych czarodziei, choć nie do końca chcącą odziedziczyć cokolwiek, a tym bardziej parać się magią. Uznana oficjalnie za totalne beztalencie, trwa sobie dalej, chcąc żyć normalnie, bez magii i obciążeń genetycznych. Ale Ida ma Pecha. A Pech uwielbia mieszać jej w życiu i zaciera rączki, gdy pokieruje ją inaczej, niż sama by tego chciała. I tak oto pojawia się tajemnicza Tekla oraz pan Kwiatkowski. Rozwiązanie zagadki wciągnie Idę w świat, którego z pewnością nie oczekiwała. A wszystko utrudniają duchy, mieszające w jej życiu. I nawet gromada kotów nie jest w stanie ich w pełni wystraszyć. A Pech? On zaciera rączki i bawi się, wraz z nami, w najlepsze.

Podsumowując: Ubawiłam się nieziemsko. Parskałam śmiechem tak często, że po przeczytaniu powieści bolały mnie wszystkie mięśnie brzucha. Rewelacyjna. Humorystyczna. Uznałam, że Marta Kisiel pisze świetnie, ale to Martyna Raduchowska jest dla mnie mistrzynią pióra. Genialnie stworzeni bohaterowie, świat i magia. Mistrzostwo, w którym się na nowo odnalazłam. Czy warto zakupić? O tak! Czekam na kolejne tomy z niecierpliwością, bo jest na co czekać.

Ocena końcowa: 9/10.


Tytuł: Szamanka od umarlaków

Autor: Martyna Raduchowska

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2017-08-17

Ilość stron: 352

Cykl: Szamanka od umarlaków

Tom: 1



sobota, 2 września 2017

Zapowiedzi


Wakacje się skończyły, a z nimi błogie leniuchowanie i okresy urlopowe. Czas wrócić do życia, do obowiązków, ale i do czytania. Zapowiedzi na zakończenie tego roku jest mnóstwo, a co z nich wybrać. Ja oczekuję na cukiereczki. Niektóre z nich już trafiły w moje ręce i wkrótce moje opinie o nich pojawią się na blogu.

A oto pozycje, które z pewnością będą recenzowane:

sobota, 19 sierpnia 2017

„Down shift. Bez hamulców” – K. Bromberg


„Kije i kamienie kości mi połamią, ale twoje słowa nigdy mnie nie zranią.”

Powróciłam do K. Bromberg i jej bohaterów, zapachu spalin, ostrej jazdy i tak wielu emocji, że nie potrafiłam na jeden raz ich wszystkich pochłonąć. W ręce wpadła mi najnowsza powieść, za którą bardzo dziękuję Wydawnictwu Editiored – dopieszczacie czytelników takimi smakołykami. Okładka kusząca i co najważniejsze, utrzymana w klimacie poprzednich. Wszystkie ślicznie prezentują się razem na półce.

Przechodząc jednak do treści. Tym razem skupiamy się na samym Zadnerze Donovanie, chociaż i bohaterowie z poprzednich tomów także będą występować. Spotykamy go, gdy jest załamany ogromnymi kłamstwami, jakie odkrył. Powiedziałabym, że świat mu się zawalił. A krzywda zadana przez Coltona zdaje się być wybawieniem. Musiała także pojawić się przypadkiem kobieta, prawda? I tak oto poznajemy Getty Caster. Skromna. Nieśmiała. Tajemnicza. Cudownie było patrzeć, jak otwiera się na świat, jak coraz odważniej stawia kolejne kroki w relacjach międzyludzkich i ma swoje małe bunty. Ich pierwsze spotkanie nie należy do spokojnych, ale z pewnością zapada w pamięć. Droga ich nie będzie prosta, ale dotarcie do mety stanie się jazdą bez trzymanki.

Podsumowując: Świetna książka na letnie wieczory. Emocjonalna. Wciągająca. Grzeszna. Uwielbiałam czytać o Getty, o jej przełamywaniu kolejnych barier, o jej buntowaniu się z tym, co wpajano jej latami. O tak naprawdę jej walkę o każdy dzień. Zander, choć początkowo mnie bardzo irytował swoim podejściem i zachowaniem, uznałam go za bardzo niewdzięcznego, rozkapryszonego i po części rozpieszczonego, gdzieś tam dał się polubić. A im dalej się zaczytywałam, tym coraz bardziej lubiłam tę dwójkę. Urocza. Uśmiechałam się i ocierałam łzy. Świetna mieszanka emocjonalna, powieść budująca napięcie. Po prostu polecam.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Down shift. Bez hamulców

Autor: K. Bromberg

Wydawca: Editiored

Premiera: 2017-08-17

Ilość stron: 432

Cykl: Driven

Tom: 8



“Kłamstwa zawsze mają znaczenie. Zwłaszcza gdy okłamują cię ludzie, którzy w twoim przekonaniu kochają cię.”

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

„Uziemieni” – R.K. Lilley


„Przeszłość może nas skrzywdzić, jeśli sami na to pozwolimy.”

Trzeci tom serii „W przestworzach”, a zatem dokończenie i podsumowanie losów stewardessy Bianki i tajemniczego, bogatego pana Cavendisha. Spodziewałam się, że będzie to trylogia. Zresztą tak wyczytałam. Na mój gust, historia mogłaby się właśnie teraz zakończyć. Ale… Jak się okazuje, powstał tom „Pan przystojny”, który jest dopełnieniem serii, czyli spojrzeniem na wszystko oczami Jamesa. Wracając jednak do „Uziemieni” – okładka dopasowana do poprzednich tomów, urzekająca w swej białej prostocie. Uwielbiam. A jak treść?

Bianka i James, to para na pozór się różniąca, a mimo wszystko doskonała dla siebie. Dopełniają się. Jednak w życiu potrzeba czegoś więcej, niż samego uczucia, pożądania. Ich kolejne kłótnie i powroty. W dodatku przeszłość wraca i to ze sporą dawką niespodzianek. Nareszcie wspólne mieszkanie i wydawałoby się wspólne już życie do końca. Czy jednak może to być takie proste? Zwłaszcza, gdy On ma wiele kochanek, liczących wciąż na coś więcej, a Ona ma swoje tajemnice? Czy ich życie okaże się wzlotem prosto w chmura i podniebnym błogim lotem, czy może burzą i pikowaniem w dół?

Podsumowując: Powieść idealna na zakończenie całej historii Bianki i Jamesa. Choć zakończenie bardzo przewidywalne, nie mogłam doczekać się tego, co po drodze, kolejnych dramatów. A było ich w tej trylogii sporo. Wciągająca. Choć nie wysokich lotów, mimo to romans z dużą dozą erotyki – idealny na wakacje. Można się w tym zaczytać. A losy bohaterów bywają bardzo grzeszne. Polecam jako poczytajkę na letnie wieczory. Nastrojowo i tematycznie.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Uziemieni

Autor: R.K. Lilley

Wydawca: Editiored

Premiera: 2017-07-19

Ilość stron: 392

Cykl: W przestworzach

Tom: 3


“Przyszłość jest mglista i pełna niewiadomych, a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć.”

sobota, 12 sierpnia 2017

Z A P O W I E D Ź–Katarzyna Berenika Miszczuk


Dla wszystkich miłośników K.B. Miszczuk, a zwłaszcza fani przygód Gosławy, Mieszka i całej reszty, będzie to pozycja obowiązkowa do zakupu. Dlaczego? Nie tylko zapowiada się na udany dodatek do całej serii, ale także zawierający wiele praktycznych porad dla naszego życia, zdrowia. Na ponad czterystu stronach znajdziemy zabawne psychotesty, przepisy na smakowite i zdrowe smakołyki, ziołowe nalewki. Do tego liczne porady i cytaty na każdy dzień roku. Ale najbardziej oczekiwane będą te dotąd niepublikowane fragmenty czwartej części “Szeptuchy”, jak i premierowe opowiadanie o Babie Jadze. A dla pełnego relaksu dodane także są ilustracje, którym trzeba będzie nadać nieco koloru. Już nie mogę się doczekać. I Wam gorąco polecam, wszak jak przystało na Słowianki – wiedzieć to powinniśmy, a i posiadać by należało.



Tytuł: Sekretnik Szeptuchy. Co każda Słowianka wiedzieć powinna

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Wydawca: W.A.B.

Premiera: 13 września 2017

Ilość stron: 416



poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Z A P O W I E D Z I - Sarah J. Maas


Po dwóch niesamowitych powieściach: “Dworu cierni i róż” oraz “Dworu mgieł i furii”, nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na kolejny tom serii. “Dwór skrzydeł i ruin” już 11 października 2017 roku, zgodnie z zapowiedzią Wydawcy – Uroboros. A co tam znajdziemy? Jestem pewna, że ogrom emocji, zdrady, podchody i tęsknota za swoim miejscem w tym świecie, o poszukiwaniu siebie na wrogim terytorium. Sam tytuł także wiele mi mówi – skoro będą i skrzydła, i ruiny – czyżby wojna jednak się rozpoczęła i król Hybernii ruszył na świat ludzki? Tego dowiemy się już za parę miesięcy.

zagraniczna


Tytuł: Dwór skrzydeł i ruin

Autor: Sarah J. Maas

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2017-10-11

Cykl: Dwór cierni i róż

Tom: 3



sobota, 5 sierpnia 2017

„Dwór mgieł i furii” – Sarah J. Maas

„Miłość potrafi być trucizną.”

Po przeczytaniu pierwszego tomu, nie mogłam doczekać się dalszych losów bohaterów. Uwiedziona przez Feyrę, z mieszanymi uczuciami do Tamlina i Rhysanda. Jaka byłam szczęśliwa, gdy „Dwór mgieł i furii” trafił w moje ręce. Objętość książki ogromna, prawie osiemset stron czekające przede mną na odkrycie, mapka krain i ta boska okładka. Uwielbiam. Ale co z treścią?

Nie ma Amaranthy. Sprawy pod Górą zostały jedynie w pamięci tych, którzy przeżyli. Feyra uczy się wszystkiego na nowo, próbując radzić sobie z tym, co przeżyła, co poświęciła dla całego Prythianu. U jej boku oczywiście jest Tamlin i przyjaciel Lucien. Chronią ją, dbają o nią. Tak by się mogło wydawać, gdy zamykają ją w złotej klatce. I ta dziwna kapłanka – Iantha. Czy jest zagrożeniem dla związku z Władcą Krainy Wiosny? Jednak wszystko zaczyna się sypać, gdy w dniu zaślubin pojawia się Rhys, Władca Dworu Nocy. Zobowiązania, z jakich trzeba się wywiązać. Umowy, jakie zawarło się pod Górą. Jakie ma intencje? Czas i kolejne strony powieści pokażą. A król Hybernii tylko czeka. Wojna, najprawdziwsza w świecie, czeka. Armie gotowe do walki. Spiski, zdrady i magia. Nagle okazuje się, że Amarantha to tylko przedsmak tego, co czeka bohaterów w kolejnych powieściach.

Podsumowując: Zakochałam się w Rhysandzie i koniec. Im bardziej wczytując się w powieść, tym mocniejszą miałam ochotę rozszarpania Tamlina na strzępy. Nie jest złym bohaterem powieści, co … Dla miłości można poświęcić wiele, ale i poczynić ogromne spustoszenia, popełnić ogromne i niewybaczalne błędy. A konsekwencje tych czynności odczuwać będzie jeszcze wiele postaci, całe Dwory. Powieść jest rewelacyjna. Płakałam nad nią zbyt wiele razy. Wciągnęła mnie. Uwiodła. Pierwszy tom był świetny, ale drugi okazał się jeszcze lepszy. Nie wiem, jak przeżyję trzeci. A ten już niebawem na półkach w księgarniach. Ogromne podziękowanie za Wydawcy za podarowanie nam, czytelnikom, tak dużej dawki dobrego fantasy, za tyle emocji. Uwielbiam. Zdecydowanie polecam. A sądzę, że każdy po pierwszym tomie, sięgnie natychmiast po kolejne. Obok takiej powieści nie da się przejść obojętnie.

Ocena końcowa: 9/10.


Tytuł: Dwór mgieł i furii

Autor: Sarah J. Maas

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2017-01-11

Ilość stron: 768

Cykl: Dwór cierni i róż

Tom: 2



„… miłość mogła być zarówno lekiem, jak i trucizną.”

wtorek, 1 sierpnia 2017

„Siła niższa” – Marta Kisiel

„… co cię nie zabije, z pewnością spróbuje ponownie.”

Nie mogłam się doczekać drugiego tomu. Skoro pierwszy tak mnie rozbawił, drugi musiał zrobić to jeszcze bardziej. Dobrze, że nie musiałam czekać i oba tomy były na wyciągnięcie ręki. To jeden z plusów czytania z lekkim opóźnieniem. Przede wszystkim oprawa graficzna – okładka już sama w sobie zabawna, utrzymana w tym samym klimacie, choć pokazująca, że ten tom będzie zabawniejszy. Czy taki faktycznie się okazał?

Jak to bywa, nawet i tutaj, Konrada Romańczuka dopadła codzienność. „Dopadła, cisnęła na glebę i skopała po nerkach.” Nowe lokum, tym razem nawet nie na takim odludziu. Nowe problemy i nowi bohaterowie. Okazuje się bowiem, że nie tylko Konrad jest takim wyjątkowym, mając swojego Anioła Stróża, przynajmniej w nazwie. Poznaje Pawła, posiadacza także jakże cudnego Anioła – na tyle cudnego, że go podrzuca Konradowi, oczywiście tylko na chwilowe przetrzymanie. Podwójna dawka Aniołów Stróżów? Czemu nie. Przecież Konrad i tak nie lubił normalnego życia, a skoro już ma wprawę, to trzeba dać mu jeszcze więcej. Siła Niższa wkracza w progi domu Romańczuka i … umila ten czas bardzo wyjątkowo.

Podsumowując: Genialna i bardzo zabawna kontynuacja. Obawiałam się, by nie była gorsza, jak to bywa z kolejnymi powieściami udanych serii. Jednak autorka pokazała, że potrafi nadal cudnie władać piórem i jakże w humorystyczny sposób to robi. Podziwiam za dowcip, kreatywność, nieszablonowość i ogrom fantazji. Lekko i przyjemnie, zabawnie do łez. Idealna na letnie wieczory. Uwielbiam bohaterów i nie jestem nawet w stanie powiedzieć, którego najbardziej, bowiem każdy uwodził mnie czymś innym. Uwielbiam i tyle. I chcę więcej. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnięcie po inne powieści autorki i sprawdzenie, czy w tamtych także się zakocham.

Ocena końcowa: 8/10.


Tytuł: Siła niższa

Autor: Marta Kisiel

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2016-10-26

Ilość stron: 320

Cykl: Dożywocie

Tom: 2



„Pechowiec to i palec w d***e sobie złamie.”

sobota, 29 lipca 2017

„Dożywocie” – Marta Kisiel


Zabierałam się dość długo za tę powieść. Starałam się nie słuchać i nie czytać opinii innych, by samej przekonać się, czy naprawdę warto. Okładka taka inna od dotąd spotykanych. Jednak miała coś urzekającego w sobie. Coś, co jednak przyciągało moją uwagę. A skoro lubię dobrą fantastykę, to dlaczego miałabym nie spróbować i z „Dożywociem”?

Poznałam Konrada Romańczuka, człowieka wydawałoby się normalnego, stąpającego twardo po ziemi, realistę. Mężczyzna, który oddziedziczył posiadłość. Z jednej strony fajnie sprzedać, z drugiej można byłoby mieć tam odskocznię i robić to, co lubił najbardziej – pisać. Jakie było jego zaskoczenie, gdy zobaczył prawdziwy wygląd Lichotki i jego mieszkańców, których także dostał w spadku. Jednak to nie byle jacy mieszkańcy, o nie. To byłoby przecież zbyt normalne, a w tym świecie Lichotkowym nie może być nic tylko normalnego. Poznajemy różne postaci, zamieszkujące owe domostwo. Nagle okazuje się, że szef kuchni ma macki, utopce uwielbiają jego łazienkę, jest cudowna kotka, chociaż Zmora z niej prawdziwa, jest i Licho, i Pech, a gdzieś tam przebiega drogę prawdziwie wredny różowy królik. Nietypowa załoga dożywotników kontra Konrad. Kto wygra i co stanie się z Lichotką?

Podsumowując: Uśmiałam się do łez. Dawno już nie czytałam tak zabawnej książki. Co prawda początkowo musiałam się przekonać do samego stylu pisania autorki, ale wkrótce zostałam pochłonięta przez tajemniczy dwór i jego mieszkańców. Każda kolejna przygoda dostarczała mi ogromnych pokładów emocji i śmiechu. Nie mogłam się od niej oderwać. Chciałam poznawać kolejne przygody i sprawy do rozwiązania. Humorki, prawdziwość ich zróżnicowanych charakterów, obawy, a z tym wszystkim musiał sobie radzić stateczny Konrad. Cudowna. Przezabawna. Idealna. Polecam

Ocena końcowa: 8/10.


Tytuł: Dożywocie

Autor: Marta Kisiel

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2015-09-30

Ilość stron: 347

Cykl: Dożywocie

Tom: 1


sobota, 22 lipca 2017

„Dwór cierni i róż” - Sarah J. Maas


„Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość.”

Dotąd miałam tylko chwilową przygodę z książkami autorki, bowiem zaczytywałam się w „Szklanym tronie”, który przyznaję – wywarł na mnie miłe wrażenie. Jednak to nie nazwisko skusiło mnie do sięgnięcia po tę lekturę, co sam opis. Połączenie „Pięknej i Bestii” z „Grą o tron”? Brzmi intrygująco.

Poznałam młodą dziewczynę, która zapomniała, co to znaczy być niegdyś dzieckiem oraz mieć potrzeby i zachcianki młodej kobiety. Nie ma na to czasu, bo musi wykarmić rodzinę, w której jest -  a nie, którą założyła. Siostry dbające o siebie, ojciec wybierający tak naprawdę wegetację. Aż do czasu, gdy podczas srogiej zimy zabija wilka i to nie do końca dla samego pożywienia, co nienawiści. Jednak radość z wykarmienia rodziny i zarobku na futrze nie trwa długo, gdy nagle do domu wpada bestia żądna krwi i zemsty za zabicie przyjaciela. Coś jednak idzie nie tak, jak planował przybysz, bo zamiast myśliwego, ma przed sobą drobną dziewczynę walczącą o przetrwanie. I tak oto zaczyna się ich wielka przygoda. Jedna noc, jedna decyzja zmienia nie tylko ich życia, ale i całe postrzeganie tego, co wokół. Feyre zamiast umierać, trafia do świata magii i baśniowych stworzeń, które przy okazji okazują się żądne krwi na każdym kroku. Próbuje przetrwać, choć nie wiedząc prawie nic o tym świecie, zasadach, traktacie pomiędzy światami, kroczy po omacku wciąż pakując się w nie lada kłopoty. Wszystko, w co dotąd wierzyła i co jej wpajano na temat magicznego świata, okazuje się jedynie cząstką całości i to nie zawsze prawdziwą. Cały jej świat się wali, a tylko Tamlin, książę który ją porwał, może okazać się wsparciem. Czy złamie zasady i po prostu zaufa? Ratunkiem całego magicznego świata staje się zagadka.

„Niektórzy szukają mnie przez życie całe, lecz nigdy się nie spotkamy,

Pocałunek zaś ofiarowuję tym, którzy nie depczą mnie swymi stopami.

Niektórzy mówią, że łaskami swymi obdarzam mądrych i gładkich,

Lecz me błogosławieństwo jest dla tych, którym nie brak odwagi.

Zazwyczaj me działanie zdaje się wszystkim darem cudnym,

Lecz wzgardzona staję się potworem do pokonania trudnym.

I chociaż każdy cios mój góry kruszyć by pozwolił,

Gdy zabijam, robię to bardzo powoli…”


Podsumowując: Pełna magii, baśniowych i krwiożerczych stworzeń, ale i pasji oraz namiętności powieść fantastyczna, jakich mało jest teraz na rynku wydawniczym. Wciągająca, wręcz porywająca. Polecam także audiobook (tak, przełamałam się i zaczęłam ich słuchać) czytany przez Annę Szawiel. Jej miękki i delikatny głos sprawia, że słuchanie tej historii staje się jeszcze przyjemniejsze. Ogromne podziękowanie dla Wydawnictwa Uroboros za to, że daje nam tak niesamowitą dawkę dobrej literatury. Ja się zakochałam. Nie tylko w samej książce, ale i bohaterach. Ogromne zaskoczenia, historia wijąca się na każdym kroku, ale nie męcząca. Wszystko podane tak, jak należy. Sporych rozmiarów, ale warta nabycia. Bohaterowie… świetnie stworzeni, jak zresztą i cały fantastyczny świat, intrygi, zbrodnie – do samego końca nie wiadomo, kto jest naprawdę przyjacielem, a kto w efekcie stanie się wrogiem. Zwłaszcza, gdy logika i ludzki umysł zawodzi. Ale najbardziej zaintrygował mnie nie Tamlin, nie Feyre, ani Lucien… o nie, moim ulubieńcem jest Rhysand. To jego historia mnie interesuje o wiele bardziej – niby mroczny, ale coś ma w sobie, co mnie przyciągało i chciałam czytać o nim jak najwięcej. Czy polecam książkę? Oczywiście! I już nie mogę się doczekać kolejnej części, gdy wpadnie w moje spragnione dłonie, bo jest to historia, o której trudno zapomnieć.

Ocena końcowa: 10/10.


Tytuł: Dwór cierni i róż

Autor: Sarah J. Maas

Wydawca: Uroboros

Premiera: 2016-04-27

Ilość stron: 527

Seria: Dwór cierni i róż

Tom: 1

 

“Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak.”

niedziela, 16 lipca 2017

„Na szczycie – Nieczysta gra” – K.N. Haner


Jak do chyba już każdej powieści K.N. Haner i do tej zabierałam się z trudnościami. Z jednej strony byłam ogromnie ciekawa, co też wymyśliła dalej dla bohaterów. Jednak z drugiej targały mną pełne obawy. Nauczona doświadczeniem, zaopatrzyłam się w karton chusteczek i nastawiłam psychicznie na to, co mnie czekało. I zdecydowanie takie ostrzeżenia powinny być już na początku.

Nareszcie nadchodzi wielki dzień dla Rebeki i Sedricka. Wyczekiwany zarówno przez wszystkich bohaterów, jak i przez samych czytelników. Ich droga była trudna, pełna niebezpiecznych zakrętów, wątpliwości. Mimo to przetrwali. Silniejsi i bardziej zdecydowani. Zdający sobie sprawę, że ich życie nigdy nie będzie spokojne, zawsze będzie mnóstwo niebezpieczeństw i ludzi chcących im zaszkodzić. Mimo wszystko, pragną bardzo założyć rodzinę i stworzyć swój własny świat. Trudne decyzje, namiętności, pasje, zdrady, szaleństwo, tęsknota i w jakimś stopniu naiwność. Co ich jeszcze spotka w życiu, zwłaszcza gdy przeszłość po raz kolejny upomina się o swoje?

Podsumowując: Spodziewałam się wielu komplikacji, burz emocjonalnych, ale nie spodziewałam się właśnie tego. Po raz kolejny mam ochotę zamordować K.N.Haner za to, jak bardzo skomplikowała relacje bohaterów. Stworzyła dla nich trudny świat, powiedziałabym nawet z tragicznym finałem. Trudno jest się pozbierać po jej przeczytaniu. To, co zafundowała nam autorka powieści, porównałabym do rollercostera emocjonalnego. Śmiech, łzy, rozpacz i gdzieś tam przemyślenia, co będzie dalej. W głowie miliony scenariuszy na dalszy ciąg. I oto z pewnością chodziło pisarce. Choć wciąż denerwowała mnie główna bohaterka, powieść uznaję za udaną. Wciągała i zaskakiwała. Naprawdę trudno się po niej pozbierać. Jest i romans, i erotyzm, i tragedia. Wszystko w jednej książce. A do tego okładka, jakże pasująca do pozostałych. Klimatyczna. Polecam.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Na szczycie. Nieczysta gra

Autor: K.N. Haner

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2017-06-14

Ilość stron: 428

Cykl: Miłość w rytmie rocka

Tom: 3



sobota, 15 lipca 2017

„Przebudzenie Morfeusza” – K.N. Haner

„Śniłam o mężczyźnie, który był dla mnie zgubą. Przeszliśmy razem przez koszmar… A teraz czas na przebudzenie.”

Długo zabierałam się zarówno za tę powieść, jak i za napisanie moich odczuć po jej przeczytaniu. Dlaczego? Na początku bałam się po nią sięgnąć – wiedziałam, że to ostatni tom, finał historii Morfeusza, a przecież nie chciałam jeszcze rozstawać się z bohaterami. Po jej zakończeniu jednak nie byłam w stanie napisać recenzji, ponieważ powieść rozłożyła mnie na łopatki, powaliła emocjonalnie. Nie tego się spodziewałam. I tak, K.N.Haner – zamierzam Cię zamordować za takie zakończenie. Ale do tego przejdziemy później.

Cassandra odbudowuje swoje życie na nowo, tym razem z Tommym. Staje się jej całym światem, nadzieją na jakiekolwiek jutro i na to, że jej serce znów zostanie poskładane w całość po Adamie. Torronto jej sprzyja. Przynajmniej do czasu, aż przeszłość znów powraca. Dokładnie, to staje w progu jej domu. Oczywiście nie sam, bo demony ich przeszłości wracają wraz z nim, zwłaszcza Eros. Wszak to mafia, która staje się rządna krwi. Zemsta, miłość, namiętność, zdrada. Komu zaufa Cass, teraz już nie będąc samej, przecież jej siłą jest Tommy. Uda się pokonać Erosa jego własną bronią? Tego dowiemy się czytając do końca powieść.

Podsumowując: Z pewnością wciągająca i nie dająca wytchnienia. Główna bohaterka drażniła mnie bardziej, niż zwykle. Spodziewałam się chyba, że teraz będzie zachowywać się dojrzalej. Myliłam się. K.N.Haner postarała się skomplikować i tak już skomplikowaną sytuację. Czy jej wyszło? Trudno powiedzieć. Mam mieszane uczucia względem logiki w powieści. Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze się bawiłam podczas czytania, a łez wylałam miliony. Emocjonalna. Zaskakująca. A okładka uwodzi. Podoba mi się, że cała seria jest utrzymana w tym samym klimacie. Polecam, bo jest idealna na letnie leniwe popołudnia w leżaku.

Ocena końcowa: 7/10.


Tytuł: Przebudzenie Morfeusza

Autor: K.N.Haner

Wydawca: Wydawnictwo EditioRed

Premiera: 2017-07-05

Ilość stron: 528

Cykl: Mafijna miłość

Tom: 3



„Szczęście to miłość. Szczęście to mieć przy sobie ludzi, których się kocha. Można błądzić w ciemności, bać się przyszłości, mieć sobie za złe przeszłość, ale jeśli masz kogoś, kto cię kocha, wspiera i zrobi dla ciebie wszystko, to nic więcej się nie liczy.”



sobota, 8 lipca 2017

„Gracz” – Vi Keeland

 

„Czasami ludzie wierzą w kłamstwa nie dlatego, że uważają je za prawdę, ale dlatego, że łatwiej je zaakceptować.”

Wróciłam do romansów o sportowcach. Wiedziałam, jak potrafią być przesycone erotyzmem, ale na szczęście była tam też jakaś treść, jakieś wątki, problemy. Swego czasu uwielbiałam powieści Jaci Burton i bardzo ubolewałam, że wciąż nie mamy ich na rynku wydawniczym. Czy są one w planach, nie wiem. A szkoda, bo są naprawdę dobrymi powieściami, a każdy tom przynosi nowe problemy, nowe emocje i ulubionych kolejnych bohaterów. A jak poszło mi z „Graczem”?

Brody Easton, przystojny, bogaty, arogancki i przede wszystkim wolny. Uwielbia kobiety i to ze wzajemnością. Czy przejmuje się złamanymi serduszkami niewiast? Nie za bardzo, bo przecież żadnej nic nie obiecuje. Ma jednak głęboko ukryte serce i skrywane tam tajemnice. Miłość i przywiązanie zmienione w ogromną nienawiść. Jest też bardzo lojalny wobec swoich bliskich. I nagle pojawia się Ona – młodziutka dziennikarka sportowa próbująca wypracować sobie pozycję w jakże męskim świecie. W dodatku ciężko jest coś osiągnąć, gdy nazwisko kojarzone jest jedynie z ojcem – legendarnym sportowcem, którego tak wszyscy kochali. I ona, Delilah, skrywa zranione serce głęboko w sobie. Oboje tacy różni, a mimo to tacy sami. Oboje próbują stanąć twardo na nogi po tragediach, jakie im się przydarzyły. Drogi się przecinają, a i romans kwitnie w powietrzu. Mimo to przeszłość ich dogania, pojawiają się osoby chcące wejść między nich. Czy uda im się jednak przetrwać i kim jest tak naprawdę Willow – wrogiem, czy sprzymierzeńcem?

Podsumowując: Zgodnie z opisem, miała być pełna przekory kuszącą grą, w której wszystkie chwyty są dozwolone. Miała to być książka, która pachnie męskim ciałem, kobiecą nieustępliwością, droczeniem się i gorącą namiętnością. Tak przynajmniej podaje opis z tyłu cudownej okładki. A mężczyzna na niej z pewnością uwodzi. A jaka była naprawdę? Przyjemna, lekka i emocjonalna. Świetnie się przy niej bawiłam, nie jeden raz ocierając łzy wzruszenia. Zaskoczyła mnie tym, że nie był to zwykły romans z dużą dozą erotyki. Na moich, czytelniczych oczach, bohaterowie się otwierali na przyszłość, podejmowali decyzje, zmieniali się, dorastali. I to było dla mnie zaskoczeniem. Z pewnością sięgnę z przyjemnością po kolejne książki Vi Keeland, mając nadzieję, że i tam odnajdę taka przyjemność, jak w „Graczu”. Czy polecam? Oczywiście. Idealna książka na lato, w plenerze z winkiem.

Ocena końcowa: 6/10.

 

 

Tytuł: Gracz

Autor: Vi Keeland

Wydawca: Wydawnictwo Kobiece

Premiera: 2017-01-20

Ilość stron: 392

sobota, 1 lipca 2017

„W ogniu namiętności” – Sylvia Day

Od jakiegoś czasu unikam książek podobnych do powieści Sylvii Day. Dlaczego? Mam przesyt tanich romansów, w których nie dzieje się nic poza samą namiętnością. A i o seksie czytam już ze znudzeniem, bo ileż jeszcze można, prawda? Mimo wszystko z ciekawości sięgnęłam po najnowszą jej powieść. Szkoda tylko, że dałam uwieść się okładce, nie czytając nawet choćby opisu.

Poznajemy cztery, jakże by inaczej, silne bohaterki – Rachel, Laylę, Anę i Darcy. Każda inna, każda z wydawać by się mogło zupełnie innego świata, a mimo to połączył je jeden cel : (aż zacytuję z opisu) „… wielkiej, wszechogarniającej, dzikiej i bezpruderyjnej miłości.”. I to jest prawda – seks, seks i jeszcze raz seks. Tego mamy sporo. Jeśli jednak chcemy doszukać się jakieś głębszej historii, czegokolwiek innego – zapomnijcie. Gdybym miała podać komuś opis w jednym zdaniu, powiedziałabym, że to spotkanie nimfomanek z seksoholikami. Po prostu.

Podsumowując: Lekka z pewnością. Ot, cztery harlequiny (inaczej przeze mnie nazywane mózgotrzepami) oprawione w piękną okładkę. Tyle. Jeśli szukamy zwykłego erotyka, by czytać a nie myśleć – to będzie idealna literatura. Czy mnie uwiodła? Nie. Sprawiła, że tylko utwierdziłam się w przekonaniu o omijaniu przez jeszcze dłuższy czas zarówno książek Sylvii Day, jak i w podobnym klimacie. Mi nie podeszła i umęczyłam się przy jej czytaniu.

Ocena końcowa: 3/10.


Tytuł: W ogniu namiętności

Autor: Sylvia Day

Wydawca: Akurat

Ilość stron: 416




piątek, 23 czerwca 2017

„Wszystko, co w tobie kocham” – Samantha Young

„Trzeba uważać, o czym się marzy, bo marzenie może się spełnić.”

Witamy ponownie w Hartwell. Od tego zaczyna się cała historia. Powrót do nadmorskiego miasteczka, pełnego ciepła, przyjaźni i intrygujących ludzi. Samantha Young ponownie nas mile zaskakuje kreacją bohaterów, stworzeniem ich relacji, spisaniem ich przygód, problemów, wzlotów i upadków. Trzecia seria autorki, dostępna na naszym rynku, a ja wciąż twierdzę, że pisarka nadal idzie na jakość, a nie ilość. Wciąż tworzy swoje dzieła w sposób emocjonalny, pełny pasji i zamiłowania do zabawy słowem. A co przyniósł nam drugi tom?

„… czyny niosą ze sobą konsekwencje…”

Tym razem skupiamy się na życiu Bailey, na co bardzo czekałam. Wcześniej poznaliśmy już Jess i Coopera. Ich relacje nie były łatwe, ale znaleźli dla siebie rozwiązanie. I w tej części ich spotykamy, śledząc dalszy rozwój ich związku, chociaż nie jest on tu najważniejszy. To życie panny Hartwell, Toma, Vaughna i rodziny Devline są tematem numer jeden. Pojawiły się także nowe postaci, które urozmaiciły i tak już skomplikowane życie głównej bohaterki. Problemy rodzinne, problemy z pensjonatem, walka z pożądaniem i ulokowanie uczuć nie tam, gdzie by się chciało. Zdrady, namiętność, walka i ta cienka nić nadziei na przyszłość - tak mogłabym to podsumować. Jednak, jak to bywa w książkach Samanthy Young, nic nie jest takie, na jakie by wyglądało, a niektóre sprawy są bardziej skomplikowane, niż można by początkowo sądzić. Chociażby zachowanie Jacka Devlina jest bardzo podejrzane zarówno w pierwszym, jak i drugim tomie. Ukrywa ogromną tajemnicę. Podobnie, jak zapowiedź relacji bohaterów kolejnych tomów – Dahlia, Mike, Cat, nieśmiała Elsa, ale też sam Jack. I to właśnie o Emery chciałabym czytać w kolejnym tomie, bo jej zafascynowanie pewnym mężczyzną najbardziej mnie teraz nurtuje.

Podsumowując: Książka jest rewelacyjna. Kiedy się ją zaczyna czytać, nie można przestać. Pełna emocji, wysmakowanej namiętności, skomplikowanych relacji międzyludzkich. Nadal nie ma porównania z serią „On Dublin Street”, ale uznaję ją za wartą powrotu. Ciepła, lekka i idealna na lato. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Wszystko, co w tobie kocham

Autor: Samantha Young

Wydawca: Burda Książki

Premiera: 2017-06-14

Ilość stron: 388

Cykl: Hart’s Boardwalk

Tom: 2


„Prawda jest taka, że miłość nie zawsze jest tak łatwa, jak to opisują w piosenkach.”

sobota, 17 czerwca 2017

W świecie zapowiedzi… czyli co teraz czytane będzie

Wakacje zbliżają się coraz bardziej, a to czas na cudowny czas spędzony z lekturą. Na dniach wpadły w moje spragnione dłonie bardzo ciekawe tytuły, także nie pozostaje mi nic innego, jak w pełni oddać się literaturze i podzielić się z Wami moimi odczuciami. A co będzie teraz „na tapecie”? Trochę moich kochany autorów, jak : K.N. Haner; Samantha Young. Mam też w planach powrócić do debiutantów, a trzeba przyznać, że zapowiada się wspaniale, zwłaszcza z “Klatwą przeznaczenia”. W przeciągu miesiąca, może dwóch okaże się, czy wybrana przeze mnie literatura była faktycznie trafiona i było na co czekać.

clip_image002

clip_image004

clip_image006

clip_image008

clip_image010

clip_image012

clip_image014

clip_image016

clip_image018

piątek, 2 czerwca 2017

„Ród” – Emil Strzeszewski

 

Debiuty. O nich pisałam już wiele. Uwielbiam i nienawidzę zarazem. Z jednej strony warto w nie inwestować, bo tak trudno przebić się nikomu nieznanemu autorowi, nie wspominając, że cześć (niestety spora część) wydawnictw każe sobie sporo płacić za wydanie powieści. Tym bardziej warto pomagać w przetrwaniu świeżych nazwisk. Z drugiej jednak strony jak często dostajemy w ręce debiutancką powieść i zastanawiamy się, co to w ogóle jest. Ni jak pasujące do opisu, reklam, rekomendacji podanych na okładce. Nie wspominając o stracie pieniędzy. Mimo wszystko – warto zainwestować w kogoś nieznanego.

A jak było z „Rodem”? Według opisu z okładki: „Książka, która zwala z nóg niczym apateja!”. Nie jeden sięgnął w tym momencie po słownik sprawdzając, co oznacza ta cała ‘apateja’. Udanego szukania. Tajemnicze Miasto, w naszej lub nie rzeczywistości. Żyjący tam ludzie, przebywający akurat w Mieście, to idealny przykład rozkładu społeczeństwa, braku moralności i zasad. Poznajemy ten świat, bar Babilon, pewien gang. Nic nie jest takie, jak mogłoby się wydawać od początku.

Podsumowując: Psychodeliczna książka. Okładka z pewnością nie zachęca do sięgnięcia po nią. Drugim rozczarowaniem była objętość, ale przecież po tym nie należy oceniać żadnej powieści. W środku znalazłam mrok, rozkład. Nie przywykłam do takiej lektury, stąd ciężko było mi przez nią przebrnąć. I z pewnością do niej już nie wrócę. Zbyt ciężka, zbyt mroczna, zbyt psychodeliczna. Podzielona na trzy części – opowieść Matki, Syna, Ojca. Niestety, mnie nie uwiodła, wręcz odstraszyła na dobre.

Ocena końcowa: 3/10.

 

Tytuł: Ród

Autor: Emil Strzeszewski

Wydawca: Genius Creations

Premiera: 2014-09-22

Ilość stron: 233

sobota, 27 maja 2017

„Żerca” – Katarzyna Berenika Miszczuk

 

„Słowiański ślub, lato w rozkwicie i magia miłości.”

 

To książka, której doczekać się nie mogłam. „Szeptucha” mnie uwiodła. „Noc Kupały” zaintrygowała. Obawiałam się, by „Żerca” nie okazał się tylko ciekawą powieścią.

Miało być już pięknie, prawda? No miało! Ale przecież być tak nie mogło – za prosto. Co zrobić, gdy wszystko nagle jest nie tak, jak powinno? Wieszcze zdolności zanikają, a i trzeba wraz Babą Jagą przygotować się do kolejnego święta. Należy także się otrząsnąć po tragicznych wydarzeniach z Nocy Kupały. A jest po czym, prawda? A gdy ukochany znika, nagle pojawia się ktoś nowy – Witek, gotów na wszystko, zwłaszcza na naszą Gosławę. O sobie przypomina także Swarożyc, przecież jest przysługa do wykonania. I gdzieś tam krąży myśliwy boginek i demonów. A do tego bogowie się obrażają, a i demony pragną zemsty. I znów Gosława w samym środku wydarzeń, choć miało być przecież tak pięknie i spokojnie na tym nowym początku. I ten Witek…

Podsumowując: Powieść rewelacyjnie napisana. Dla mnie mistrzostwo pióra. Pomieszanie współczesności z folklorem. Wierzenia i obrzędy, a w to wplątane nasze współczesne życie, rozwój technologiczny i wszystkie „ułatwiacze życia”. Uwielbiam! I ta oprawa graficzna, na którą nie mogę przestać patrzeć i podziwiać. Pierwszy tom był czerwony, drugi – żółty, trzeci – zielony, czyżby czwarty miał być fioletowy? Tylko dlaczego autorka tak zakończyła ten tom? Tak się nie robi, Pani Kasiu…. Poza końcówką, przy której łezka się kręci, reszta powieści nie pozwala na chwile wytchnienia, wciąga, rozśmiesza. Miało być spokojniej, ale to tylko pozory. Czyta się w skupieniu, ale nie męczy to czytelnika. Wręcz przeciwnie, odpręża. Gorąco polecam, a trzeci tom serii udowodnił, że naprawdę warto czekać na kolejny, a w międzyczasie warto docenić pióro autorki zawarte w innych powieściach.

Ocena końcowa: 10/10.

 

Tytuł: Żerca

Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk

Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

Premiera: 2017-05-10

Ilość stron: 495

Cykl: Kwiat Paproci

Tom: 3

 

“Tylko czar miłości może pokonać wszystkie smutki”

sobota, 20 maja 2017

„Czereśnie zawsze muszą być dwie” – Magdalena Witkiewicz

 

„Czekanie na coś, co ma się wydarzyć, niesie ze sobą więcej emocji niż samo wydarzenie, które może nawet okazać się rozczarowaniem.”

Przybliżaj postać Magdaleny Witkiewicz nie trzeba, bowiem wielokrotnie powtarzałam, że jest to wspaniała kobieta i cudowna pisarka. Uwielbiam ją za książki, jakie pisze, ale także za swoje podejście do życia, do świata i ludzi, do swoich czytelników. Taka właśnie powinna być prawdziwa mistrzyni pióra – nie ktoś tylko do podziwiania, ale przede wszystkim ktoś nam bliski. Pani Witkiewicz udowadnia to podczas każdego ze swych spotkań autorskich, na którym ostatnio byłam i ja. Cudowne spotkanie, nareszcie realne poznanie, wspaniała atmosfera. Poznałam także świetnych ludzi – połączeni pasją czytania i uwielbieniem dla autorki. Za to dziękuję ogromnie, Pani Magdo – za to, że Pani jest i jaka Pani jest.

„Drzewo czereśni potrzebuje innego drzewa, aby rosnąć i dawać owoce. Tak jak człowiek, gdy kocha – rozkwita.”

Wracając do książki, okładka i objętość rozpieszcza. Cóż jednak z tego, gdy nawet te prawie pięćset stron pochłania się w jedną noc? Poznajemy Zosię, która otrzymuje w spadku ruderę, która kiedyś była przepiękną willą w Rudzie Pabianickiej. I tu nasuwa się myśl – to już było, banalne, oklepany temat, znowu to samo… Stop! Przecież to napisała Magda Witkiewicz, więc nie może być tak, jakby się teraz wydawało. I tak właśnie się okazuje. Dom ma duszę i sekrety do odkrycia. A Zosia powolutku zgłębia każdą jego tajemnicę. No i ten Szymon, to także tajemnica.

Podsumowując: Książka o miłości i przyjaźni. O tęsknocie i nadziei. Trochę historii i trochę teraźniejszości – wszystko zmieszane i wciągające. Tak, jak nie lubię książek historycznych, tak tę pokochałam. Zaskakująca. Emocjonalna. I znów autorka doprowadziła mnie do łez. Zdecydowanie następnym razem zasiadam z dwoma opakowaniami chusteczek. Uzależniająca. Zakochałam się po prostu – dziękuję.

Ocena końcowa: 10/10.

 

Tytuł: Czereśnie zawsze muszą być dwie

Autor: Magdalena Witkiewicz

Wydawca: Wydawnictwo Filia

Premiera: 2017-05-10

Ilość stron: 496

 

 

„Najpiękniejszy jest moment czekania na coś cudownego. Nie należy tego odwlekać, ale należy się zastanowić, czy czasem nie wydłużyć sobie tego cudnego momentu.”

sobota, 13 maja 2017

„Kropla życia” - Oliwia Tybulewicz

 

Jakiś czas temu wspomniałam, że uwielbiam debiuty. Świeże powieści, nowi autorzy, inne spojrzenie na to, co do tej pory miałam w rękach. Takie przynajmniej zawsze mam marzenie – sięgam po coś świeżego, innego. Nie jeden raz żałowałam zakupu, a powieść wydawała się rozczarowaniem, dziwiły mnie także kontynuacje. Jedna myśl – kto to w ogóle czyta? Każdy jednak ma swój gust i o tym rozmawiać nie należy. A jak było z „Kroplą życia”? Z pewnością była to przygoda.

Luna, pub odwiedzany głównie przez istoty wyjęte ze świata baśni. I Wioletta, kelnerka, doskonale znająca się na zwyczajach danego gatunku, słabościach i tym, czego może się po nich spodziewać. Miejsce, o którym ludzie wiedzieć nie powinni, a może po prostu nie chcą wiedzieć. I nagle wydarza się COŚ. W ręce Wioli wpada eliksir należący do samej Hrabiny, ponoć pilnie strzeżony. Nie jeden chciałby mieć tę małą fiolkę. Kto by się nie skusił, by go wypróbować? I tak oto nasza kelnerka budzi się rano, nie pamiętając niczego z całej nocy. Ktoś ją gdzieś widział, coś ponoć mówiła, robiła, skądś miała koronę. Wioletta nie tylko musi przypomnieć sobie całą noc, ale unikać wampirów Hrabiny i innych, którzy chcą to, co posiada. Akcja się zagęszcza. Komu można ufać? Kim naprawdę jest Artur i jaki wpływ miał na całą sytuację?

Podsumowując: Ciekawa powieść fantasy, pełna akcji, magii i fantastycznych stworzeń. Wciągająca. Napisana prostym językiem. Brakowało mi tylko więcej opisów i charakterystyki danych gatunków – jak widziała ich autorka. Czy polecam? Owszem, intrygująca powieść, odświeżająca wręcz. Z pewnością ubawi nas podczas spędzania czasu w plenerze czy w podróży. Może kiedyś będzie mi dane do niej wrócić, choć w papierze, czego życzę autorce.

Ocena końcowa: 6/10.

 

 

Tytuł: Kropla życia

Autor: Oliwia Tybulewicz

Wydawca: E-Bookowo.pl

Premiera: 2017-01-27

Ilość stron: 294

poniedziałek, 1 maja 2017

„Czarodziejka” – Agnieszka Płoszaj

 

Wydawnictwo W.A.B. rozpieszcza ciekawymi bardzo pozycjami. I choć nie miałam w planach „Czarodziejki”, skusił mnie zarówno opis, jak i renoma wydawcy. Przecież nie dałby czytelnikowi czegoś niedobrego, prawda? W dodatku „Mroczna seria”, czyli kryminał w czystej postaci – dla osób nie lubujących się w tej dziedzinie, było ciężkawo z założenia. A jak się okazało? Jak zwykle….

Zacznę od okładki – choć rozumiem przesłanie, jakie miała ze sobą nieść, niestety jest tego wszystkiego za dużo i nieco męczy. W dodatku kadrowanie zbyt widoczne i prawie amatorskie. Ale to tylko taka drobna uwaga. Przecież bardziej chodzi o treść, prawda? A tu odkrywamy Łódź, jakiej być może nie znamy. Dwie przyjaciółki przypadkiem wplątane w same centrum śledztwa i zbrodni. A tego, co się tam dzieje, mało wcale nie jest – zabójstwo, samobójstwo, wypadek, tajemnicza paczka na przechowanie, fundacja dziecięca, równie tajemnicze rodzeństwo i spadek, a do tego jeszcze flirt. Za dużo? Z pewnością. Intrygujący jest sam początek, gdy przenosimy się do roku 1977 i porwania pewnej dziewczynki. Dalej akcja miała nabierać tylko tempa, jednak została po prostu przegadana. Julia i Mania, dwie przyjaciółki w samym środku niebezpieczeństwa, a do tego nieporadna policja, śledztwo.

Podsumowując: Dobrze się przy niej bawiłam. Nie powaliła mnie na kolana, ale bardzo przyjemnie spędziłam z nią czas. Jest, jak to nazywam, babskim kryminałem, czyli poza tajemnicą, śledztwem i zbrodniami mamy jakże ciepłe uczucia, flirty. Lekka, przyjemna, idealna na letnie wieczory z kieliszkiem wina w dłoni. Ale do „Mrocznej serii” jest jej bardzo daleko.

Ocena końcowa: 5/10.

 

Tytuł: Czarodziejka

Autor: Agnieszka Płoszaj

Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

Premiera: 2017-03-01

Ilość stron: 480

Cykl: Mroczna Seria

 

 

sobota, 29 kwietnia 2017

„Zemsta” – Katarzyna Michalak

 

Los jest zazdrosny. Nie lubi patrzeć na szczęśliwych ludzi.”

Pamiętam doskonale „Mistrza”, a raczej emocje, jakie mi towarzyszyły podczas czytania. Wówczas było to dla mnie mistrzostwo pióra. Pamiętam także swój płacz, gdy kończyłam powieść. Ogrom niedowierzania. Dlatego, gdy pojawiła się na rynku część druga, mocno się jej obawiałam. Co można dalej powiedzieć o losach bohaterów? Przecież nie było wygranych, każdy tak naprawdę przegrał. Okładka drugiego tomu nie zachęcała mnie już tak bardzo, chyba liczyłam na zachowanie jednej stylistyki – czarna okładka z czerwonym elementem, prosta.

Powieść zaczyna się od zbrodni i to na tyle wstrząsającej, że wcisnęło mnie wręcz w fotel. A jednak, przeszłość nadal poluje, choć minęło wiele lat. Marie Solay nie rozumie, co się dzieje, kto jej grozi i pragnie jej śmierci. Nie pojmuje wręcz polowania na swoją osobę, przecież jest zwykłą dziewczyną. Na ratunek przybywa ktoś, kogo nie zna, a kto wydaje się dobrze poinformowany w sytuacji. Czy Marie może mu zaufać? I kim jest mężczyzna, który prawie zapomniał swojego imienia? Człowiek, który jest w stanie poświęcić wszystko dla jej bezpieczeństwa?

Podsumowując: Niesamowita historia. Rozpieszczona objętością, dopieszczona treścią. Ogromne emocje. Wciągająca. To jedna z tych lektur, od których nie można wręcz się oderwać. Gorąco polecam, bo jest naprawdę tego warta.

Ocena końcowa: 8/10.

 

Tytuł: Zemsta

Autor: Katarzyna Michalak

Wydawca: Znak Literanova

Premiera: 2016-03-30

Ilość stron: 304

Cykl: Mistrz

Tom: 2

 

“Miłość. Za nią warto umierać, ale po stokroć bardziej warto dla niej żyć.”

sobota, 15 kwietnia 2017

„Za garść amuletów” – Kim Harrison

 

Zapadlisko wróciło! Tyle lat wyczekiwania na kolejny tom i nareszcie jest. Brawo, Wydawnictwo MAG, że nareszcie wysłuchaliście próśb czytelników i daliście nam to, na co tak długo czekaliśmy. Okładka – nadal w tej samej tematyce i stylu. Objętościowo – rozpusta. Ale najważniejsze jest jednak to, co zastałam w środku.

Czwarte spotkanie w Zapadlisku jest znacznie lepsze od poprzedniego. Rachel Morgan znów w centrum niebezpieczeństw. Demony i zastępy złych mocy , grasujące po Cincinnati, chcą dopaść czarownicę. Ale nie tylko dopaść, o nie – chcą także zawładnąć jej ciałem i duszą. Rachel jednak nie da im się tak łatwo. Na dodatek wraca Nick i wpędza ją w coraz to większe kłopoty. Takie to są spotkania z byłymi. Ale gdyby chodziło tylko o samą czarownicę… a tu całe miasto grozi rychła zagłada. Nadciąga krwiożercza bestia, okrutny demon i jego poplecznicy, siejący zamęt i zniszczenie. Czy Morgan to przetrwa? Tym razem postawione przed nią zadanie może okazać się tym ostatnim.

Podsumowując: Knowania i intrygi. Magia. Demony. Będzie sporo akcji, zawirowań, zaskoczenia dla czytelnika. Wciągająca, niesamowita. Jak dla mnie – idealna Urban fantasy. Takiej lektury mi właśnie brakowało. Zaskakująca. A i uda nam się poznać główną bohaterkę od zupełnie innej strony. Chylę czoła przed Kim Harrison za jej bujną wyobraźnię, stworzony świat i bohaterów, lekki język i za całe to Zapadlisko. A i humoru znajdzie się tu troszeczkę, który rozbawi do łez. Znajdziemy tu także wiele scen, przy których łezki wzruszenia płynęły nieprzerwanie po moich policzkach. Dlatego tym bardziej polecam powieść, całą serię. Każda książka, która doprowadza czytelnika do takiego stanu, jest warta przeczytania. Dziękuję Wydawnictwu MAG za podarowanie nam czwartego tomu i błagam – nie każcie czekać kolejnych lat na kontynuację.

Ocena końcowa: 9/10.

 

Tytuł: Za garść amuletów

Autor: Kim Harrison

Wydawca: Wydawnictwo MAG

Premiera: 2017-02-17

Ilość stron: 640

Cykl: Zapadlisko

Tom: 4

sobota, 8 kwietnia 2017

„Shadow” - Sylvain Reynard

 

„Czasem zapomnienie jest błogosławieństwem”

Wyczekiwana przeze mnie powieść nareszcie trafiła w moje spragnione dłonie. Byłam ciekawa, jak dalej pociągną się losy Raven. Nie wspominając już o boskiej Florencji, tajemnicach, zbrodniach i wampirach – rzecz jasna. Pierwszy tom mnie zaintrygował, zatem wyczekiwałam na drugi, tak jak będę wyczekiwać na trzeci. Czym mnie uwiodła? Przede wszystkim opowiedzianą historią nieco inaczej, niż do tego przywykłam. Czy drugi tom okazał się zatem lepszy od poprzedniego?

Raven i William, czy może być coś lepszego? Nie tylko ich kwitnące uczucie, sceny erotyczne delikatnie przekazane, ale przede wszystkim – przeszłość, którą należy odkryć. Z pewnością w odkryciu tajemnic przeszłości przychodzi Kuria i zdrajcy księcia. A ich jest nie mało. Dowiadujemy się, wraz z Raven, coraz więcej o samej Kurii, odkrywamy zdrajców i ich motywy. Inspektor jednak jest postacią marginalną i nie do końca rozumiem, dlaczego tyle poświęcono mu uwagi w opisie okładkowym.

Podsumowując: Książka pełna namiętności, pasji, tajemnic i zdrad, a wszystko bardzo dobrze i ze smakiem podane. Zdecydowanie na plus sama akcja książki, w której wiele się dzieje, a i spotkanie z Gabrielem i jego rodziną z poprzedniej serii Autora sprawia, że uśmiech sam ciśnie się na usta. Bardzo dobry zabieg, by choć na chwilę połączyć obie trylogie. Niesamowicie emocjonalna i głęboka powieść. Daje wiele do myślenia i działa na wyobraźnię. Autor utrzymał napięcie i ogromny plus za brak wulgaryzmów. Jak wspomniałam - Sylvaina Reynarda powieści są inne, niż te, do których przywykłam. Mają przesłanie, dają do myślenia, nie podają mi niczego na tacy, a jedynie wymagają ode mnie skupienia, wyobraźni. I za to uwielbiam jego powieści. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 7/10.

 

Tytuł: Shadow

Autor: Sylvain Reynard

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 2016-11-16

Ilość stron: 400

Seria: The Florentine

Tom: 2

 

 

“Piekło jest wtedy, gdy znasz swoje przeznaczenie i wiesz, że nie ma nic, zupełnie nic, co mogłabyś zrobić, żeby je zmienić.”

niedziela, 26 marca 2017

Grzeszne zapowiedzi na wiosnę

 

Zdjęcie użytkownika K.N. Haner - strona autorska.

Już wczoraj opisywałam jedną z grzeszniejszych i mafijnych zapowiedzi autorki, dziś dołączam drugą. K.N.Haner jest jedną z płodniejszych pisarek młodego pokolenia. Jej książki odbierane są dość skrajnie – jedni nienawidzą, drudzy kochają. A ja nadal uważam, że należy po prostu samemu przeczytać i dopiero wówczas oceniać. Dotąd książki autorki czytałam z zapartym tchem – zarówno te wydane, jak i te publikowane na www.wattpad.pl . Zawsze przyjemnie z nimi spędziłam czas. Dlaczego zatem nie polecać? Dałam się uwieźć i oby K.N. Haner nie przestawała mnie rozpieszczać.

A tym razem pojawiła się oficjalna zapowiedź trzeciego tomu serii Na szczycie. Gorący muzycy, grzeszne życie za kulisami, zdrady, miłości, przyjaźń i lojalność…. oby do 14 czerwca 2017r.

 

Zdjęcie użytkownika K.N. Haner - strona autorska.

Ślub Rebeki i Sedricka zbliża się wielkimi krokami. Zakochana para pragnie założyć rodzinę i wieść idealne życie, ale w ich świecie nic nie jest proste. Czy ambitne plany dotyczące życia rodzinnego są możliwe do zrealizowania w związku tworzonym przez gwiazdę rocka i równie piękną, co szaloną byłą striptizerkę? Czy bolesna tęsknota, wzruszająca naiwność i nieprzewidywalne eksplozje namiętności to właściwe składniki dobrego małżeństwa?

Co jeszcze może stanąć na przeszkodzie ich miłości? Rebeka i Sedrick kolejny raz będą musieli zmierzyć się z przeszłością, a także podjąć decyzje, które zaważą na życiu i szczęściu ich samych oraz najbliższych im osób.

„Nieczysta gra” to emocjonalny rollercoaster zakończony rozrywającym serce na strzępy finałem.