Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą debiut. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 kwietnia 2019

„Prosty układ” – K.A. Figaro


“Życie nauczyło mnie, że to, co jest podane na tacy, wcale nie jest smaczne i warte grzechu.”


Uwielbiam debiuty i cały czas uważam, że trzeba wspierać właśnie początkujących pisarzy, gdyż im jest znacznie trudniej. Jedne są bardziej udane, drugie są totalnym rozczarowaniem. Trzeba jednak przeczytać, by móc ocenić. Czy „Prosty układ” jest przyjemną przygodą, czy rozczarowaniem?

Łucja kończy trzeci rok studiów. Powrót w rodzinne strony i spotkanie z przyjaciółką zmieniają jej życie na zawsze. Poznaje Dymitra – bogatego, aroganckiego i jakże przystojnego mężczyznę. I choć ich pierwsze spotkanie nie wydaje się udane, wręcz przeciwnie – wzbudza wstręt, to właśnie ono zaważyło na dalszych losach bohaterów. A także propozycja jakże prostego układu, który prostym od początku nie był. Może w zamyśle bohatera, ale nic nie poszło zgodnie z planem. Czy uda im się wyjść z tego cało?

Podsumowując: Powieść zapowiadała się naprawdę dobrze. Opis sprawił, że nie mogłam się już doczekać. Może trochę na wzór słynnego Greya, ale miałam nadzieję, że po pierwsze – dzieje się w Polsce, po drugie bohaterka podejdzie do tematu w zupełnie nowy sposób. I tu ogromne rozczarowanie. Nic nowego, odświeżającego. Ot, spotkanie dwójki ludzi, seks, seks, seks i seks. Doczytałam do końca, by dowiedzieć się z czystej ciekawości, jak się zakończy ta cała akcja. I pozostałam z tysiącem pytań. Czy znajdę odpowiedzi w kolejnych tomach? Bohaterowie i dialogi bardzo płaskie. Początek koszmarny, ale potem szybko się wciągnęłam. Miła lektura na jeden dzień, niestety nie na tyle dobra, by ją docenić – dla mnie poczytadło miłe do poduszki.

Ocena końcowa: 5/10.



Tytuł: Prosty układ

Autor: K.A. Figaro

Wydawca: Lipstick Books

Premiera: 2019-04-03

Ilość stron: 350




“… To prawda, że trzeba zrezygnować z samego siebie, aby odkryć, jakim jest się człowiekiem i ile można znieść …”


sobota, 30 marca 2019

„Prosty układ” – K.A. Figaro



To prawda, że trzeba zrezygnować z samego siebie, aby odkryć, jakim jest się człowiekiem i ile można znieść.

Każdego dnia zastanawiam się, w którym momencie zgubiłam siebie. Wydaje mi się, że nastąpiło to już w chwili, gdy go poznałam. Wałęsającą się duszę, którą zesłał mi Bóg… A może sam Lucyfer? Któryś z nich chciał, abym dowiedziała się, czym jest ból, namiętność i pożądanie.

To właśnie Dymitr nauczył mnie różnych form bólu. Szatan w męskiej postaci, przez którego cierpienie towarzyszyło mi każdego dnia, odkąd go poznałam. Pomimo zadawania ran, a ich nie szczędził, szybko uzależniłam się od niego. Czy byłam masochistką? Bardzo możliwe. Czy lubiłam cierpieć? Nie. A jednak poznanie tego mężczyzny spowodowało, że każdego dnia rozsypywałam się na miliard małych kawałeczków, a gdy już ułożyłam je w połowie, ponownie wpadłam w sidła, z których nie mogłam się wyplątać… (…)

Czy wiecie, kiedy Bóg chce nas ukarać? Powiem wam. Wtedy, gdy spełnia nasze marzenia. Moje zaczęły się spełniać…


czwartek, 20 grudnia 2018

„Sexedpl” – Anja Rubik


“Nasze ciało nie jest opakowaniem, tylko częścią nas samych. Dbajmy o nie, zamiast je oceniać i krytykować.”

O książce zrobiło się dość głośno, zarówno na wszelkich forach dotyczących literatury na naszym rynku, jak i wśród samych nauczycieli, rodziców i młodzieży. Zauważyłam tylko dwie drogi – albo tę książkę się lubi, albo nienawidzi. Nie ma niczego w samym środku, neutralności. Głosy są tak sprzeczne, że musiałam po nią sięgnąć, by sprawdzić, o co tyle szumu.

“Seks służy przyjemności, wyluzowaniu, nie może nas stresować. Jeśli mamy wątpliwość warto się zastanowić, odczekać, dać sobie czas. Nic na siłę.”

Okładka jest pierwszą rzeczą, która nam się rzuca. Kolorowa, wypełniona zdjęciami młodych wyzwolonych ludzi. „Rozmowy o dojrzewaniu, miłości i seksie” – wydaje się, że to już było. Spodziewać by się mogło typowego podręcznika, wyzwolonego i wręcz namawiającego do otwartości na nowe wyzwania. A jednak… Nie ma co czepiać się słownika, faktycznie słowo „cipka” nie brzmi zbyt dobrze, ale jakie mamy inne słowa określające kobiecy narząd? <otwieram słownik synonimów> Lepiej brzmi srom? A może pochwa, wagina, piczka? Nie ma ładniejszych określeń. Niestety. Z drugiej strony książka skierowana jest do młodego czytelnika, więc nie ma sensu na wyszukany język – prosty, przejrzysty, bez udziwnień, w pełni zrozumiały. A o czym jest cały ten poradnik? O poznawaniu własnego ciała, o podstawowej wiedzy, o świadomości, miłości, o antykoncepcjach i wpadkach, ciąży, chorobach przenoszonych drogą płciową, seksie w Internecie, a przede wszystkich – gdzie szukać informacji, o prawach. Wydawało by się, że to podstawowa wiedza, jednak ze względu na samą autorkę, jej poglądy i niezgodność z wiedzą wprost z podręcznika WDŻ sprawia, że książka ma złą reklamę. Czy słusznie?

“Warto zapamiętać, że tylko my sami jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, kim jesteśmy.”

Podsumowując: Bardzo dobrze napisany poradnik, skierowany głównie do młodych ludzi. Zdjęcia subtelne, wręcz piękne. Mnóstwo ważnych informacji, wręcz podstawowych. Napisany w sposób prosty, ale nie prostacki. Z łatwością przyswajalna wiedza. Sporo danych, jakże ważnych. Nie warto się wstydzić o tym mówić. A jeśli wciąż będziemy seks traktować w naszych domach jak temat tabu, wyjdą z domu zakompleksione osoby, które będą wstydziły się swoich potrzeb, nie będą potrafiły otworzyć się na nowe wyzwania, fantazje. Książka nie namawia do seksu, lecz do świadomości własnego ciała i wszelkich zagrożeń. I mam szczerą nadzieję, że dzięki temu poradnikowi otworzy się nasz rynek na literaturę dla młodzieży pokazującej, jak to tak naprawdę wygląda, a lekcje WDŻ staną się atrakcyjniejsze. Czy polecam? Owszem – dla młodzieży, która bardzo chce się dowiedzieć, ale nie do końca wie jak. Polecam również kanał o tym samym tytule na YouTube. A społeczeństwu życzę dzięki temu więcej otwartości i odwagi w rozmowach o trudnych tematach.

Ocena końcowa: 8/10.

Tytuł: Sexedpl


Autor: Anja Rubik


Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.


Premiera: 2018-09-19


Ilość stron: 224


środa, 5 września 2018

„Naturalista” – Andrew Mayne


Nareszcie coś innego trafiło w moje rączki. Nie fantastyka, nie romans, nie obyczaj. Raczej tajemnicza książka, z ofiarą i podejrzanym, a i z dziwnym równie tajemniczym stworzeniem. Tak przynajmniej się zapowiada. A jak faktycznie było?

Profesor bioinformatyki, Theo Cray, może i jest inteligentnym mężczyzną, ale bardzo wyobcowanym, nagle staje się podejrzanym o dokonanie zbrodni. Wszak w lesie jest ciało młodej kobiety, a tylko profesor mógł to zrobić. Prawda? Jednak Cray widzi to inaczej, niż policja. Zamiast tłumaczyć się ze swojej niewinności, zagłębia się w zbrodnię aż za nadto…. Kto jest tu prawdziwym myśliwym, a kto ofiarą? I co czai się w mroku lasu, gdy nikt nie patrzy?

Podsumowując: Zaskakująca i naprawdę wciągająca. Choć nie moja tematyka, dałam się porwać tej historii. Klimatyczna. Fascynująca. Szybkie zwroty akcji. Dość krótkie rozdziały. Cała fabuła sprawiała, że nim się obejrzałam, byłam już w połowie powieści. Czyta się naprawdę szybko. Rozbudzała moją ciekawość. Snułam swoje podejrzenia, swój własny plan akcji. Z pewnością jest to dobra książka na jesienne wieczory. Dla osób nie czytających za wiele kryminałów, z pewnością będzie bardzo ciekawa. Jednak dla tych, którzy kochają taką tematykę, może być lekkim rozczarowaniem. Co nie zmienia faktu, że polecam, bo naprawdę jest co.

Ocena końcowa: 7/10.


Tytuł: Naturalista

Autor: Andrew Mayne

Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.

Premiera: 2018-09-05

Ilość stron: 480

Cykl: Naturalista

Tom: 1


sobota, 7 lipca 2018

„Triskel. Gwardia” – Krystyna Chodorowska


Okładka mnie uwiodła. Podobnie opis. Jakiś okrutny system, ludzie obdarzeni nadnaturalnymi mocami, zagrożenie z innego świata. Cóż innego mogłoby skusić fana fantastyki? A gdy jeszcze pojawia się nazwisko M.L. Kossakowska – musi być to dobre dzieło. Czy takie właśnie jest?

Tytułowa Gwardia to: Kret, Burza i Mayday – oddział specjalny do chronienia nowoczesnego miasta Scyld City. Nikt jednak nie wie, kim Mayday jest naprawdę i jakie sekrety ukrywa. Wszystko się zmienia, gdy do miasta przybywa Duncan, przyjaciel z dzieciństwa, który w dodatku nadal jest bojownikiem o zwylenie Sidheanii spod jarzma imperium. Po której stronie stoi Mayday – bojowników, czy imperium? Sprawy komplikuje tez tajemniczy napad na Muzeum Historii Naturalnej, gdzie użyto dziwnej broni, z nieznaną technologią zaprzeczającą prawom fizyki. I wszystko byłoby dobrze, gdyby tropy nie prowadziły do tajemniczej istoty, zwanej Lazur.

Podsumowując: Choć powieść zaczyna się mało interesująco, bardzo szybko się zmienia i wciąga czytelnika w swój skomplikowany świat. Zaskakująca i trzymająca w napięciu. Autorce udało się stworzyć niebanalny świat i intrygujących bohaterów. Całkiem udany debiut. Wszystko podane przejrzyście, bez niepotrzebnych komplikacji. Mamy tu sporo fantastyki, akcji i tajemnic, na szczęście tylko odrobina miłości. Idealna na chwilę relaksu w plenerze. Polecam ten debiut i czekam na następne książki autorki.

Ocena końcowa: 7/10.



Tytuł:              Triskel. Gwardia

Autor:             Krystyna Chodorowska

Wydawca:      Uroboros

Premiera:       2018-06-20

Ilość stron:     352


sobota, 23 września 2017

„Dance, sing, love. Miłosny układ” - Layla Wheldon


„Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść.”


Ona – dobra tancerka. I On – gwiazda sceny. Od początku było wszystkim nie po drodze. Zbyt wyraziste charaktery razem? Niemożliwe. A jednak. Los splata ich ścieżki w niecodzienny sposób i gdy wydawać by się mogło, że to właśnie TO, że wszystko układa się tak, jak być powinno – dzieje się COŚ, co sielankę przerywa. Romantyczny Rzym, cudowny Paryż i tajemniczy Londyn. Wspólne tournee po Europie nie może skończyć się inaczej. Czy jednak podążanie za głosem serca jest takie proste i słuszne, jakby się mogło wydawać? Może czasem lepiej kierować się rozumem, zwłaszcza gdy miłość, zamiast uszczęśliwiać, sprawia ból.

Za książkę zabierałam się z dystansem i ostrożnością. Wiele powieści czytałam na wattpadzie i moje obawy wzrastały. Zbyt wiele pozycji z wattpada, choć mające sporo odsłon, okazywało się koszmarem czytelniczym. Sam początek nie przekonał mnie, jednak postanowiłam dać kolejną szansę. Szło mi mozolnie, ale nim się spostrzegłam, dałam się wciągnąć przygodzie i nie potrafiłam się już oderwać. Chłonęłam kolejne przygody Livii, jej rozterki, decyzje i konsekwencje. Przeżywałam wraz z bohaterami emocjonalne huśtawki. Z pewnością jest to miła lektura, akurat na wieczór z ciepłym kakao i pod kocykiem, gdy za oknem wiatr, deszcz i nieprzyjemna polska jesień. Polubiłam ją. Dałam się wciągnąć. jednak nie powaliła mnie na kolana. Bardzo udany debiut, to fakt.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Dance, sing, love. Miłosny układ

Autor: Layla Wheldon

Wydawca: Editiored

Premiera: 2017-08-17

Ilość stron: 528

Cykl: Dance, sing, love

Tom: 1


“Żałowałam, że nie miałam w sobie guzika wyłączającego emocje.”




czwartek, 31 marca 2016

"Tonąca w błękicie" - Magda Mila


Czasem boję się sięgać po pozycje, które są aż tak zachwalane. Dlaczego? Zawsze istnieje obawa, że się jednak rozczaruję. Przecież każdy ma inny gust, prawda? W dodatku widząc tak wysokie noty dla książki, spodziewam się rewelacji, fajerwerków, czasu wyciętego z życiorysu i po prostu powalenia mnie na łopatki. W dodatku czytając, że jest to rewelacyjny erotyk z akcją w Polsce - myślę sobie, że to wątpliwe. Jakoś nie sądziłam, że nasz kraj może być aż tak... pasjonujący?

Poznałam Lilkę. Kobietę po trzydziestce, z dwójką dorastających dzieci i ex mężem. Kobietę kochającą planować i chyba żyjącą stricte pod plan. No dobrze, ja też planuję w kalendarzu każdy dzień, ale nie potrafię trzymać się tego, jak bohaterka powieści. Kobietę postanawiającą po prostu zaszaleć. I tak oto poznajemy Tomasza. Tajemniczego mężczyznę, który był idealnym kandydatem na jedną noc, przygodny seks. A wszystkiemu winne randki w ciemno. Przez przypadek poznajemy także Piotra, który okazuje się niesamowicie pozytywnym i skorym do zabaw człowiekiem. I jak to w romansach bywa, obaj są nie tylko piękni, przystojni i bogaci, ale także odpowiednio wyposażeni. Sprawy jednak się komplikują. Coś, co miało być przygodą na jedną noc, nagle przedłuża się na znacznie więcej. Zakazane uczucia zaczynają się coraz częściej pojawiać. A na pozór zwykły układ, ewoluuje, załamując rzeczywistość bohaterów i znacznie mieszając w ich życiach. Nie mówiąc już o sprawie kryminalnej, pogróżkach, porwaniach i strzelaninach, w które zostają wplątani. Oczywiście, także przypadkiem. 

Podsumowując: Zniewoliła mnie. Uwiodła. Wciągnęła na tyle, że pracować nie mogłam, bo liczyła się kolejna strona. Nie potrafiłam się od niej oderwać i uwierzyłam, że jednak polskie realia także pasują do takich erotycznych książek. Nareszcie książka, w której ci strasznie bogaci i przystojni mężczyźni nie mają dwudziestu paru lat, a są znacznie starsi, wydawałoby się poważniejsi, doświadczeni. Chociaż w wielu przypadkach zachowywali się jednak mało dojrzale. Co nie zmienia faktu, że i tak lektura należy do bardzo przyjemnych, przystępnie podanych, z dobrze i barwnie opisanymi scenami erotycznymi. Zdecydowanie książka do polecenia dla dorosłego czytelnika. Czy będzie kolejny tom? Mam nadzieję, bo wiele wątków nie zostało jasno wyjaśnionych i liczę jednak na to, że Piotr wpadnie w sidła podobne, jak wpadł Tomasz. Polecam :) A już w kwietniu wersja papierowa w sprzedaży.

Ocena końcowa: 7/10.



Tytuł: Tonąca w błękicie

Autor: Magda Mila

Wydawca: Habanero

Premiera: 2016-03-07

Ilość stron: 321



Wyzwanie czytelnicze: 21/2016.


niedziela, 14 lutego 2016

"Anatomia uległości" - Augusta Dochner

“… rozkosz kobiety zaczyna się i kończy w głowie…”

Długo wyczekiwałam na ten debiut. Od zapowiedzi widocznych w różnych miejscach, po rozdawane fragmenty powieści dla recenzentów i oczywiście zachwycone czytelniczki, które miały to szczęście zdobyć ją znacznie wcześniej. Wszystko to sprawiało, że siedziałam jak na szpilkach w oczekiwaniu, aż będzie i egzemplarz dla mnie.


Pierwszą kwestią, jakiej się nie spodziewałam, to jej wygląd. Oczywiście na plus. Jej objętość dopieściła moje zmysły, a i okładka, choć mogłoby się wydawać tajemnicza i zbyt prosta, ma swój urok. Mnie urzekła i chciałam odkryć całą tę tajemnicę Melani i Adama.


Nie wiem do końca, czego się spodziewałam odnaleźć w treści. Chyba typowej relacji Pan – Niewolnica. Przecież książka jest o uległości, o uwodzeniu i skomplikowanych relacjach. A co zatem zastałam? Specyficzną relację człowieka dominującego i kobiety, która mu się poddała. Czytając o ich poczynaniach, zapalała mi się w głowie wręcz czerwona lampka. Dlaczego? Bowiem to, do czego siebie doprowadzali, mogło się skończyć bardzo źle. Kobieta, która ma dziewiczą skórę, nagle przyjmuje z przyjemnością tyle pasów? Bez odpowiedniego przygotowania? W dodatku Pan, jej Właściciel, który zapomina się w grze i przestaje nad sobą panować? O nie, to musi się źle skończyć… Jednak odnosiłam wrażenie, że tak właśnie na siebie działali – niemal jak katalizatory katastrofy. Ona zbyt łatwo wpadała w trans, a on nie potrafił przestać wtedy, gdy powinien. Dlatego też dziwnie czułam się w ich relacji. Cały czas tak wiele mi nie pasowało. To wszystko było w pierwszej części książki. Druga jest już o skutkach ich spotkań i odkryciu siebie na nowo.


Dość trudno tak naprawdę mi ją ocenić. Owszem, jest świetnie napisana i czyta się z zapartym tchem, trudno się wręcz od niej oderwać. Sceny erotyczne przedstawione są w bardzo delikatny sposób, choć wulgaryzmów jest wiele. Wszystko jednak podane nam ze smakiem. A jednak z powodu relacji Mel i Adama, nie potrafię się odnaleźć. Jest ona tak nietypowa, że nie jestem pewna, czy to prawdziwy Pan i jego poddana, czy może dwoje dorosłych ludzi, którzy po prostu bawią się jedynie w Właściciela i jego Niewolnicę.


Czy polecam? Owszem. Bardzo. Dla każdego miłośnika książek podobnych do Greya. Jest naprawdę dobrze napisana. Wszystko ze smakiem. I choć nie jeden raz ma się ochotę mocno skopać dupencję Mel, potrząsnąć nią porządnie za głupotę, wciąż chętnie się zagłębia w jej dalsze losy, wybryki i konsekwencje.


Ocena końcowa: 7/10.



Tytuł: Anatomia uległości 

Autor: Augusta Dochner 

Wydawca: Wydawnictwo Lucky 

Premiera: 2016-01-29 

Ilość stron: 592



Wyzwanie czytelnicze: 9/2016.

niedziela, 6 września 2015

“Pod skrzydłami matki mroku”–Kathrin Szczepanik

 

Długo wyczekiwałam na możliwość przeczytania tej pozycji. Choć nie lubię za bardzo książek historycznych, nawet beletrystyki osadzonej gdzieś w przeszłości, na tę pozycję wręcz się uparłam. Odeszłam od wampirycznych książek, ale tu przecież był jeszcze Kuba Rozpruwacz. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie.

Okładka mnie uwiodła. Niby taka normalna, ale ma w sobie magnetyzm. Mroczna, a jednak białe piórko sprawia, że zaczynałam się zastanawiać kto w tym wszystkim jest mroczny, a kto anielski. Mamy zatem łowców wampirów, którzy mają jakąś dziwną umowę z wampirami i zaprzestali swych polowań. Ba, nawet chodzą na swoje przyjęcia, a same wampiry pracują jako lokaje w domu Łowców. Brzmi skomplikowanie? To dopiero początek. Nasza główna bohaterka jest kobietą czynu, nie potrafi wysiedzieć w miejscu, ciągnie ją w kłopoty, morderstwa. A tych tu nie zabraknie. Wszystko owiane tajemnicą. Kuba Rozpruwacz sieje spustoszenie na ulicach, wampiry drżą w obawie przed tajemniczym panem z legend, który wprowadzi chaos i mrok w ich skomplikowane życia. A pomiędzy tym wszystkim pewien trójkąt – Łowczyni, Łowcy i Lokaja. Im dalej w książkę, tym bardziej skomplikowane to się wydaje. Losy dziwnie przeplatane. Uczucia nie tam, gdzie być powinny. I te zakończenie – zaskakujące, choć jak dla mnie zbyteczne komplikowanie i tak już dziwnych losów.

Podsumowując – książka z pewnością warta przeczytania i wyrobienia sobie własnej opinii. Wciąga i zaskakuje. Czasami na siłę komplikowane losy bohaterów, wplątanie w to legend, magii, dziwnych stworów, wampirów, łowców i na samym końcu zwykłych ludzi. Zamysł świetny. Trzeba przyznać autorce, że wyobraźnię posiada przebogatą i starała się stworzyć nie tylko coś w rodzaju klasyki, ale dodała także coś od siebie. Naturalnie to nie wyszło, ale liczy się potencjał. Z pewnością spodoba się osobom lubującym się w “starym, dobrym wampiryzmie” z dodatkami, wszak to jak odświeżające cofnięcie się do klasyki tego gatunku.

Ocena końcowa: 6/10

 

 

Tytuł: Pod skrzydłami matki mroku

Autor: Kathrin Szczepanik

Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza

Premiera: kwiecień 2015

Ilość stron: 358

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 68/2015.

niedziela, 23 sierpnia 2015

“Pod niebem Patagonii”–W.I. Rudź & K. Rudź

 

Dotąd nie zabierałam się za literaturę podróżniczą, jakoś przechodząc obok niej obojętnie. Dlaczego? Sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Po prostu nie interesowały mnie za bardzo losy ludzi, którzy jeżdżą sobie po świecie, widzą cudowności naszej planety (albo i przekleństwa), opisując wszystko i okraszając dodatkowo porcją zdjęć. Przynajmniej tak było do czasu, aż w moje rączki wpadła pozycja Wiesławy Izabeli Rudź i Krzysztofa Rudź. Ich historia sprawiła, że przez dłuższy czas nie tylko czytałam tę ksiażkę, ale także przeglądałam uważnie zdjęcia wyobrażając sobie, jak stoję w miejscu, w którym oni stali i spoglądam na to wszystko własnymi oczyma.

Książka jest motocyklową wyprawą do Ameryki Południowej – relacją z podróży zainspirowanej historią polskich emigrantów, którzy wypłynęli w czasie wojny z naszego kraju do Argentyny transatlantykiem Chrobry. Tyle przynajmniej dowiadujemy się z opisów już na samej okładce. A co znajdziemy w środku? Prawie roczną relację z podróży, przygód i poznawania nie tylko przepięknych miejsc, ale również poznawania wspaniałych ludzi. To zadziwiające, ilu Polaków można odnaleźć na całym świecie, albo ludzi z korzeniami z Polski. Ludzi, którzy pomimo iż całe życie spędzili na obcym kontynencie, potrafią cokolwiek powiedzieć w naszym języku. I to wzruszyło mnie najbardziej. Do książki dołączono także przepiękne zdjęcia – nie tylko widoki, ale samych podróżników w ciekawych miejscach. Ich relacje z podróży, trudów pokonywania tras i nieprzewidzianych usterek sprawiło, że moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, podsuwając mi obrazy tak pięknie opisane.

Podsumowując – pozycja niesamowicie wciągająca, pokazująca prawdziwość życia w podróży, dająca możliwość poznania innych kultur. Czyta się z zapartym tchem, czasem uśmiechając się pod nosem z nieprzewidzianych sytuacji, innym razem czując przeszywający dreszcz niepokoju, gdy podróżnicy stają przed wyzwaniem. Dla mnie jednak to książka o prawdziwych trudach życia, pokazująca prawdę z podróży, a nie tylko piękną otoczkę. Czułam się tak, jak gdyby to właśnie autorzy opowiadali specjalnie dla mnie swoją historię. Gorąco polecam i czekam na kolejną wyprawę małżeństwa Rudź, o której dane mi będzie przeczytać.

Ocena końcowa: 8/10.

 

 

Tytuł: Pod niebem Patagonii

Autor: Wiesława Izabela Rudź & Krzysztof Rudź

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 374

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 64/2015.

środa, 19 sierpnia 2015

“Zaryzykuję dla Ciebie”–N. Coori

 

Ostatnimi czasy zabrałam się za debiutantów. Stwierdziłam, że to oni zasługują bardziej na recenzje, opinie, reklamy i całą tą inwestycję, niż znane nazwiska. Wszak rozpoznawalny autor obroni się już sam, a debiutant nie ma jeszcze wyrobionego zaplecza. Prawda? Wyszłam na tym różnie – czasem zgrzytałam zębami zastanawiając się, co mnie podkusiło, by kupić taką pozycję, innym razem uśmiechałam się szeroko i wiedziałam, że do autora jeszcze powrócę nie jeden raz. Jak to z książkami.

I tym razem trafiłam na pozycję, której opis mnie zaintrygował. Wiedziałam, że ją chcę, a czekanie na oficjalną premierę mnie wręcz zabijało od środka. No cóż, nie należę do osób zbyt cierpliwych. I tu ogromne podziękowania dla autorki za zlitowanie się nad niecierpliwym nałogowcem :)

Co do samej książki. Okładka ciekawie zaprojektowana. Wydaje się taka “zwykła”, jakich widzimy wiele. Mimo to nie potrafię od niej oderwać oczu. Ma coś w sobie urzekającego. A treść? Uwiodła mnie.

Poznajemy dwójkę bohaterów, jakże pokrzywdzonych przez los. Ona, po traumatycznych przeżyciach z przeszłości, buduje na nowo swoje życie z daleka od wszystkiego, co jej znajome z dzieciństwa, otacza się grubymi murami, szukając wciąż ukojenia. I On – mężczyzna z przeszłości, playboy, który w każdej z kobiet szuka tej jedynej – tej, w której zakochał się dawno temu. Ich spotkanie na weselu przypominało mi wręcz tsunami. Wywołane trzęsieniem podczas poznania, dalej szło już z falą, by niszczyć każdy mur postawiony na drodze. Aż do całkowitej zagłady – pytanie tylko, czy wyszło im to na dobre, czy nie.

Autorka zaskakuje czytelnika zwrotami akcji. Gdy sądziłam, że już wyszli na prostą, nagle BUM i obrót sytuacji o sto osiemdziesiąt stopni. A to jedynie sprawiło, że nie potrafiłam się oderwać od kolejnych stron. Przedstawione sytuacje z perspektywy obu bohaterów pozwala wczuć się jeszcze bardziej, przeżywać to, co bohaterowie i wyobrazić sobie ich dalsze losy, pisać potencjalne scenariusze. Osobiście uwielbiam takie rozwiązania, gdy widzę oczami zarówno bohaterki, jak i bohatera, ale z pozostawieniem pewnego niedosytu, bym mogła sama wyobrażać sobie resztę.

Podsumowując – Debiut z ogromnym potencjałem. Idealna pozycja na coraz chłodniejsze wieczory przy winku. Taka, na chwilę zapomnienia o szarej rzeczywistości. Spełnia swoje zadanie – umila czas czytelnika, sprawia przyjemność czytania. Wciągająca i zaskakująca. I choć nie jest to literatura wysokich lotów, warto po nią sięgnąć i przekonać się samemu o jej wartości. Ciekawie skonstruowany romans, poruszający także trudną tematykę. A ja już nie mogę się doczekać kolejnej pozycji N.Coori, bo z pewnością po nią sięgnę.

Ocena końcowa: 6/10.

 

Tytuł: Zaryzykuję dla Ciebie

Autor: N. Coori

Wydawca: Novae Res

Premiera: Jesień 2015

Ilość stron: 315

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 62/2015.

wtorek, 18 sierpnia 2015

“Dwoje pod napięciem”–Agnieszka Czochra

 

Uwiodła mnie okładka. Było to pierwsze, co zobaczyłam i zatrzymałam się, by przyjrzeć uważnie. Następnym krokiem był opis – i w tym oto momencie wiedziałam, że chcę mieć tę pozycję w dłoni. Pragnęłam ją przeczytać. Zapowiadał się całkiem niezły romans, czyli to, na co ostatnio mam ochotę w literaturze.

Pierwszą jednak niespodzianką, a raczej zaskoczeniem, była objętość tej pozycji. Tego się nie spodziewałam. Przez dobrą chwilę oglądałam, czy oby na pewno mam całą powieść. Może błędem było nastawiać się na cokolwiek, a po prostu dać się ponieść? Przyzwyczajona do znacznie obszerniejszych powieści, z pewnym wahaniem zaczęłam czytać. I tu kolejna niespodzianka. Spodobała mi się już od pierwszych stron. Wciągnęła mnie całkowicie, nie dając możliwości się oderwania. Niestety poszło mi zbyt szybko i po zamknięciu książki stwierdziłam – Chcę Jeszcze!!!

A jaka jest to powieść? Zabawna. Romansu jako takiego nie ma, ale wisi po prostu w powietrzu. Moje myśli już szły do przodu, pisząc sobie w głowie potencjalne scenariusze o dalszych losach bohaterów. Z pewnej strony każdy, kto kiedykolwiek zgubił się w górach wie, jak szybko można zgubić orientację, popełniać wiele błędów, wpadać w panikę i robić coś, na co nigdy byśmy nie wpadli w innych okolicznościach. I tak też po części zrobiła nasza bohaterka. Czym faktycznie wyprowadziła z równowagi. Z doświadczenia jednak wiem, że najlepiej jest wrócić tą drogą, którą się przebyło – o ile się ją oczywiście pamięta. Nasza bohaterka stwierdziła inaczej, stąd następna doba jej przygód. I to jakich. Śmiałam się do łez z jej temperamentu, dialogów i niektórego zachowania.

I jest też On. Wydawałoby się, mężczyzna racjonalny, który w górach okazał się bardzo dobrym wsparciem. Doskonale rozumiałam, ile wymagało to od niego cierpliwości, wyrozumiałości. A spotkania z główną bohaterką już od samego początku były niezapomniane dla wszystkich. Z jednej strony mu współczułam, z drugiej chciałam więcej takich przygód.

Podsumowując – choć niewielkich rozmiarów, rozbawiła mnie do łez. Nie jest to romans, choć wisi on gdzieś w powietrzu. Ja bym nawet potraktowała to, jako swego rodzaju miły poradnik dla osób wybierających się w góry. Dzięki tej powieści przynajmniej wiadomo, co może się stać (choć nie do końca w tak zabawnej formie), co robić, a czego nigdy nie powinniśmy się podejmować, co ze sobą zabierać i jak wygląda taka tułaczka nawet w samotności. Książka ku przestrodze, choć w bardzo sympatycznej oprawie. Polecam, bo naprawdę warto się z nią zapoznać i przeżyć tą krótką, wspaniałą i przezabawną przygodę wraz z Anną i Wojtkiem oraz grupą ich przyjaciół.

Ocena końcowa: 6,5/10.

 

 

Tytuł: Dwoje pod napięciem

Autor: Agnieszka Czochra

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 110

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 61/2015.

wtorek, 14 lipca 2015

“Moment życia”–Joanna Zawadzka


“Trudno jest żyć, bojąc się o jutro”

Mały prezent z przepiękną dedykacją, za którą ogromnie dziękuję:*  To tylko sprawiło, że książka aż paliła mi się w dłoniach. Niecierpliwie czekałam do końca mojej zmiany, by pobiec do domu i oddać się czytaniu. A może pochłanianiu każdej kolejnej strony – byłoby bardziej adekwatne do tego, co faktycznie przeżyłam podczas czytania. Oglądałam i gładziłam okładkę. No dobrze, klientka ma straszne paznokcie, co rzuciło mi się w oczy. No ale najważniejszy jest ogólny zarys, a pomysł na oprawę graficzną przypadł mi w gruncie rzeczy do gustu. Zdjęcie z tyłu chyba jednak bardziej mi odpowiadało. Nie czepiając się jednak szczególików, przejdźmy do najważniejszego – treści.
 
Poznajemy Joannę, młodą dziewczynę po dziwnych przejściach z facetami. Niby wygadana i odważna, a mimo to niesamowicie niekiedy naiwna, innym razem delikatna jak kwiatek, czasem tylko pokazując kolce. Poznaje przypadkiem mężczyznę, który staje się wręcz jej prześladowcą. On sam jednak jest dość dziwną postacią w tej powieści. Skomplikowany. Czytając o tym wszystkim, nie potrafiłam go rozgryźć. Jego zachowanie było skrajne. Po części rozumiałam, że nauczony przeszłością, wychowaniem w takiej rodzinie, a nie innej – postępuje zgodnie ze swoim kodeksem, swoim przeczuciem. Jednak Asia okazuje się kobietą, która z pewnością nie będzie na każde jego skinienie, do czego pewnie się przyzwyczaił. Ich wzajemne kłótnie, godzenie, i znów kłótnie, sprzeczki… totalna huśtawka, której niekiedy miałam wręcz dosyć. Mimo to nie chciałam, by przestali. Kibicowałam im. Aż do samego końca. Czy Asia postąpiła słusznie? To wymagało niesamowicie dużo odwagi, by podjąć taką decyzję, a tym bardziej żyć z jej konsekwencjami podejrzewając, co ją czeka za parę lat. Czy ktoś przemówi Krzysztofowi do rozsądku? Uwierzy jej? Mam cichą nadzieję, że jednak zrozumieją, dlaczego tak postąpiła. I bardzo chcę ciąg dalszy. Chcę poznać ich dalsze losy, spotkanie po latach. Muszę wręcz wiedzieć, jak się to wszystko potoczy. I jak bardzo okoliczności zmieniły Krzysztofa. Jedyne, co mi przeszkadzało, to fakt, że każdy mężczyzna, z którym przyszło jej się zadawać, jest super przystojny. Nieco mało realne to było, ale czyż nie taka powinna być powieść? Ktoś, kto chce prawdziwych historii, niech sięgnie po reportaż, literaturę faktu, a nie powieść kobiecą, która ma za zadanie oderwać czytelnika od rzeczywistości, dać mu chwilę przyjemności.
 
Podsumowując: Powieść ma niesamowity potencjał. Wyzwala w czytelniku cały szereg emocji. Choć początek nie zapowiadał takiej przygody. Podeszłam do niej z radością, ale i dystansem, nie oczekując rewelacji. Nie zawiodłam się na niej, bo w gruncie rzeczy mnie uwiodła. Wciągająca. Spełniająca swoje najważniejsze zadanie – trafia do czytelnika, umila mu czas, a sceny erotyczne nie stają się nagle jedynym wątkiem, są jedynie przerywnikiem, całkiem dobrze opisanym. Przyjemna w odbiorze, choć i nie raz łezka się zakręci w oku. Polecam.
 
Ocena końcowa: 6/10.
 

 
Tytuł: Moment życia


Autor: Joanna Zawadzka


Wydawca: Novae Res


Ilość stron: 318


Strona autorki: https://www.wattpad.com/user/Joannaaa1991



Wyzwanie czytelnicze: 54/2015

“Niekiedy niepotrzebna jest miłość, żeby czuć do kogoś tak intensywne pożądanie.”

sobota, 11 lipca 2015

“My, Swingersi”–P.D. Wolni

 

Nastał czas na kolejne debiuty. Tym razem sięgnęłam po książkę, wokół której zrobiło się gorąco. A i tematyka całkiem grzeszna. I choć pozycja niewielkich rozmiarów jest, z pewnością przyciąga czytelnika. Nawet jeśli po chwili odłoży lekturę na półkę, z pewnością przy niej przystanie i przeczyta choćby kawałek z czystej ciekawości. Pewnie o to też chodzi, prawda? Co do samej okładki, jest dokładnie tą samą, którą wcześniej zauważyć można w powieści Samanthy Young. Pasuje jednak do treści, a to najważniejsze. Przyciąga uwagę? Z pewnością. A przede wszystkim ogromne podziękowanie dla Wydawnictwa Novae Res za odwagę wypuszczenia na rynek takiej pozycji.

Zdecydowanie powieść dla dorosłego czytelnika. Nie jest to zwykłe opowiadanie o małżeństwie, które postanowiło spróbować czegoś innego. To wręcz kompendium wiedzy, jak wygląda naprawdę świat polskich swingersów. Poza opowiedzianymi przez bohaterów przygód, mamy także szereg ciekawostek o ludziach chcących spróbować, próbujących lub tych, co to chcą, ale wciąż mają opory. Takiej pozycji na naszym rynku jeszcze nie znalazłam. Dokładnie przedstawiony świat swingersów, bez upiększeń, zbędnych romansów. Zdecydowanie książka dla czytelników, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o tym skrywanym wciąż w naszym społeczeństwie świecie. Sceny erotyczne opisane w sposób prosty i dosadny z pewnością rozgrzeją niejednego czytelnika. Jedni odłożą ją z niesmakiem, innych zaintryguje i być może pozwoli im się bardziej otworzyć. Najważniejsze, że książka pozostaje w głowie jeszcze na długo. Gorąco polecam, zwłaszcza jeśli ktoś ma ochotę przeczytać powieść o prawdziwości relacji i życia, a nie kolejny przesłodzony romans z elementami erotyki. Tu mamy sam pieprz i sporą dawkę faktów. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 8/10.

 

 

Tytuł: My, Swingersi

Autor: P.D.Wolni

Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 212

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 51/2015.

sobota, 4 lipca 2015

“Dotyk życia”–Aleksandra Szoć

 

“Śmiej się ze wszystkiego nawet wtedy, kiedy upadniesz”

 

Ostatnimi czasy postanowiłam postawić na debiutantów. Szukałam interesujących powieści zarówno wśród wydawnictw, jak i chociażby na wattpad. I trzeba przyznać, że mamy wiele jeszcze wciąż nieodkrytych talentów. Tak właśnie trafiłam na pozycję Wydawnictwa jakże kochającego początkujących pisarzy, Novae Res.

Opis wydawał się intrygujący. Okładka niestety nie w moich guście. Te zmiany kolorów, plamy, przebłyski – jak dla mnie nieco tego wszystkiego za dużo. Ale przecież ważniejsza jest treść. A co mamy w środku? Całkiem przyjemnie spisaną powieść romantyczną. Poznajemy Clarissę Jasson, młodą kobietę po traumatycznych przeżyciach z przeszłości, która próbuje stanąć na nogi, wypierając przeszłość. Gdy jednak poznaje Chrisa, wszystko wraca. Każde spotkanie z tym wyjątkowym mężczyzną powodu jej ataki lęków połączone ze wspomnieniami. A trzeba przyznać, że przy niektórych opisach miałam gęsią skórkę. Na oczach czytelnika, Panna Jasson próbuje sobie z tym wszystkim poradzić, mając wsparcie najlepszej przyjaciółki. Jednak pech wciąż czyha na jej potknięcia sprawiając, że poradzenie sobie z traumą przeszłości nie jest jedynym zmartwieniem. Śmierć bliskiej osoby, późniejsze konsekwencje sprawiają, że życie Clarissy wydaje się wyjątkowe trudne do przejścia, a mimo to kobieta daje sobie ze wszystkim radę.

A teraz czas na minusy. Od samego początku miałam wrażenie, że autorka wzorowała się na “Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Mamy bohaterkę, która jedzie przeprowadzić wywiad z przebogatym i jakże przystojnym, aroganckim biznesmenem, a po tym wywiadzie oboje nie mogą o sobie zapomnieć. Mamy ich kolejne spotkanie – niby przypadkowe – w sklepie dla majsterkowiczów. Zbyt dużo silnych podobieństw. Akcja książki także jest za bardzo przyspieszona. Wszystko dzieje się zbyt szybko, przez co ja, jako czytelnik jestem pozbawiona wszelkich emocji z podejmowanymi decyzjami bohaterów, ich odczuć. Czyżby autorka nie miała weny na opisanie tego wszystkiego? A może nie starczyło już cierpliwości? Nie wiem, czy taki właśnie był zamysł, czy to kwestia pierwszej powieści. Czuję jednak ogromny niedosyt.

Podsumowując: Powieść ma potencjał. Przyjemnie spędza się przy niej czas. Zatem w pełni spełnia swoje zadanie. Idealne rozwiązanie na jeden wieczór po bardzo męczącym dniu. Wciągająca. Jak dla mnie autorka ma także lekkie, ciekawe pióro. Nie jest to jednak pozycja, do której wrócę. Zabrakło mi tych wszystkich emocji, rozbudowania tak wielu wątków. Bohaterowie przeżywali ważne chwile, jedne z przełomowych w ich życiach, a mimo to nie było wgłębienia się w ich emocje, odczucia, potrzeby. Przez to owe sceny stawały się płaskie, a książka niekiedy przypominała mi wręcz harlequiny, które czytało się po naprawdę ciężkich dniach dla samej przyjemności czytania, a nie przeżywania. Czy polecam? Jako zwykłe poczytadło – owszem. Jako książkę do obowiązkowego zakupu i zapoznania się, a potem odłożenia na półkę – już niekoniecznie. Nie jest to pozycja, do której się wraca. Raczej przeczytać i pójść dalej. Czy sięgnę po kolejną pozycję autorki? Oczywiście. Z czystej ciekawości wierząc, że następne wydane pozycje będą już znacznie lepsze i zapadną mi na dłużej w pamięci.

Ocena końcowa: 4,5/10.

 

Tytuł: Dotyk życia

Autor: Aleksandra Szoć

Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Premiera: 2014-01-01

Ilość stron: 188

 

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 50/2015.

wtorek, 23 czerwca 2015

A M Sharp

 

Wcześniej już pisałam o odkrywczych, niezapomnianych i zapadających w pamięć opowiadaniach / powieściach publikowanych na stronie www.wattpad.com . I tym razem wrócę do tego serwisu/portalu, gdyż całkiem niedawno odkryłam osobę, której pióro powaliło mnie na kolana. Kobieta pisze w sposób wciągający, emocjonalny, kreuje całkiem nowy, wspaniały świat, a jej bohaterowie są pełni odpowiedniego charakterku, temperamentni i nie można przejść obok nich obojętnie. Ze względu jednak na ilość treści – cały post poświęcony będzie nie jednej powieści, a jednej osobie, bo jest warta odkrycia i być może nawet wydania.

A oto, co znajdziemy interesującego, wchodząc na stronę AMSharp (www.wattpad.com/user/AMSharp) :

 

"- Skaczesz? - Nie wiem skąd pojawił się głos, tak jak i jego właściciel. Zaskoczył mnie. Złapałam się mocniej barierki na wypadek, gdyby chciał mnie stąd ściągnąć. - Nie musisz na to patrzeć i nie próbuj mnie powstrzymywać - rzuciłam cicho odwracając głowę. Dostrzegłam tylko jego oczy, złote obwódki rozjaśniały ciemność nocy. Przelewały się, skrzyły, żyły nienaturalnym życiem.

- Nie zamierzam - odparł. Poczułam tylko jego dłoń na plecach. - Zamierzam ci pomóc - i silne pchnięcie strąciło mnie wprost w otchłań czarnej rzeki."

Opis ciekawy, prawda? I taka też jest cała powieść. Od samego początku wciąga czytelnika w zupełnie inny świat. Nie potrafiłam nawet osądzić, kto jest tym dobrym, a kto jest tym złym. A może nikt? Może świat tu przedstawiony nie jest tylko czarno – biały, a bohaterowie chodzą w całej skali szarości? Bowiem każde ich posunięcie, działanie, było usprawiedliwione przez to, co chcieli osiągnąć, przez cel, do którego dążyli. Każdy z bohaterów przeżył swoje piekło, a teraz robi wszystko, by odpowiedzialni za to ludzie ujrzeli sprawiedliwość. Czy można ich za to winić? Niesamowicie emocjonalna. Nic tu nie wygląda tak, jakie jest w rzeczywistości. Od samego początku jesteśmy, jako czytelnicy, rzuceni w głęboką wodę nie wiedząc kto, dlaczego, kiedy i gdzie. Odpowiedzi poznajemy z czasem. A świat i technologia przedstawiona w tej powieści pokazuje tylko, jak szeroko rozwiniętą wyobraźnię ma autorka, jaką jest kreatywną kobietą z genialnym piórem.

 

“Co mogą mieć ze sobą wspólnego szofer, babcia, szef wielkiej firmy oraz szara biurowa myszka? O ile szofer i szef jak najbardziej mogą, o tyle o co chodzi z babcią i myszką, możecie dowiedzieć się z mojego nowego opowiadania. Zapraszam :) Będzie miłość, złość, ale przede wszystkim sporo humoru, bo przecież nie może być tylko smutno ;)”

Ostrzegam, to nie jest kolejny romans z erotyką, kolejny Grey, czy typowy romans biurowy. Szczerze? Zabierając się za niego, tak właśnie sądziłam. A już po pierwszym rozdziale płakałam ze śmiechu nad poczynaniami bohaterki wiedząc, że pokocham resztę powieści. Wpadki Marii są genialne. Trzeba przyznać, autorka ma pomysłowość, kreatywność i poczucie humoru tworząc takie dzieło. Bohaterów po prostu nie można nie lubić – poza tą Panną Silikon. Jej akurat nie lubię i to bardzo. Nowy szef okazuje się takim… hmm… pantoflarzem? Z drugiej strony widać kto i jak umiejętnie potrafi nim kierować. Co nie zmienia faktu, że Marię czeka wiele wspaniałych przygód, przy których czytelnik nie tylko będzie się rozpływał, ale także płakał ze śmiechu. Ostrzeżenie – nie czytać tego w pracy, niestety ludzie dziwnie reagują, gdy co chwila parskacie śmiechem i próbujecie to ukryć za monitorem :)

 

„Miłość? Miłość nie istnieje! Tak myśli Vera i nic nie jest w stanie zmienić jej zdania. W końcu ojciec zostawił ją i założył nową rodzinę. Czy to nie najlepszy przykład na brak miłości?

Na domiar złego z dnia na dzień wszystko się wali, mama trafia do szpitala, a Vera musi zamieszkać właśnie z ojcem, macochą i przyrodnim rodzeństwem.

To dopiero początek tego, co przygotował dla niej los, a ten ma bardzo bujną wyobraźnię. Czy w obcym miejscu Vera odnajdzie miłość? A może jedynie więcej tajemnic, które tylko bardziej skomplikują jej życie? Sami się przekonajcie…”

Ta pozycja klasyfikuje się dla młodzieży. Chociaż jako dorosła osoba, nie potrafiłam się od niej oderwać. Zastanawiałam się co chwila, czy ja także byłam taka sama w wieku Very. Nazwałam ją Strusiem Pędziwiatrem i chyba każdy, kto przeczyta tą powieść, pomyśli – choć przez chwilę – tak samo. Ucieczka przed problemami, konsekwencjami swych poczynań tak naprawdę nic nie daje, a jedynie odwleka w czasie nieuniknione. Vera, jako młoda dziewczyna, doświadcza niestety problemów dorosłych. Manipulacje rodziców, którzy się rozwodzą. Zakładane przez nich nowe rodziny. Mnóstwo sekretów, które w jednym czasie jak gdyby próbowały wyjść na światło dzienne, przytłaczając jeszcze bardziej bohaterkę. Były momenty, gdzie nie potrafiłam powstrzymać śmiechu nad jej wyczynami, gdy chciałam ją szarpać i skopać tyłek za naiwność i łatwowierność, ale także płakałam nad jej losem, nad odkrywaniem kolejnych prawd, niszczących jej całe życie. Dziewczyna pozostawiona tak naprawdę tylko sobie, choć wciąż otoczona ludźmi, stara się sama stanąć na nogi, poradzić sobie z kolejnymi sekretami i ich konsekwencjami. Czy można kochać i nienawidzić w tym samym czasie? Choć książka jest raczej skierowana do młodzieży, dorośli odnajdą w niej prawdę, której trzymać się powinni. 

 

Raz jeszcze gorąco polecam zajrzeć na stronę AMSharp i dać się porwać jej powieściom. Ja praktycznie już tam zamieszkałam. I nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować autorce za to, że odważyła się podzielić ze światem swoją wyobraźnią, swoim genialnym piórem, a także błagać, by nie przestawała dopieszczać czytelników kolejnymi wstawianymi rozdziałami i powieściami.

www.wattpad.com/user/AMSharp

niedziela, 31 maja 2015

"Na szczycie" - K.N. Haner

“Kobieta, która krzyczy w nocy, nie warczy w dzień”

Przede wszystkim ogromne podziękowania dla dobrych duszyczek, które dzielą się takimi pozycjami, pozostawiając po sobie przemiłe notatki w książkach. Dziękuję, że dzięki Wam, mogłam wyjąć sobie z życiorysu dwa dni, spędzając je na miłej lekturze. Miałyście rację :) 

Wiele osób wciąż powtarzało, jaka to przewidywalna historia, pisana na wzór serii o grupie rockowej Sinners, pani O. Cunning. Komentarze wielokrotnie zniechęcały wręcz do sięgnięcia po debiutancką powieść wydaną przez, jakże kochające początkujących pisarzy, wydawnictwo Novae Res. Czy faktycznie tak jest, czy to jedynie ludzka złośliwość? Tak naprawdę sama nie wiem. Podobieństwo do książek Olivii Cunning jest, owszem. Tematycznie podobna jest też do “Brudnego świata” A. Lingas-Łoniewskiej, czy też trylogii “Ostatnia spowiedź” Niny Reichter, a także pewnie do jeszcze innych pozycji o grupach rockowych, ich trasach koncertowych i niewiastach towarzyszących im w czasie koncertów. Podobieństwa są, ale każda kolejna pozycja będzie w tym temacie podobna do poprzedniej. Z drugiej strony przeczytałam jedynie cały pierwszy tom i połowę drugiego o Sinnersach, a od książki “Na szczycie” oderwać się nie mogłam, a to dla mnie już jest znaczące.

Co do samej treści, jest przewidywalna, przystępna i przyjemnie przedstawiona. Bohaterowie nie są jednak prostymi i łatwo dającymi się zaszufladkować. Każdy ma dwie, czasem nawet trzy twarze. Poznajemy ich w przeróżnych sytuacjach, dzięki czemu widzimy ich prawdziwe oblicza, ich sceniczne wizerunki i te pancerze, za którymi się chronią. Niejednokrotnie miałam straszną ochotę potrząsnąć Rebeką, główną bohaterką – prawdziwa królowa dramatu. I choć wiadome było, jak pozycja się zakończy, autorka próbowała nam skomplikować wszystko, co tylko było można. Czasem nawet za bardzo. Za dużo problemów i tragicznych przeżyć, zrzucane było na barki bohaterów. Co, niestety, wyszło sztucznie. Tym bardziej, że bohaterowie niesamowicie szybko dochodzili do siebie po wszystkim, po każdej tragedii. A Reb powinna dostać kartę stałego pacjenta szpitalnego. I choć denerwowałam się, parskałam śmiechem i często wręcz niedowierzałam w ich zachowanie, nie potrafiłam się po prostu oderwać od książki.

Podsumowując: Wciągająca. Napisana przystępnym, prostym językiem. Niekiedy zabawna – zwłaszcza w dialogach głównych bohaterów. Wywołująca szereg różnych, często skrajnych emocji. I z pewnością wypełniona erotyzmem. Przede wszystkim – zaczynając ją czytać, trzeba mieć otwarty umysł i nie klasyfikować związków w ramach przyjętych w naszym społeczeństwie. Ja bym nawet nazwała to wolnym związkiem, otwartym. Trójkątów nam nie zabraknie, to z pewnością. Uważam, że warto ją przeczytać i samemu osądzić, nie patrząc na komentarze i recenzje. Jak wspomniałam – podobieństwo jest, tematyczne, do praktycznie każdej książki o rockowych muzykach. Zakończenie pozostawiło czytelnika z wieloma pytaniami bez odpowiedzi, zatem czy nastanie czas drugiego tomu? Jak faktycznie potoczą się dalsze losy Reb? Czy Jess będzie w ciąży? Jak Sed zareaguje na wiadomość o ślubie siostry? Jak kobiety zniosą rozstanie z muzykami jadącymi w kolejną trasę koncertową? Co z matką Reb, bo ten cały Bob i wypadek, długi, są zbyt podejrzane, tym bardziej że wyjechali do Meksyku? Mnie także zaintrygował Alex – gdzieś w tym wszystkim, co się działo, ta postać została pominięta. Gdzie znikał i co z jego nałogiem? Pozostaje mi zatem czekać, bo książka wręcz prosi się o drugi tom. Czy będzie on równie sporych rozmiarów i dobrej treści? Mam nadzieję… Polecam :)

Ocena końcowa: 6,5/10.




Tytuł: Na szczycie


Autor: K.N. Haner


Wydawca: Novae Res


Data premiery: 2015-02-12


Ilość stron: 797





Wyzwanie czytelnicze: 42/2015.



Żeby ruszyć dalej, musisz najpierw mieć uporządkowane sprawy z przeszłości.”