Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Suchocka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Agata Suchocka. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lutego 2019

„Twarzą w twarz” – Agata Suchocka


„Sekret to odmiana kłamstwa. Nie trzyma się ich przed ukochanymi.”

To moje drugie spotkanie z piórem A. Suchockiej i trzeba przyznać, że po raz kolejny podeszłam do książki z lekkim dystansem, obawą tego, co może mnie spotkać. I choć ciężko przeżyłam zakończenie poprzedniego Aktu, tym razem bałam się tego, co może spotkać dalej Lothara.

Mintze wyrusza do Ameryki w nadziei na znalezienie odpowiedzi na tak dużo dręczących go pytań i wątpliwości. I tak oto Lothar trafia do Nowego Orleanu. Niespodziewane spotkanie tajemniczego jazzmana, Thomasa Greenbourgha sprawia, że życie staje się jedną wielką rozgrywką. Kim jest ów młodzieniec? I czy to właśnie on jest odpowiedzią na wszystkie pytania nękające skrzypka?

Podsumowując: Historia ta mnie bardzo zaskoczyła. Pozytywnie trzeba dodać. Spodziewałam się dużo żalu, wściekłości i być może zemsty. Na kim? Tego nie wiedziałam. A spotkało mnie zupełnie coś innego. Pozytywnie zaskakującego. I nie ma co liczyć na jeszcze więcej wampiryzmu. Drugi akt jest jeszcze bardziej emocjonalny od pierwszego. Poznałam Lothara bliżej i nie tylko go jeszcze bardziej polubiłam, ale również wiele rzeczy zrozumiałam. Seria „Daję Ci wieczność” jest niemal cofnięciem się do tego, co niegdyś tak uwielbiałam w literaturze. Kojarzy mi się z piórem Anne Rice, gdy to dla niej wampiry były najważniejsze. Świetna seria. Pełna emocji i tajemnic. Kokieteryjna, uwodzicielska, zaskakująca i bardzo wciągająca. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 8/10.


Tytuł: Twarzą w twarz

Autor: Agata Suchocka

Wydawca: Wydawnictwo Initium

Premiera: 2019-02-14

Ilość stron: 256

Cykl: Daję Ci wieczność

Tom: 2





poniedziałek, 4 lutego 2019

Zapowiedź nr 3

“Twarzą w twarz” A. Suchocka


14 luty 2019

Lothar Mintze, opuszczony przez mentora i opłakujący bolesną stratę, został sam − porzucony, zgorzkniały i wściekły. Młodzieńcza naiwność ustąpiła miejsca palącej ciekawości, która popycha go w podróż do Ameryki, gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Gdzie się podział Huntington? Dlaczego Armagnac go opuścił? I najważniejsze: czemu nie przewidział zbliżającej się tragedii?

Nie znalazłszy odpowiedzi w Europie, Lothar przeprawia się przez ocean i udaje do Nowego Orleanu, podążając za znakami mającymi doprowadzić go do prawdy. Niespodziewanie spotyka młodego jazzmana, Thomasa Greenbourgha, który wygląda aż nadto znajomo. Kim jest ów młodzieniec? I czy to właśnie on jest odpowiedzią na wszystkie pytania nękające skrzypka?

sobota, 10 lutego 2018

“Woła mnie ciemność” - fragment

Agata Suchocka

Woła mnie ciemność

Daję ci wieczność – Akt 1

IV


– Lord wkrótce do nas dołączy.

Lothar powoli odkrajał kęsy, jadł niespiesznie i elegancko. Z trudem powstrzymywałem wilczy apetyt, w duchu śmiejąc się z siebie. Byłem przecież wykształconym człowiekiem, a dwa dni postu zrobiły ze mnie prostaka.

Lord Edgar Francis Huntington.

Wyobraziłem sobie starego zarozumialca, któremu wydaje się, że może dysponować ludźmi, że może ich kupować i sprzedawać jak przedmioty. Lothar stał się w moich oczach jedną z zabawek, które umilały tamtemu chwile starości, ja natomiast miałem zostać kolejną. Skąd we mnie tyle cynizmu, podejrzliwości i nieufności? Nie zastanawiałem się nad tym zbyt długo, gdyż przez cały czas myślałem głównie o nazwisku Huntington, o tym, że gdzieś już je słyszałem – nie, widziałem zapisane… Ale gdzie?

– Bardzo pan zamyślony. – Lothar uniósł do ust kolejny malutki kęs. – Chyba nie denerwuje się pan aż tak?

Milczałem. Owszem, denerwowałem się, choć nie wiedziałem dlaczego. Irracjonalny lęk przed spotkaniem z mecenasem sprawiał, że ciężkie, srebrne sztućce ślizgały się w moich spotniałych dłoniach. Kamerdyner Lothara obserwował nas z ukrycia, co raz pojawiając się jak widmo i ukradkiem dolewając wina do kieliszka gospodarza.

Rozglądałem się po jadalni, urządzonej wystawnie i dostatnio: otaczały nas meble z egzotycznego drewna, zastawa o złoconych rantach, najlepsze kryształy – dyskretne przejawy bogactwa, z którym nie chciano się afiszować. Na ścianie wisiały oleje przedstawiające ruiny i krajobrazy skąpane w świetle księżyca, każdy szczegół oddany wyraźnie jak na dagerotypie. Była w nich jakaś melancholia, która nie sprzyjała apetytowi; nie pasowały do jadalni, a jednak wyeksponowano je właśnie tutaj, jakby specjalnie miały przypominać o tym, że życie nie polega jedynie na doczesnych przyjemnościach.