Fragment:
Darren cicho się zaśmiał. Jego śmiech był jak woda – odgłos strumienia spływającego po skale, niski i nieśpieszny. Jedwabisty. Pewny siebie.
– Ryiah, chyba nie sądzisz, że zdołasz mnie pokonać?
Złapałam się pod boki.
– Skąd wiesz? Przecież nigdy wcześniej nie walczyliśmy.
– Pokonałem cię podczas zawodów w Porcie Langli, gdy byliśmy adeptami.
– Owszem, ale wtedy nie walczyliśmy magią. – Przestąpiłam z nogi na nogę, a książę uniósł brew i spojrzał na mnie znacząco. Popukał palcami w nadgarstek i widziałam, że miał ochotę odrzucić moje wyzwanie, ale jednocześnie zaintrygowało go ono. Książę Darren z Jeraru, drugi w kolejce do tronu, był potwornie dumny.
Ale był też uparty. Tak jak ja. Wiedziałam, że wcale nie podobała mu się perspektywa pojedynku z przyszłą żoną. Przygryzłam wargę, zastanawiając się, jak go przekonać. Spojrzał na moje usta. I nagle nabrałam pewności, że znam odpowiedź. Nieprzytomne pożądanie sprawiło, że ostatnie pięć lat było dla nas udręką, teraz jednak mogło pomóc.
– Co powiesz na zakład?
– Zakład? – W jego głosie natychmiast pojawiła się podejrzliwość. – Jaki zakład?
Zrobiłam krok do przodu i delikatnie położyłam dłoń na jego dopasowanej do ciała tunice. Gdy poczułam pod nią twarde mięśnie, przełknęłam głośno ślinę.