czwartek, 21 sierpnia 2014

Susan Mallery - "Słodkie słówka"

Bardzo długo czekałam na tę powieść. I choć była od dawna dostępna na rynku polskim, ja czekałam z niecierpliwością, aż trafi w moje spragnione rączki. A gdy tylko tak się stało, noc nie miała już znaczenia. Świat zewnętrzny także przestał mieć większe znaczenie. Liczyła się tylko ta książka i chwile z nią spędzone.

Czy warto było czekać? I tak, i nie. 

Z pewnością powieść spełnia swoje zadanie - odpręża, wywołuje szeroki wachlarz emocjonalny. Jednak było tak wiele niedociągnięć, że mnie aż samą przestraszyło. Tyle czekania i co mam z tego? Bohaterowie denerwujący niesamowicie. Sytuacje i ich przygody naciągane. Tak wiele wręcz nierzeczywistych sytuacji - jak mężczyzna może nie wyczuć, że właśnie kocha się z dziewicą? Rozumiem, gdyby chodziło o parę niedoświadczonych. Ale mówimy o dziewicy i prawdziwym mężczyźnie, który doświadczenie ma i to ponoć nie takie małe. W dodatku problemy samych sióstr miały podkręcić nieco atmosferę w książce, ale czy faktycznie spełniło swoje zadanie? Claire i Nicole mają za sobą zatargi z dzieciństwa, a raczej przemawia przez to zazdrość, zawiść, emocje tak dawne, a które rozwinęły się do nieziemskich rozmiarów. I to mnie właśnie wyprowadzało z równowagi. Ich naciągane problemy i niemożność dogadania się. Z drugiej strony konflikt Jesse i Nicole jest zdecydowanie poważniejszy. I tu czytelnik nie do końca wie, co się naprawdę zdarzyło. Przez to, że nie potrafią ze sobą rozmawiać, nikt nie zna prawdy - każdy tylko ocenia po pozorach. I nasza główna bohaterka - Claire. Z jednej strony denerwowała mnie jej naiwność i kalectwo, bo inaczej nie mogę nazwać jej kompletnego niedopasowania do rzeczywistości. Z drugiej jednak strony na moich oczach kobieta stawiała pierwsze kroki w dorosłym życiu. Dojrzewała. Uczyła się najprostszych czynności z ogromną radością. I tu dało mi do myślenia - coś, co ja uważam za normalne, dla niej było niemalże cudem. Chodziła dumna, bo zrobiła pierwsze pranie, zrobiła kanapkę, zaparzyła kawę, czy sprzedała pierwszą rzecz. Cieszyła się szczegółami, które dla nas są przecież normalnością i przechodzimy obok tego obojętnie lub wręcz niechętnie. Może i Clair jest naiwna, ale za to dała mi do zrozumienia, że nie każdy ma to, co ja i powinnam to doceniać bardziej.

Podsumowując, książka jest zdecydowanie sympatycznym czytadłem na samotne wieczory czy noce. Cudowny umilacz czasowy, choć nie jest pozycją wysokich lotów. Przeczytać, odprężyć się, zapomnieć. Waham się nad oceną, ale chyba jednak wystawiłabym jej dobrą. I z pewnością sięgnę po kolejne części z ciekawości, co dalej będzie z Siostrami.




Tytuł: Słodkie słówka

Autor: Susan Mallery

Wydawca: Mira

Premiera: 2013-03-22

Ilość stron: 352

Seria: Trylogia Siostry

Tom: 1

wtorek, 19 sierpnia 2014

Sadie Matthews - Trylogia "Po zmierzchu"

Nie wiem do końca, czy tak właśnie nazywa się fachowo ta trylogia, ale skoro w każdym z tomów pojawia się wyrażenie "po zmierzchu", uznałam, że tak właśnie ją nazwę. I choć dotąd oceniałam każdą książkę od osobna, tym razem opiszę całą trylogię. Wszak jedna książka silnie powiązana z drugą. Dzięki temu mam obraz na całokształt. A on nie do końca dobrze się przedstawia.

Ot, kolejna pozycja erotyczna na rynku polskim. I oczywiście różowy znacznik w widocznym miejscu: "Przeczytałaś "50 twarzy Greya" i chcesz więcej?". Moja odpowiedź brzmi - Nie! Chcę czegoś głębszego, innego, z bohaterami myślącymi, a nie naiwnymi, nieśmiałymi panienkami i mężczyznami udającymi Panów. Ale z ciekawości sięgnęłam i po tą trylogię. Efekt? Hmm... 

Mamy Beth i mamy Dominica. Ona zafascynowana wręcz wpadająca prawie w obsesję. On - dominujący samiec, który chce jej pokazać swój świat. I na tym przyjemność się kończy. Owszem, pokazał jej swój świat, ale jako Pan sprawił się strasznie. Zapominając o podstawowych zasadach, praktycznie pokazał się jako sadysta, a nie jej Właściciel, Dominant. A to ogromna różnica. A zamiast jakoś rozwiązać sprawę, nagle zmienia się w uległego, a potem znika. Co robi bohaterka? Szuka go po całym świecie. Rzuca wszystko i wszystkich, by pojechać do obcego, nieznajomego jej kraju, by go znaleźć. Swoją drogą musi naprawdę dobrze zarabiać w swojej elastycznej pracy, skoro może sobie pozwolić na takie luksusy. I na tym polega właśnie ta trylogia - ich dziwnych problemach, które rozwiązują w podobny sposób - ucieczka i szukanie siebie nawzajem. I tak przez trzy tomy. Każde nieporozumienie sięga zenitu. Nie wysłuchują się wzajemnie - kończą ze sobą i wracają. Niby się kochają i ufają, a wystarczy by ktoś obcy coś im wspomniał, i zaczyna się powątpiewanie. Pewnie wynika z tej wiecznej rozłąki. I tu także niesamowicie denerwuje mnie cały Dominic - przyjeżdża, przelatuje Beth, prosi ją o cierpliwość i by na niego czekała, po czym wyjeżdża i milczy, pozostawiając kobietę z tysiącami pytań i licznymi pokusami. 

Jedyną postacią zapadającą mi głęboko w pamięć, był Andriej. I choć przedstawiony jest jako czarny charakter, nie do końca - według mnie - nim jest. No dobrze, pomijam kwestię świata przestępczego. Chodzi mi o niego, jako człowieka. Prawdziwie dominujący. Niekiedy za bardzo. Zafascynowany. Nareszcie poznał kobietę, która nie zwraca uwagi na jego bogactwo i pozycję - a słabnie w jego ramionach z powodu jego samego. Nic dziwnego, że chce ją mieć. Tu popełnia wiele rażących błędów, ale z drugiej strony - czy można mu się dziwić? Uwielbiałam o nim czytać i najchętniej sięgnęłabym po kolejne książki, oby tylko tam był właśnie ON.

Nie daje mi także spokoju ostatni podarunek Andrieja. Czy obraz był zwykłym prezentem? Zapowiedzią, że wciąż pamięta? A może zwykłym dowodem sympatii, wszak wiedział, jak bardzo podobał się ów obraz osobie obdarowanej. A może to obietnica, że pamięta, nie zapomni i kiedyś wróci? Może przez to chciał, by kobieta o nim pamiętała, choć pozytywnie, zwłaszcza o chwilach spędzonych przy tym obrazie? Jak już wspomniałam - postać Andrieja jest skomplikowana i ma on wiele odcieni swojej osobowości. Niestety autorka nie pozwoliła czytelnikowi poznać i osądzić go całościowo.

Podsumowując - trylogia jest warta przeczytania i odłożenia. Nie są to pozycje, które trzymałabym na półce, wzdychając do nich. Miłe czytadło, w którym omijałam dobrze opisane sceny erotyczne, na rzecz zagłębiania się w dalszych losach bohaterów. Przeczytać i zapomnieć - oto, do czego nadaje się ta trylogia. Czytadło dla umilenia wolnego czasu. Ale nie wnoszące w nasze życie praktycznie niczego. Jak dla mnie - pięć gwiazdek na dziesięć. Dobra, choć na rynku dostępne są o niebo lepsze romanse z erotyką. Ale są i gorsze, dlatego aż pięć gwiazdek.



Tytuł: Namiętność po zmierzchu (t.1); Sekrety po zmierzchu (t.2); Obietnice po zmierzchu (t.3)

Autor: Sadie Matthews

Wydawca: Grupa Wydawnicza Foksal; Wydawnictwo OLE; Hachette Polska

Premiera: 2013-01-23 (t.1); 2013-04-17 (t.2); 2013-12-03 (t.3)

Ilość stron: 328 (t.1); 328 (t.2); 306 (t.3)

Seria: Trylogia Po Zmierzchu


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nora Roberts - "Błękitny dym"

Uwielbiam książki Nory Roberts wydane przez Świat Książki, Burdę lub Prószyński i S-ka. Dlaczego? Są one pojedynczymi powieściami, a nie serią. I przede wszystkim - żadne z powyższych wydawnictw nie robi takich przekrętów jak Mira/Harlequin, które wydają książkę tysiące razy, czasem nawet zmieniając tytuły lub też łącząc pojedyncze małe harlequiny w jeden zbiór. Natomiast powieści z innych wydawnictw są objętościowo całkiem przyjemne, pojedyncze wydania i jeśli zrobią już wznowienie, nie zmieniają tytułu dla niepoznaki klienta. A i ilość błędów w tekście jest prawie zerowa. I za to ich uwielbiam.

Swoją książkę "Błękitny dym" mam dzięki ogromnej wyprzedaży w sieci Auchan. Przypadkiem, podczas urlopu, weszłam do marketu i przeżyłam szok. Tysiące książek w niesamowicie niskich cenach. I tak ono nabyłam tę powieść w nowym wydaniu graficznym, w twardej oprawie i tylko za niecałe dziesięć złotych. Już sam ten fakt sprawił, że pokochałam ją i sieć Auchan.

Każdy odnajdzie tu coś dla siebie. Mamy zbrodnie. Morderstwa z premedytacją. Mamy także brutalne gwałty - na szczęście nie opisane dokładnie, za co jestem wdzięczna autorce. Co jak co, ale o tym jakoś chętnie bym nie czytała. Ale mamy też trochę pozytywnej erotyki. I romans budowany powoli. Cóż, książka jest dokładnie taka, jaka być powinna tej autorki. Wciągająca. Zapadająca na długo w pamięć. I wywołująca mnóstwo emocji. Uroniłam trochę łez nad bohaterami. Ale nie potrafię się ustosunkować do zachowania Bo przez większość książki. Może dlatego, że nie rozumiem jego fascynacji. Jak można pokochać kogokolwiek bez poznania tej osoby, a jedynie widząc ją przez sekundę? I w dodatku nosić ten obraz przez całe swoje życie, zachowując się - nie oszukujmy się - jak świr. Po prostu. Z drugiej strony mamy rodzinę Pastorelli. Patologiczną. Ale z dziwną fascynacją - kobieta masochistka oraz dwóch mężczyzn z własną oceną sprawiedliwości oraz miłością do ognia. I to nie takiego w malutkiej zapałce, albo bezpiecznie zamkniętego w kominku. O nie, zwłaszcza Joey/Joseph uwielbiał ten dziki, niepohamowany ogień pełzający po ścianach, sufitach i podłogach. Płomienie liżące swoje ofiary. Śpiewający i pochłaniający wszystko, czego tylko zapragnie. Tańczący w swym gorącym tańcu zniszczenia. O dziwo, tak samo kochała płomień główna bohaterka. I choć mogłoby się wydawać, że wszystkie te tragiczne wydarzenia w życiu Reeny są jedynie aktem zemsty, istnieje coś o wiele głębszego. Miłość do samozniszczenia, gdzie rodzina Hale jedynie jest pretekstem. Tak ja to widzę. I chyba tak właśnie miało być w zamyśle Pani Roberts.

Czy polecam książkę? Oczywiście! Może nie powaliła mnie z nóg tak, jak chociażby "Świadek", ale i tak uważam ją za bardzo dobrą książkę. Nie sposób się od niej oderwać. Poznajemy bohaterów, ich światy i to, jak zmagali się ze swoim życiem po to, by po dwudziestu latach nareszcie się poznać, spotkać, pokochać i znienawidzić. Zabawnie było patrzeć, jak przez całe życie się mijają. Mając wspólnych znajomych i nawet o tym nie wiedząc. To tak, jakbyśmy podglądali ich życie. I to sprawia, że wydają się mi jeszcze bliżsi. A teraz pora sprawdzić, czy film jest równie dobry jak książka. No dobrze, wiem - nic nie jest tak dobre, jak książka. Ale cóż, sprawdzić trzeba.



Tytuł: Błękitny dym

Autor: Nora Roberts

Wydawca: Świat Książki

Premiera: 2013-01-09

Ilość stron: 496





  • "Jeśli w niebie nie ma dużo dobrego seksu, to co to za niebo?"

  • "Kto ma rozum, nie potrzebuje szczęścia."


niedziela, 3 sierpnia 2014

Megan Hart - "Nieznajomy"

Każda książka autorki wnosi coś specjalnego w życie czytelnika. I zawsze powtarzam to samo - to nie jest czysty romans i erotyk. Książki Megan Hart są czymś więcej. Opowiadają losy bohaterów skrzywdzonych przez los, którzy w dorosłym życiu próbują po prostu przetrwać. Zmagają się z poważnymi konsekwencjami swych działań, z problemami ciągnącymi się często prawie od dziecka. Dlatego wiedziałam, że i za tą pozycję wezmę się z prawdziwą przyjemnością i będę potrzebowała na nią więcej czasu, niż zwykle. Chciałam dla niej poświęcić swój cenny czas i czerpać jak najwięcej.

Tym razem jednak dane mi było poznać świat zakładów pogrzebowych. Nie tylko trudne losy bohaterki, ale przede wszystkim całej tej otoczki - cierpiące rodziny, zajmowanie się zmarłym i radzenie sobie z emocjami. Dlatego też była to dość trudna, choć niestety nie najlepsza pozycja autorki. Tu nie chodziło o traumatyczne przeżycia Grace. Raczej o walkę z jej własnym strachem. I nie dziwię się jej. Prawie całymi dobami otoczona jest śmiercią i żałobnikami, więc jak ma uwierzyć w szczęśliwy koniec chociażby własnej historii? Tak panicznie bała się tego doświadczyć, że w efekcie znalazła inny sposób na swą samotność - wynajmowała mężczyzn do spełniania jej zachcianek. Proste i kosztowne. Zero problemów. Płacisz i wymagasz. Chcesz iść na randkę - idziesz. Chcesz iść do łóżka - idziesz. A może chcesz odegrać jakieś scenki łóżkowe - nie ma problemu, każdy z tych mężczyzn zrobi dla ciebie wszystko. Za odpowiednią opłatą oczywiście. I wtedy właśnie zdarza się seria pomyłek, która przynosi jedynie chwile radości, ogrom niepewności i sporo bólu. Ale przede wszystkim - to dzięki Samowi wie, co może stracić. Zaczyna doceniać i rozumieć. Przełamuje swój strach. Walczy z nim. 

I choć, jak wspomniałam wcześniej, nie jest to najlepsza z książek Megan Hart, które miałam okazję już przeczytać, mimo wszystko stawiam ją na półeczkę moich ulubionych. Dzięki niej wiele można się dowiedzieć o sobie samym. O tym, jak nasze lęki sprawiają, że podejmujemy złe decyzje. Co tak naprawdę robi z nami paniczny strach przed zmianą. I daje nadzieję, że można przełamać swoje lęki i wyjść na prostą.

Cudowna. Wciągająca. Niezapomniana. Jak wiele z książek, które czytam. Ale ta książka naprawdę daje do myślenia. Zostawia po sobie tą niepewność. Czytelnik tak do końca nie wie, czy bohaterowie wyjdą na prostą i co działo się z Samem w Nowym Jorku. Czuć niedosyt. Ale właśnie dzięki temu nie tak łatwo zapomnieć o tej pozycji. Po jej przeczytaniu nachodzą czytelnika różne myśli, nad własnym życiem i postępowaniem, nad zachowaniem znajomych, świata. I to jest właśnie magia książek Megan Hart - nie trzyma usilnie historią czytelnika przy sobie, a jedynie refleksjami po przeczytaniu wszystkiego. I za to kocham jej książki. 

A teraz błędy. Trochę literówek się zdarzało - chociażby strony 113, 138, 148, 216, czy 294. Ale jedna sprawiła, że aż mną zatrzęsło. Nienawidzę pomylonych imion. Czasem niby nic się nie dzieje. Ale czasem zmieniają one daną sytuację i trzeba naprawdę się cofnąć, domyślić się - o co naprawdę w tym wszystkim chodzi. A taką właśnie sytuację mamy na stronie 398. I to ogromny minus nie dla samej książki czy autorki, co dla zespołu korekt.





Tytuł: Nieznajomy

Autor: Megan Hart

Wydawca: Czarna Owca

Premiera: 2014-06-18

Ilość stron: 496

Cykl: Czerwona Seria





  • "Orgazmy są jak fale, nie ma dwóch takich samych. Mają przypływy i odpływy. Unoszą się i załamują. Roztrzaskują się o skały i zalewają piasek przy brzegu"

  • "Dobry taniec jest jak dobry seks. Takie pieprzenie się w ubraniu."

  • "Gdyby nie było smutku - jak moglibyśmy docenić radość?" / ""Ten, kto nigdy w życiu nie mierzył się ze smutkiem i żalem, nie doświadczy prawdziwej radości."

  • "O trzeciej nad ranem pewne rzeczy mówi się i rozumie znacznie łatwiej, nawet jeśli wydają się nie mieć sensu."

sobota, 2 sierpnia 2014

Emily Giffin - "Ten jedyny"

To moje kolejne spotkanie z książkami autorki. Pamiętam doskonale, że każda jedna książka wywołuje niesamowite emocje w czytelniku - zatem byłam w pełni przygotowana, targając ze sobą chusteczek masę. Tak na wszelki wypadek. Nie spodziewałam się jednak jednego - że książka na tyle mnie pochłonie, bym była niedostępna dla kogokolwiek przez dwa dni. Nie wyobrażałam sobie przerwania czytania na tak prozaiczne czynności jak jedzenie czy spanie. Chociaż niestety musiałam sobie przerwy robić. Ale pomimo odłożenia książki na jedną chwilę, myślami wciąż byłam z bohaterami. Pisałam w głowie możliwe scenariusze. Żyłam ich życiem. 

Uwielbiam okładki naszych książek Emily Giffin. Ale nie wersji pocket. W wydaniu kieszonkowym są takie nijakie. Mówię o oprawie graficznej książki papierowej w wersji zwykłej, za co powinnam zdecydowanie podziękować Pani Elizie Luty oraz Olce Osadzińskiej. Drogie Panie - kawał dobrej roboty. A i zespół korekt się popisał - całe 520 stron tekstu i tylko jedna mała literówka na stronie 121. A wracając do grafiki i okładki - nie mogę przestać na nie patrzeć. Niby zwykły portret kobiety, a mimo to oczami wyobraźni próbowałam ją ustawić jako bohaterkę. A skoro ona tak miałaby wyglądać, to jak wyglądałaby reszta? W dodatku te kwiaty na pierwszych stronach (i ostatnich tak przy okazji)... żałując, że są po prostu czarno - białe postanowiłam to zmienić. Chwyciłam kredki i je po prostu pokolorowałam. Tak wiem, nie niszczę książek, ale teraz wygląda to znacznie lepiej :)

Wracając do samej książki... tematyka niesamowicie trudna. Zaczyna się od tragicznych losów bohaterów. Śmierć nigdy nie jest łatwa do przejścia dla rodziny, przyjaciół. Zwłaszcza, gdy jest to osoba lubiana przez wszystkich i podziwiana, kochana przez całe miasto. I od tego się właśnie zaczyna. Jak gdyby owa śmierć jest tą granicą, do której doszli bohaterowie, a po przekroczeniu której czują potrzebę zmiany swego życia. Tak dzieje się zresztą z główną bohaterką. Jak powszechnie wiadomo, pogrzeb to nie tylko pożegnanie się z tą osobą, wspieranie najbliższych, ale także czas do refleksji nad życie. A dla Shea było to także czasem refleksji nad samą sobą. I od tego się zaczęło całe pasmo przygód. Jej wybory i ponoszenie ich konsekwencji. Próba znalezienia szczęścia w kolejnych związkach. I to tylko po to, by odkryć kogo kochała od zawsze. Ale samo odkrycie uczucia i przyznanie się do niego przed samą sobą, to jedynie połowa drogi. Potem wcale nie było łatwiej. 

Gdybyśmy mieli wybierać - wybralibyśmy długoletnią przyjaźń, rezygnując z miłości, czy może wybralibyśmy tą jedyną osobę, którą kochamy do szaleństwa, niszcząc tym samym przyjaźń i rodzinę? Czy można w ogóle dokonać takiego wyboru? Ja wiem, że bym nie potrafiła. I gdyby kazano mi wybrać - nie wybrałabym niczego. Bowiem, prościej jest zrezygnować z obu, niż stanąć po jednej ze stron. A to właśnie dzięki książce zaczęłam się nad tym zastanawiać. Czy można skreślić uczucie tylko dlatego, że ktoś jest innego wyznania, koloru skóry, klasy społecznej, mnóstwo lat młodszy albo starszy? 

"Ten jedyny" jest lekturą zdecydowanie nie na jeden wieczór. To książka, o której jeszcze na długo po przeczytaniu czytelnik będzie rozmyślał. Tworzył scenariusze. Zastanawiał się nad tym wszystkim. Jest z pewnością niepowtarzalna. Wzruszająca i wciągająca. I choć skończyłam ją już - żałuję, że ma kolejnej części, bym przekonała się o tym, co dalej. Pokochałam bohaterów. Rozumiałam, dlaczego postępują tak, a nie inaczej. I choć mam żal do samej Lucy i matki Shei , poniekąd także i je rozumiem. Ale tych bohaterów po prostu nie można nie pokochać. Nawet Ryana, pomimo wszystko...

Gorąco polecam. Emily Giffin po raz kolejny sprawiła, że odstawiam książkę na półkę tych niezapomnianych, ulubionych, do których będę wracać. Bo naprawdę warto. Niesamowicie życiowa. To pozycja, o której wciąż myślę z łzą w oku. Jak dla mnie - Mistrzostwo!





Tytuł: Ten jedyny

Autor: Emily Giffin

Wydawca: Wydawnictwo Otwarte

Premiera: 2014-07-02

Ilość stron: 520






I choć rzadko to robię, polecam miejsce, gdzie można wygrać nie tylko tą książkę, ale i inne pozycje autorki. Wiem z doświadczenia, bowiem właśnie dzięki tej stronie mam swój egzemplarz "Tego jedynego" wygrany w konkursie : https://www.facebook.com/ksiazki.emily.giffin?ref=ts&fref=ts


  • "To, co w życiu najlepsze, tylko wydaje się proste"

  • "Im większym ktoś jest zazdrośnikiem, tym bardziej pragnie wzbudzić zazdrość u partnera"


środa, 30 lipca 2014

Nina Reichter - "Ostatnia spowiedź. Tom 2"

Po przeczytaniu pierwszego tomu wiedziałam już, że po prostu MUSZĘ zabrać się natychmiast za kolejny. Przecież nie można było tego wszystkiego tak zostawić bez dopowiedzenia, co dalej. Tak się nie robi. To prawie jak znęcanie się wręcz nad czytelnikiem. Ogromna tortura dla mych zmysłów. Przecież czytelnik pozostawiony w próżni nie jest w stanie ani się za cokolwiek zabrać - chyba, że za poznanie kolejnych losów bohaterów -, ani tym bardziej sięgnąć po inną literaturę. 

Powiem jedno - pierwszy tom wprowadzał nas w losy bohaterów. Poznawaliśmy ich życie, jakie dotąd wiedli. Przynajmniej do czasu, aż pojawiła się im Ally i namieszała we wszystkim. Drugi tom jest dojrzalszy. Znamy już uczucia pomiędzy wszystkimi bohaterami. Wiemy, do czego są zdolni się posunąć w imię swoich zasad, uczuć - nawet tych negatywnych. I czym jest urażona duma. Zwłaszcza męskie, jakże delikatne ego. W tej pozycji wszystko się plącze. Nic nagle nie jest jasne. Ciągłe niedopowiedzenia. Zwroty akcji. Czytelnik nie jest w stanie odpocząć. A dialogi na naprawdę wysokim poziomie. Poznajemy bliżej Christophera - poznajemy jego prawdziwe "ja". Czy ktoś naprawdę się spodziewał, że będzie tym pozytywnym bohaterem? Ja nie miałam wątpliwości. Chociaż prawdę powiedziawszy sądziłam, że namiesza więcej. Ruszy prasę, uprzykrzy życie muzykom. Kolejnym bohaterem, a raczej bohaterką jest Violet. Pojawia się tak nagle. Spięłam się wówczas sądząc, że namiesza, że ją znienawidzę. A prawda jest taka, że ją rozumiałam. Było mi jej żal. Spodziewałam się, że będzie czarnym charakterem, a okazała się po prostu kobietą koszmarnie samotną, która tęskni za znajomymi dobrymi chwilami. Czy naprawdę kocha? Sądzę, że nie. Jedynie jej duma została urażona, a ona się zagubiła. Tęskni za tym, co bezpieczne, dobrze wspominane i co ją cieszyło. Ale nie koniecznie czułam od niej miłość - tą szczerą i prawdziwą. Za to znienawidziłam Sebastiana. Przyjaciel z ambicjami - czyli taki, który daje "dobre" rady i wbija przy okazji nóż w plecy. Za to pokochałam, naprawdę pokochałam Toma. Chciałam czytać o nim więcej bojąc się tym samym, że wypłakane łzy zamażą mi kolejne literki. I dziwiłam się jego cierpliwości do tego wszystkiego. Jego miłość, rozdarcie pomiędzy tak kochanymi przez siebie osobami, nienawiść do samego siebie za to wszystko. Miało się ochotę po prostu go przytulić i pocieszyć. A może tylko ja tak miałam?

Podsumowując - tom pierwszy był rozgrzewką, przed tym, co czytelnika czekało w tomie drugim. Niesamowicie wciągająca. Emocjonująca. Niezapomniana. Akcja za akcją. Trzyma w napięciu do ostatnich stron. Pozwala każdemu się w niej odnaleźć, bez różnicy w jakim jest się wieku. I wiem także jedno - ten tom wymagał ode mnie o wiele większych nakładów chusteczek. Ryczałam bowiem przez połowę książki, a teraz siedzę z napuchniętymi oczyma i zastanawiam się - z nieukrywaną obawą - co przyniesie tom trzeci. 





Tytuł: Ostatnia spowiedź

Autor: Nina Reichter

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2013-08-20

Ilość stron: 352

Tom: 2







  • "Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać. A kiedy nie chcemy otworzyć serca na ich pomoc, nie zostawiają nas. Poradzą sobie... wytrychem"

  • "Czasem ludzie docierają na rozdroże i tam już zostają... Bo wiedzą, że którąkolwiek drogę by obrali, dojdą donikąd."






poniedziałek, 28 lipca 2014

Nina Reichter - "Ostatnia spowiedź. Tom 1"

Przyznam szczerze, że nieco obawiałam się tej pozycji. Wyrosłam już przecież z problemów i dylematów tak młodych ludzi. Powrót do literatury młodzieżowej był dla mnie sporym przeskokiem. Mimo to, postanowiłam się sprawdzić. I nie mogłam przecież przepuścić okazji przeczytania drugiej powieści Wydawnictwa Novae Res o show biznesie i o muzykach. Wcześniej zmierzyłam się z "Brudnym światem" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Pochłonął mnie bez reszty. Utrzymał mnie w swym świecie przez tydzień, nie pozwalając sięgnąć po żadną inną książkę. Mając teraz "Ostatnią spowiedź" nie można było uciec od porównań obu powieści. Tematyka ta sama. Końcówka równie emocjonująca. Chociaż w przypadku "Brudnego świata", mieliśmy do czynienia  z osobami dorosłymi. Czasem jednak odnosiłam wrażenie, że bohaterowie stworzeni przez Ninę Reichter w zupełności nie pasują do tak młodego wieku. To, z czym przyszło im się zmierzyć i jakich wyborów dokonać  sprawia, że naprawdę zapominamy o fakcie, że Ally czy Bradin mają jedynie dziewiętnaście czy dwadzieścia lat. 

A co do samej książki... Uwielbiam te zamszowe zakładki, które mogłabym pocierać z prawdziwą przyjemnością. Objętość pozycji także mile połechtała moje czytelnicze potrzeby. A gdy już skończyłam z gładzeniem i wąchaniem, mogłam nareszcie zacząć zatapiać się w tekst. I tu muszę przyznać - jest napisana na naprawdę wysokim poziomie. Czasem co prawda miałam ochotę chwycić Ally za ramiona i porządnie wytrząsnąć jej te głupoty z głowy. Trochę denerwowały mnie te wszystkie zbędne łzy. Rozklejała się przy każdej okazji, na co tylko zgrzytałam zębami. Christopher natomiast zasłużył na porządnego kopniaka w najbardziej bolesne miejsce. Aż mnie trzęsło, gdy musiałam o nim przeczytać. A to tylko dowodzi, jak cudownie stworzeni są bohaterowie. Jednak poniekąd zazdrościłam im, tego spojrzenia na świat. Tej naiwności i wiary w życie. Te spojrzenie na dorosłość i swą przyszłość. Ich oczekiwania. A mimo to, czytając, zadawałam sobie pytanie, kiedy tak naprawdę dorosną. Kiedy spadną im te młodzieńcze okulary i zobaczą życie takim, jakim rzeczywiście jest. Płakałam wraz z nimi, cieszyłam się ich szczęściem. I w jednej chwili chciałam cofnąć się do tego czasu, gdy ma się te dziewiętnaście lat i dopiero wchodzi się w dorosłe życie. Poczuć na nowo te hormony, czyste uczucie i tą wyjątkową miłość, którą można przeżyć tylko mając te naście lat. I pomimo tego, iż książka jest o tak młodych osobach, zapada w pamięć. Dialogi bohaterów na długo pozostają w sercu czytelnika. Są wyjątkowe. A chwile spędzone z książką uważam za wyjątkowe. Warto ją nie tylko przeczytać, ale także mieć na swej półeczce wyjątkowości. Ja z pewnością nie jeden raz wrócę do niej, by na nowo odkryć jej wyjątkowość. Przeżyć te wszystkie wzloty i upadki. Uśmiechać się pod nosem z zalotów bohaterów, ich poczucia humoru a także w pewnym sensie bezradności. Końcówka jednak sprawiła, że nie mogę pogodzić się z tym wszystkim. Ja tak po prostu nie chcę. To nie może się tak skończyć. I wiem już, że MUSZĘ dostać tom drugi,  by dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy Toma, Ally i Bredina oraz Bastiana.

A teraz minusy - takie drobniutkie. Pierwszym z pewnością są teksty w języku angielskim. Niestety nigdzie nie są przetłumaczone na język polski. Mi co prawda nie zrobiło to większej różnicy, jednak dla czytelników nieznających tego języka, może okazać się to lekkim utrudnieniem. Po drugie - podkłady muzyczne. Bardzo cieszę się, że są wymienione w tekście i dzięki nim czytelnik jeszcze bardziej wczuwa się w sytuację. Mogłyby jednak być bardziej zaznaczone, wyodrębnione - by nie zlewały się z tekstem powieści. 

Wyjątkowa. Wciągająca. Zapadająca w pamięć. Przeznaczona tak naprawdę dla każdego czytelnika - dla młodzieży, która żyje tym światem, tymi problemami i z tą niesamowitą burzą hormonów; jak i dla dorosłych osób, by na nowo mogły w sobie odkryć te emocje, zagubione z biegiem czasu. Ostrzegam jednak - chusteczki obowiązkowe! 





Tytuł: Ostatnia spowiedź

Autor: Nina Reichter

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2012-05-12

Ilość stron: 382

Tom: 1







I mam małą niespodziankę! Dla osób, które wciąż jeszcze się zastanawiają nad sięgnięciem po tą powieść, link do darmowego fragmentu książki: http://s.lubimyczytac.pl/data/books/0001/156844_fragment.pdf

Książka jest także szeroko dostępna w największych platformach ebookowych : Legimi czy Virtualo. Dodatkowo dodam cichutko, że na Legimi można mieć już "Ostatnią spowiedź. Tom 1" za jedyne 6,99zł w abonamencie (http://www.legimi.com/). 


"Pytasz, dlaczego płaczę? Nie pytaj. Popatrz w moje oczy.
A jeśli zobaczysz tam siebie, po prostu odejdź." 

piątek, 18 lipca 2014

Maya Banks - "Gorączka ciała"

Autorka sama przyznała, że napisała swoją trylogię Bez tchu na podstawie trylogii Pięćdziesięciu twarzy Greya. Czytałam nawet w którymś z wywiadów, że chciała naprawić tym samym to, co tak bardzo raziło ją w oczy w słynnym Greyu. Czy się jej udało? Poniekąd. Zdecydowanie książki są o dojrzalszych mężczyznach, którzy wiedzą, na czym polega dominacja. Nie bawią się w zwykłe klapsy uważając tym samym, że są dominantami i lubią ostry seks. Bohaterowie Banks naprawdę lubią ostrą zabawę, a owe klapsy stosują jedynie na rozgrzewkę. 

Wydawnictwo także długo kazało swoim czytelnikom czekać na ową trylogię. Zapowiedzi było sporo. Podkręcanie atmosfery. Zachwalanie. Magia reklamy na wysokim poziomie. Ale przy tym wciąż przesuwane terminy premiery, dzięki czemu prawie już zrezygnowałam z czekania na nią. Uznałam, że będzie to pewnie kolejny przereklamowany erotyk, który będę czytała dla samego przeczytania. Pierwszy tom okazał się jedynie trochę lepszy od Greya. Faktycznie, autorka naprawiła wiele rażących błędów, które pojawiły się w Pięćdziesięciu twarzach. Przede wszystkim dojrzalsi bohaterowie. Wiedzący, czego chcą. I kim są. Nie niosący za sobą ogromu dziwnego bagażu, na który to właśnie zrzucają swoje upodobania seksualne. Pierwszy tom okazał się czytadłem pomiędzy przeciętnością a dobrą literaturą. Nie potrafiłam do końca go ocenić. Zbyt wiele wątpliwości. A jaki jest drugi?

Mamy tu Jace'a oraz Bethany. On - dominant, na stanowisku, oczywiście wyglądający niczym bóg seksu, bogaty, pewny siebie, arogancki, a przy tym super czuły, z powodzeniem u płci przeciwnej. Same wręcz ochy i achy. Oraz ona - bezdomna dziewczyna, która przez przypadek wkracza do elity. Nie do końca to wszystko do mnie przemawiało. Chociaż książka już od pierwszych stron przykuwa uwagę czytelnika i prawie do ostatnich nie odpuszcza. Jest wiele scen erotycznych. Mocnych. Ale także sporo scen czułości, że aż mnie to zemdliło. Średnio w co trzeciej wypowiedzi były zapewnienia, jak bardzo się wszyscy kochają. Nie czepiajmy się jednak szczegółów. 

W skrócie - książka spełnia swoje zadanie. Odpręża po ciężkim dniu. Jest lekka i przyjemna. Czyta się ją z wypiekami na twarzy. Nie wiem, jak u innych, ale na mnie przedstawienie przygód łóżkowych Jace'a i Bethany w tak obrazowy sposób lekko działało i na mnie. Ale czy warto trzymać to na półce i do niej wracać? Ja po przeczytaniu obu części, natychmiast wrzuciłam je w obieg na wymianę. Czytadło dobre, całkiem przyjemne, ale nie aż tak, bym trzymała to w swojej biblioteczce wyjątkowości.




Tytuł: Gorączka ciała

Autor: Maya Banks

Wydawca: Wydawnictwo Albatros

Premiera: 2014-07-02

Ilość stron: 432

Seria: Bez tchu

Tom: 2

środa, 16 lipca 2014

Plany na przyszłość

W niedalekiej przyszłości dostaną się w moje rączki niesamowite książeczki. Wyjątkowe. Ulubione. Część dobrze mi znanych już autorów. Inne całkiem nowe, jeszcze do końca nie odkryte. Jak potoczą się nasze losy z tymi lekturami? Jakie będę miała z nimi przygody? I jakie emocje będą nam towarzyszyć? Zobaczymy... lista całkiem dobrze się zapowiada :D



Moja uwielbiana Megan Hart. Tym razem nieco w trudnej tematyce, bo otoczone śmiercią. Co nie zmienia faktu, że zapowiada się interesująco. A znając podejście autorki, książka okaże się czymś głębszym, niż tylko romans z erotyką w tle. Z jakimi problemami i barierami przyjdzie walczyć głównej bohaterce? Kim będzie ten tytułowy nieznajomy? I jakie będą ich prawdziwe relacje? Już niedługo się okaże....

W empiku już nie widziałam, ale za to w Matrasie internetowym była w całkiem przystępnej cenie.




Dzięki cudownej wyprzedaży w sieci Auchan, udało mi się ją zdobyć za 10zł i to w twardej oprawie. Już sam ten fakt sprawił, że chodziłam z ogromnym uśmiechem, z wypiętą z dumy piersią. A co do książki - już sam fakt, że to Nora Roberts i Wydawnictwo Świat Książki sprawiają, że przygoda z nią będzie niezapomniana. Zbrodnie, miłość, tajemnica, pożary - wszystko otoczone mnóstwem emocji, drobną erotyką i świetnym językiem. Za to przecież kochamy autorkę.

I ponownie - w empiku internetowym brak. W matrasie internetowym wciąż w dobrej cenie. Polecam jednak zakupy w Auchan lub na www.tania-ksiazka.pl 




Co prawda odeszłam nieco od literatury młodzieżowej, jednak ku dobroci pewnych osób i świeżo nawiązanej współpracy - przyjdzie mi się i z nią zmierzyć. Poczytałam nieco o niej - i wiem już, że doczekać się nie mogę, gdy wpadnie w moje spragnione rączki. Intrygująca. Z dobrymi recenzjami. Polecana. Czyż jest coś lepszego, niż czytanie latem o miłości tak niewinnej w swej postaci, o zakłamaniu show biznesu, licznych przygód i kuszenia sławą, pieniędzmi, fankami i seksem wszędzie, gdzie tylko się pójdzie... Czy przebije "Brudny świat", który wywarł na mnie tak piorunujące wrażenie? Zobaczymy już wkrótce...

A tym czasem polecam książkę szeroko dostępną w największych platformach  ebookowych (Legimi: http://www.legimi.com/pl/ebook-ostatnia-spowiedz-mobi-nina-reichter,b82004.html oraz  Virtualo: http://virtualo.pl/ostatnia_spowiedz_tom_i/i145175/?f=title_eq:Ostatnia%20spowied%C5%BA.%20Tom%20I&q=ostatn). Przy okazji dodam jeszcze, że na Legimi w abonamencie można ją czytać już od 6,99zł :)





Kolejna pozycja autorki, którą po prostu MUSIAŁAM mieć w swych zbiorach. Tym razem jednak radość jeszcze większa, bo pozycja wygrana w konkursie. Szkoda tylko, że do dziś dnia jeszcze jej nie dostałam, pomimo komunikatów. W internetowym Matrasie natomiast jest w super cenie, także na prawdę warto!

A książka intrygująca. Życiowa - jak zresztą każda pozycja Emily Giffin. Tym razem o zakazanym uczuciu... o tym, co jeśli ten przez nas wybrany jest tym, którego kochać nie powinniśmy? 





Jeszcze tylko tydzień i będzie nareszcie w rączkach mych. Długo wyczekiwana. I to dzięki uprzejmości dobrych duszyczek z Lubimy Czytać, które chętnie się wymieniają. 

Czy naprawdę trzeba tu coś jeszcze dodawać? Olga Gromyko - i wszystko jasne. Kto nie znał do tej pory jej twórczości, niech żałuje i szybko nadrabia zaległości. A ten, kto przeczytał choć raz o przygodach wiedźmy - nic go nie powstrzyma, by mieć i ten egzemplarz. Nawet wysoka cena w empiku, bo w internetowym matrasie brak na magazynie. 






Co prawda lista czekających do przeczytania jest znacznie, znacznie dłuższa, jednak wyżej przedstawiłam te wyjątkowe cukiereczki, których doczekać się tak bardzo nie mogę. Zatem zacieramy rączki i maltretujemy dalej Listonosza, by czasem nie zapomniał nam przynieść paczuszki.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Kerrelyn Sparks - "Jak uwieść wampira (specjalnie się nie starając)"

To już piętnaste spotkanie z serią Love At Stake. I nieco obawiałam się tego, co tam zastanę. Wszak już jakiś czas temu było wiadomo, że wszystko, co autorka mogła już napisać, stworzyła w poprzednich tomach. Spodziewałam się, że albo wymyśli coś super nowego, czym zaskoczy wszystkich, albo pozostanie przy utartym szlaku i oby nie kombinowała zbyt mocno z losami bohaterów. Jak się stało? 

Książka miała naprawdę dobre recenzje. I z tym się zgadzam. Czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Nazwałabym to wręcz takim nadprzyrodzonym mózgotrzepem. Ot, zwykły romans z paranormalnymi elementami. Trochę erotyki, na szczęście niezbyt dużo, dzięki czemu można spokojnie skupić się nad bohaterami. A tym razem mieliśmy dzielnego Zoltana wprost z zamku w Transylwanii... trzymającego swą matkę mumię w szklanej gablocie i pozwalającego zwiedzać turystom własny zamek. Oj, biedny był Howard, niedźwiedziołak, który stał się jego szefem ochrony. Że też nie osiwiał, to się dziwię. Jednak autorka pozostając w temacie, nieco za daleko poszła. Czyżby jednak pomysły się skończyły? A może inaczej - pomysł miała, tylko że nie do końca przypadł mi do gustu. Z tomu na tom staje się to wszystko zbyt naciągane. Tym razem mieliśmy tajemnicze źródło młodości. Powrót demona, byśmy jako czytelnicy, nie znudzili się za bardzo. Najwidoczniej ów demon nie narozrabiał jeszcze tak w poprzednich tomach, by jego wygnanie skończyło się definitywnie. Kto wie, może za dwa kolejne tomy będzie wielki powrót Malkontentów? Ale smoki? Naprawdę musieliśmy aż tak daleko iść w stronę zmiennokształtnych? Może w przyszłych tomach będą zmienne ryby, albo kosmici? A do tego tybetańska amazonka niczym Xena w zbroi starożytnej Grecji. No naprawdę - czytając początek książki ręce mi opadały z bezsilności. Przemogłam się jednak do dalszego czytania pozwalając wciągnąć się przygodzie.

Podsumowując. Książka ciekawa. Wciągająca. Z pewnością relaksująca. Dla niewymagającego czytelnika. Utrzymana w tym samym klimacie cudownych nieśmiertelnych i niewiast do uratowania. Nie jestem pewna, czy książka warta jest zakupu i trzymania na półce, ale z pewnością dobrze spędziłam z nią czas. Ot, przeczytać i iść dalej. Niewiele po niej zostaje w naszych głowach i sercach. Dobra lektura po ciężkim dniu. I błędy... tym razem zostałam mile zaskoczona - tylko dwie literówki znalazłam na stronach 32 i 76. To ogromny postęp w przypadku tego Wydawnictwa. Mile mnie zaskoczono.




Tytuł: Jak uwieść wampira (specjalnie się nie starając)

Autor: Kerrelyn Sparks

Wydawca: Wydawnictwo Amber

Premiera: 2014-07-03

Ilość stron: 350

Seria: Love At Stake

Tom: 15