Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akurat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Akurat. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 lipca 2017

„W ogniu namiętności” – Sylvia Day

Od jakiegoś czasu unikam książek podobnych do powieści Sylvii Day. Dlaczego? Mam przesyt tanich romansów, w których nie dzieje się nic poza samą namiętnością. A i o seksie czytam już ze znudzeniem, bo ileż jeszcze można, prawda? Mimo wszystko z ciekawości sięgnęłam po najnowszą jej powieść. Szkoda tylko, że dałam uwieść się okładce, nie czytając nawet choćby opisu.

Poznajemy cztery, jakże by inaczej, silne bohaterki – Rachel, Laylę, Anę i Darcy. Każda inna, każda z wydawać by się mogło zupełnie innego świata, a mimo to połączył je jeden cel : (aż zacytuję z opisu) „… wielkiej, wszechogarniającej, dzikiej i bezpruderyjnej miłości.”. I to jest prawda – seks, seks i jeszcze raz seks. Tego mamy sporo. Jeśli jednak chcemy doszukać się jakieś głębszej historii, czegokolwiek innego – zapomnijcie. Gdybym miała podać komuś opis w jednym zdaniu, powiedziałabym, że to spotkanie nimfomanek z seksoholikami. Po prostu.

Podsumowując: Lekka z pewnością. Ot, cztery harlequiny (inaczej przeze mnie nazywane mózgotrzepami) oprawione w piękną okładkę. Tyle. Jeśli szukamy zwykłego erotyka, by czytać a nie myśleć – to będzie idealna literatura. Czy mnie uwiodła? Nie. Sprawiła, że tylko utwierdziłam się w przekonaniu o omijaniu przez jeszcze dłuższy czas zarówno książek Sylvii Day, jak i w podobnym klimacie. Mi nie podeszła i umęczyłam się przy jej czytaniu.

Ocena końcowa: 3/10.


Tytuł: W ogniu namiętności

Autor: Sylvia Day

Wydawca: Akurat

Ilość stron: 416




sobota, 8 kwietnia 2017

„Shadow” - Sylvain Reynard

 

„Czasem zapomnienie jest błogosławieństwem”

Wyczekiwana przeze mnie powieść nareszcie trafiła w moje spragnione dłonie. Byłam ciekawa, jak dalej pociągną się losy Raven. Nie wspominając już o boskiej Florencji, tajemnicach, zbrodniach i wampirach – rzecz jasna. Pierwszy tom mnie zaintrygował, zatem wyczekiwałam na drugi, tak jak będę wyczekiwać na trzeci. Czym mnie uwiodła? Przede wszystkim opowiedzianą historią nieco inaczej, niż do tego przywykłam. Czy drugi tom okazał się zatem lepszy od poprzedniego?

Raven i William, czy może być coś lepszego? Nie tylko ich kwitnące uczucie, sceny erotyczne delikatnie przekazane, ale przede wszystkim – przeszłość, którą należy odkryć. Z pewnością w odkryciu tajemnic przeszłości przychodzi Kuria i zdrajcy księcia. A ich jest nie mało. Dowiadujemy się, wraz z Raven, coraz więcej o samej Kurii, odkrywamy zdrajców i ich motywy. Inspektor jednak jest postacią marginalną i nie do końca rozumiem, dlaczego tyle poświęcono mu uwagi w opisie okładkowym.

Podsumowując: Książka pełna namiętności, pasji, tajemnic i zdrad, a wszystko bardzo dobrze i ze smakiem podane. Zdecydowanie na plus sama akcja książki, w której wiele się dzieje, a i spotkanie z Gabrielem i jego rodziną z poprzedniej serii Autora sprawia, że uśmiech sam ciśnie się na usta. Bardzo dobry zabieg, by choć na chwilę połączyć obie trylogie. Niesamowicie emocjonalna i głęboka powieść. Daje wiele do myślenia i działa na wyobraźnię. Autor utrzymał napięcie i ogromny plus za brak wulgaryzmów. Jak wspomniałam - Sylvaina Reynarda powieści są inne, niż te, do których przywykłam. Mają przesłanie, dają do myślenia, nie podają mi niczego na tacy, a jedynie wymagają ode mnie skupienia, wyobraźni. I za to uwielbiam jego powieści. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 7/10.

 

Tytuł: Shadow

Autor: Sylvain Reynard

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 2016-11-16

Ilość stron: 400

Seria: The Florentine

Tom: 2

 

 

“Piekło jest wtedy, gdy znasz swoje przeznaczenie i wiesz, że nie ma nic, zupełnie nic, co mogłabyś zrobić, żeby je zmienić.”

wtorek, 29 marca 2016

"Raven" - Sylvain Reynard

"Piękno przemija. Zjawia się jak wiatr... i znika."

Po Trylogii Gabriela, postanowiłam sprawdzić, jak autorce pójdzie w gatunku fantasy, zwłaszcza że zapowiadała się nie lada gratka. Powrót do wampirów, Florencji. Miałam ochotę znów zatopić się w świecie, gdzie wampiry nie są jakimś "udziwnieniem", nie błyszczą w słoneczku, ale też nie są potworami z horrorów. Wszak dawno już nie było na rynku dobrej, wampirycznej historii.

"Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno..."

Raven, niepełnosprawna, wycofana kobieta, pozbawiona wiary we własne siły, ale oddająca w pełni swoją odwagę w obronie niewinnych. Od samego początku spodobała mi się choćby dlatego, że nie była typową szarą myszką o wyglądzie super modelki. Przeciętna kobieta, jaką mijamy każdego dnia. A mimo to wyjątkowa, o wielkim sercu i niosąca miłosierdzie. I tym uwiodła Księcia Florencji. Uratowana, próbuje na nowo powrócić do swojego dawnego życia, choć ono zostaje wywrócone do góry nogami.  To nie tak, że wkracza do nadprzyrodzonego świata - ona dosłownie w niego wpada. Zostaje pochłonięta przez nieznane i niezrozumiałe zasady, prawa. Ale wciąż nie traci swojej wiary we własne wartości, w miłosierdzie, wiary w dobro w każdym z nas. Spotyka się to jednak z ogromnym murem zasad wampirów, ich instynktów i praw. Czy tak różne zasady i światy potrafią jednak współgrać ze sobą? Czy to Raven serce stanie się skamieniałe na zbrodnie ludzkości, czy może roztopi serce Księcia?

"Satysfakcja zawsze bywa słodsza, kiedy się ją odwleka."

Podsumowując - Wciągająca i niesamowita. Trzyma w napięciu, chociaż nie brak w niej długich opisów, tak charakterystycznych dla pióra autorki. Spotykamy także ponownie Emersonów, znanych nam z Trylogii Gabriela. Miło było zobaczyć profesora wśród wampirów. I gdy już sądziłam, że wszystko jest jasne, któryś z bohaterów sprawiał, że przestawałam wierzyć w jasność obrazu mi przedstawionego. Tu nic nie jest takie, na jakie może wyglądać. Pożądanie i ogromna namiętność miesza się z chęcią zemsty, chęcią władzy i samouwielbienia. Gdzieś jednak znalazło się także miejsce na szczerość, serdeczność, miłość. Kłopoty Księcia nie zostają rozwiązane, zatem pozostaje mi z niecierpliwością czekać na kolejny tom. Czy warto w ogóle sięgać po "Raven"? Z pewnością. Nie wiem jeszcze, czy to powieść, do której będę często wracać, ale warto było zagłębić się w ten świat. To takie odświeżające wrócić do wampirycznych przygód, do świata przedstawionego przez S.Reynard. 

Ocena końcowa: 6,5/10.


Tytuł: Raven

Autor: Sylvain Reynard

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 2016-03-16

Ilość stron: 510

Cykl: Raven

Tom: 1


Wyzwanie czytelnicze: 20/2016.

"Szczupłe ciało świadczy o złym stanie zdrowia i słabości"


wtorek, 15 marca 2016

W świecie planów na najbliższą przyszłość


Dziś zostałam miło zaskoczona e-mailem z informacją, że zamówiona paczka czeka już do odbioru. Było to dla mnie nie lada zaskoczenie, bo spodziewałam się jej nieco później. Okazało się, że szło dobę do mnie, co nieco przywraca moją wiarę w Instytucję Poczty. A tym bardziej ogromny plus dla firmy (www.nieprzeczytane.pl) za ich przyjazne nastawienie do klienta, szybką i rewelacyjną obsługę oraz za te bosko niskie ceny. Chyba się zakochałam ;)

Zawartość zamówienia:

Jak widać, nie tylko tym razem były to książki. Gra "Biznes po Polsku" okazała się naprawdę bardzo dobrej jakości, a i dostarczyła świetnej zabawy. Ale jak to u mnie bywa - najważniejsze są książki. A tu całkiem sympatyczna i dobrze rokująca mieszanka. 
"Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz był moim "must have" na listach zakupów od pewnego czasu. Wiem także, że będzie to udana pozycja, wszak każda książka wychodząca spod pióra autorki jest rewelacyjna i warta nie tylko przeczytania, ale również powrotu. 
Jest też pozycja debiutancka "Anna May", która zebrała całkiem sporo pozytywnych recenzji, zatem i ja musiałam się z nią zmierzyć. Tym bardziej, że owy debiut zajął pierwsze miejsce w konkursie na Literacki Debiut Roku 2015. Czyż mogłam przejść obok obojętnie?
"Raven" - to pozycja, nad którą musiałam się zastanowić nieco dłużej. Autorkę znam z Trylogii Gabriela, którą całkiem miło wspominam, ale nie ciągnie mnie już do powrotu. Obawiałam się, jak poradzi sobie z pisaniem o wampirach. Pojawiała się też wątpliwość odnośnie tematyki - wampiry przecież już były i czy naprawdę warto do nich wracać? Jak widać warto, bo dałam jej szansę.
"Real" i "Układ" czytałam już jakiś czas temu i wiedziałam, że muszę je posiadać w wersji polskiej. Pamiętam, że przeczytałam te pierwsze tomy i natychmiast chwyciłam po kolejne. Ciężko byłoby mi osądzić, który jest lepszy. Z każdego kojarzę dane sceny, a zwłaszcza z "Real" kojarzy mi się do dziś utwór "Scream" Usher'a. Dlaczego? Musicie koniecznie przeczytać :)

Czeka mnie intensywny okres, ale to właśnie tak bardzo lubię. Już niedługo kolejne paczki z cudnymi prezentami, a na blogu pojawią się recenzje. Zapraszam :)

czwartek, 10 marca 2016

"Amber" - Gail McHugh


"Złamani razem, żeby stać się całością."

Pierwszy tom nowego cyklu Torn Hearts, na który tak oczekiwałam - zwłaszcza po przeczytaniu "Collide" i "Pulse". Już w momencie, gdy trzymałam ją w rączkach, prawie podskakiwałam ze zniecierpliwienia, kiedy będę w stanie ją przeczytać. Tajemnicza okładka i spora objętość tylko podtrzymywały napięcie we mnie. Wiedziałam natychmiast, że wszystko pójdzie w odstawkę na rzecz tej jednej pozycji. A jaki był efekt końcowy? To skomplikowane....
"Zdrada to po prostu łagodniejsze określenie morderstwa."
Główna bohaterka, tytułowa Amber, dziewczyna po przejściach i wydawałoby się, że wiedząca czego chce,a przede wszystkim, czego będzie unikać. Przynajmniej tak było do czasu, gdy poznaje - przypadkiem całkiem - Brocka i Rydera. Dwóch, jakże odmiennych od siebie, mężczyzn. Każdy nich przemówił do jej duszy i serca. I żaden nie jest taki, za jakiego od początku go uważałam. Sprawy się komplikują, gdy prawda o ich pracy wychodzi na jaw, a i oni sami popełniają tragiczny w skutkach błąd. I to właśnie przez ten skutek płakałam jak bóbr pragnąc szybko sięgnąć po tom drugi, by dowiedzieć się, jak naprawdę wszystko się zakończy. To był moment, w którym przeklinałam autorkę za to, co wymyśliła. 
"To nie forsa, a cipka jest przyczyną wszelkiego zła."
Podsumowując - Jest zdecydowanie inna od poprzednich powieści autorki, dostępnych na naszym rynku. I tak, jak "Collide" i "Pulse" były cudownymi romansami, które przykładało się do piersi, wzdychało się i chciało jeszcze, tak tutaj targają nami tak ogromne i sprzeczne emocje, że trudno się uspokoić. Bohaterowie grali mi na nerwach, ale czytałam dalej. Z równowagi wyprowadzało mnie chociażby samo zaprzeczanie sobie bohaterom - jedno mówili i myśleli, ale za chwilę robili coś zupełnie innego, choć ponoć nie zmienili w sobie tej zasady. Emocje podano nam na tacy i nie można było po prostu przejść obok nich obojętnie. Czuło się całą sobą rozterki Amber odnośnie siebie i mężczyzn. Czułam dreszcze widząc, jak stara się walczyć z niechcianym uczuciem, bo przecież jak można kochać dwóch, prawda? Już od samego początku wydawałoby się skazane to na niepowodzenie. Nic bardziej mylnego. Jednak to nie jest zwykły romans, który przyłożymy do piersi i będziemy wzdychać myśląc o nim. O nie. To dramat młodych ludzi, poszukujących swojego miejsca, walczących o lepsze jutro, popełniających ogrom błędów, za które przyjdzie im zapłacić. Początkowo utknęłam w połowie książki nie mogąc przebrnąć dalej. Sądziłam, że jest znacznie gorsza od poprzednich książek autorki. Jednak dałam jej drugą szansę i podeszłam nieco inaczej, bardziej otwarta, nie spodziewając się już gorącego i grzesznego romansu. Na swój sposób uwiodła mnie i z pewnością pozostanie w mojej głowie na jakiś czas. Jest prawdziwym dramatem o skaleczonych duszach, szukających światła w tej całej ciemności dnia codziennego.

Ocena końcowa: 6/10.

Tytuł : Amber

Autor: Gail McHugh

Wydawca: Akurat/Muza

Data premiery: 2016-02-03

Ilość stron: 591

Cykl: Torn Hearts

Tom: 1

Wyzwanie czytelnicze: 13/2016

"Przeszłość buduje nas jako ludzi. Blizny, które pozostawia, kształtują nas, a to, jak sobie radzimy z jej konsekwencjami, rzeźbi naszą duszę."

sobota, 27 czerwca 2015

“Pulse”–Gail McHugh

 

Pierwszy tom skończył się w takim momencie, że pewnie nie tylko ja nie mogłam się doczekać kolejnego spotkania z bohaterami, ale i psioczyłam pod nosem na autorkę – jak mogła w takim momencie przerwać, prawda? Tak się po prostu nie robi. Z drugiej strony może i dobrze, że czytelnik ma przymusową przerwę, bo jest w stanie odreagować po wszystkich emocjach związanych z “Collide”. Mi było bardzo trudno wyjść z tamtego świata, zostawić książkę za sobą i zabrać się za kolejną. A to już jest dowodem, jak dobra była ta pozycja. Nie wytrzymałam jednak zbyt długo i praktycznie od razu chwyciłam drugi tom, dając sobie jedynie dobę na otrząśnięcie się. Chwała dla Wydawnictwa Akurat, że pozycję planuje nam dostarczyć do księgarń już na początku września tego roku. W imieniu chyba wszystkich czytelników – Dziękuję :)

Powiem tak – sprawy się skomplikowały i to naprawdę poważnie. Spotkanie z bohaterami zaowocowało kolejną dawką sporych emocji. Niektórzy sprawili mi wiele zawodów, jednak wkrótce się zrehabilitowali. Inni zawiedli mnie jako przyjaciele i niby obowiązkowe wsparcie. Emily nagle została rzucona na pożarcie i to chyba najbardziej odzwierciedla jej skomplikowaną walkę. Gavin natomiast rozczarowany swoją miłością do Molly i jej wyborem, opuszcza wszystkich. Po prostu znika. I mamy jeszcze Dillona, mężczyznę który nie zasługuje nawet na to miano. W pierwszym tomie zgodziłam się z Liv, by nazywać go Debillon. W pełni odzwierciedlało jego charakter. Jednak w drugim tomie pokazał cały wachlarz swoich możliwości. I to chyba przerażało mnie najbardziej. Praktycznie pierwsze strony książki doprowadziły mnie do łez rozpaczy. Dalej wydawało się iść w coraz to gorszym kierunku. Mimo wszystko pojawiło się światełko w tunelu, mała iskierka radości dla Emily i bezgraniczna miłość do Noah. Każda podjęta przez nich decyzja, miała zaraz swój skutek – czasem pozytywny, innym razem nie. Dzięki temu jednak pokazywała nie tylko prawdziwe ich oblicze, a także ich serca (bądź ich brak w przypadku jednego takiego, którego określiłabym mnóstwem niecenzuralnych epitetów). Każda bowiem sytuacja, każdy problem, jedynie wzmacniał ich postanowienia, jak i ich kręgosłup.

Podsumowując: To niesamowita przygoda i wciągające dzieło. Książka ta wyzwala w czytelniku mnóstwo emocji. I choć zapowiadał się typowy romans, jakich wiele na rynku, ten zapadł mi w pamięć i głęboko w serduszku. Trafia natychmiast na półkę ulubionych, do których z pewnością wrócę. Po przeczytaniu “Collide” potrzebowałam doby, by zabrać się za kolejną książkę. Po “Pulse” – wciąż nie mogę opuścić tego świata stworzonego przez Gail McHugh, by zabrać się za inną pozycję. Zdecydowanie tom drugi znacznie bardziej skomplikowany i emocjonalny. Niezapomniany. Genialny. I naprawdę warty nie tylko przeczytania, ale przede wszystkim – kupienia i zostawienia na specjalnej półce książek wyjątkowych, wartych powrotu.

Ocena końcowa: 8/10.

 

Tytuł: Pulse

Autor: Gail McHugh

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 2015-09-09

Cykl: Collide

Tom: 2

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 49/2015.

środa, 24 czerwca 2015

“Collide”–Gail McHugh

 

Jedna mała decyzja, która zmieni wszystko… na zawsze zmieni losy bohaterów.

 

Nie byłam przekonana do tej pozycji. Ot, kolejny romans biurowy, jakiś trójkąt – jak przeczytałam z opisu. Mimo to nie potrafiłam przestać przyglądać się okładce. Niby nic takiego – mężczyzna siedzący na stołku, bez twarzy, tylko z silną brodą i pięknymi ustami, w rozpiętej koszuli, z zegarkiem na ręce ułożonej na pozór luźno. Czułam już w samym tym zdjęciu emocje, przekaz i wiedziałam, choć się broniłam, że nie prześpię przez tą książkę nocy. Miałam cały czas nadzieję, że treść będzie równie pociągająca, jak sama oprawa graficzna

Spotykamy się pewną parą – Dillonem i Emily. Prawie roczny związek, w którym mężczyzna pokazał, jak bardzo oddany jest swojej partnerce. Czytając jednak ich losy, jego zachowanie po przeprowadzce Em do Nowego Jorku, zastanawiałam się, czy Debillon (jak go nazwała jedna z bohaterek) od samego początku był – za przeproszeniem – palantem, czy jednak pokazał swoje prawdziwe oblicze dopiero, gdy przeprowadził swoją wybrankę do swojego miasta. Liczne manipulacje, półprawdy sprawiły, że prawie warczałam czytając dalej. Zastanawiałam się, jak Emily mogła w to wszystko wierzyć? Z drugiej strony rozumiałam – był jedyną osobą przy niej, gdy przeżywała najgorszy koszmar. Nosiła jego obraz i myliła przyzwyczajenie, wdzięczność z miłością.

I między tym wszystkim, mamy drugą historię – Jak to Gavin poznaje Molly. Historia prawie jak z kopciuszka – ona zwykła kelnerka, on milioner, jest i uczucie od pierwszego wejrzenia, wspólne przyciąganie, emocje aż kipią.

A potem wszystko zaczyna się komplikować. Wychodzą prawdy, kto jest naprawdę kim. Każdy pokazuje prawdziwą twarz. Śmiałam się z kolejnych przygód i płakałam, gdy Gavin robił z siebie prawdziwego drania, przemawiając jak Drużba. Normalnie ściskało mnie w brzuchu i czułam ból serduszka czytając o tym, co mówił wszystkim o Molly, o potędze jego miłości, o głębi prawdziwego uczucia. Jedna mała decyzja podjęta przed laty zmieniła losy bohaterów na długie lata, o ile nie na zawsze. Jedna wyprawa Travora do siostry i tego, kto z nim pojedzie najwyraźniej odmieniła wszystko. Mówi się, że przeciwności losu nas czegoś uczą, że każde traumatyczne przeżycie pozwala być nam twardszymi i zmienia nas, naucza, a my jedynie musimy wyciągnąć odpowiednie wnioski. Najwidoczniej bohaterowie musieli przeżyć swoje, każdy popełniony błąd, każda najmniejsza decyzja miała ich doprowadzić do skrzyżowania, na którym stoją właśnie teraz. Może dzięki temu docenią to, co mają. Inaczej spojrzą na wszystko, co zdobyli i co jeszcze może być im dane. Może… o tym jednak przyjdzie mi się przekonać dopiero w drugim tomie. Oby Wydawnictwo Akurat wydało to szybko, bo nie wiem, ile wytrzymam w tym zawieszeniu.

Podsumowując: Świetna lekturka. Powinno pisać się ostrzeżenie, by zakupić sobie do niej kartonik chusteczek i zarezerwować nieprzespaną noc. Niesamowicie emocjonalna, wciągająca. Pełna napięcia, pasji i namiętności. Sceny erotyczne są dobrze opisane, bardzo obrazowo, ale nie stanowią większość dzieła. Na szczęście. Jak napisała znajoma (którą podziwiam, o czym chyba wie): “To pełnokrwisty romans z piękną miłością, prawdziwymi uczuciami i bohaterami, którzy mogliby istnieć w realnym świecie.” Kochana, zgadzam się z Tobą w pełni. Wciągająca. Emocjonalna. Jedna z lepszych romantycznych powieści dla kobiet w ostatnim okresie. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 7,5/10.

 

Tytuł: Collide

Autor: Gail McHugh

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 2015-06-17

Ilość stron: 368

Cykl: Collide

Tom: 1

 

Wyzwanie czytelnicze: 48/2015.

 

“Czasami niewłaściwe rzeczy prowadzą nas do właściwych ludzi…”

sobota, 11 kwietnia 2015

“Żar nocy”–Sylvia Day

 

“… gen odpowiedzialny za zajebisty wygląd powodował również zajebiste ubytki w strukturze szarych komórek.”

 

Dość długo zwlekałam z drugim tomem Strażników snów. Pierwszy bardzo przypadł mi do gustu, choć nieco mylne było użycie nazwiska Cross przez autorkę do tak różnych pozycji. Wydawnictwo też się popisało, tworząc okładkę zbliżoną do romansów erotycznych o biznesmenie Crossie, przez co wiele osób zakupiło tom pierwszy nowej serii myląc ją po prostu z tamtym, dobrze znanym Crossie i wręcz następcy jeszcze bardziej słynnego Greya.

Wracając jednak do “Żaru nocy”. Miałam do niego wiele podejść. Za każdym razem jednak zatrzymywałam się gdzieś po pierwszym rozdziale i po prostu zamykając książkę na rzecz innych pozycji. Dlaczego? Sama nie wiem. Chyba musiała swoje odleżeć na półeczce i grzecznie, cierpliwie poczekać na swoją kolej. Spodziewałam się tu z pewnością kolejnych tajemnic, zbrodni, walki Mistrzów Miecza z Koszmarami. A zastałam połowę książki o staraniach Connora o Stacey. Ich całkiem przyjemne w odbiorze przygody. I denerwowało mnie, że coraz bardziej zbliżam się do końca i nic – ot, dwie zbrodnie z początku książki. Stawałam się coraz bardziej rozczarowana. I nagle bum – tajemnice i zbrodnie się posypały. A także liczne pytania – skoro z Wagnerem stało się to, co się stało, to kto przysłał przez sen wiadomość Stacey? Co ona właściwie ma w głowie? Czy wie, kim naprawdę jest jej ojciec i jakie to niesie za sobą konsekwencje? Czy Rachel, jej mała armia i plany Schoena są przeciwko Crossowi i Connorowi, czy może mają im ułatwić zadanie? A może wszyscy są jedynie pionkami w grze Stworzyciela ze Starszych? No i na koniec – kim jest naprawdę szef Aidana? Czyżby był Koszmarem, czy Starszym, działając z ukrycia?

Mnóstwo pytań i na odpowiedzi trzeba czekać na kolejny tom. Przyznać jednak należy, że autorka może i płodna twórczo jest, ale przerwy pomiędzy tomami są znaczne. Kiedy będzie kolejny tom i o kim będzie – pozostaje dla mnie wciąż tajemnicą. Wiem, że z pewnością sięgnę po następne części. Bowiem z tomu na tom sprawy coraz bardziej się komplikują, a czytelnik pomalutku odkrywa kolejne karty.

Podsumowując – spora dawka erotyki, dobrze i przyjemnie opisanej. Czyta się lekko. A że już przywykłam do licznych literówek w książkach, to nie będę tu opisywać tych wszystkich stron, gdzie występowały. Polecam w szczególności osobom lubującym się w delikatnych paranormalnych romansach, gdzie tej fantastyki jest bardzo malutko, które pragną odprężenia po ciężkim dniu. Okładka także przyjemna w odbiorze, choć nie do końca wiem, co ma wspólnego z treścią.

Ocena końcowa: 6/10.

IMG_4647

 

Tytuł: Żar nocy

Autor: Sylvia Day

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 05-02-2014

Ilość stron: 320

Seria: Strażnicy snów

Tom: 2

 

Wyzwanie czytelnicze: 25/2015.

piątek, 10 kwietnia 2015

“Barwy miłości”–Kathryn Taylor

 

„… kolory niosą znaczenia, a artyści, czasem świadomie, a czasem nieświadomie,

potrafią oddawać nimi różne uczucia.”

 

Zdecydowanie polecam dla wielbicieli "Pięćdziesięciu twarzy Greya", a nawet dla tych, którzy lubią romanse biurowe, ale nie mogli znieść sposobu pisania E.L. James. "Barwy miłości" to zdecydowanie biurowy romans z dobrą erotyką. Przedstawione sytuacje są tak wyraźnie opisane, że nie wiele trzeba, by móc wyobrazić sobie pomieszczenia, sytuacje, a nawet bohaterów. I jak zwykle w takich pozycjach - kończy się w miejscu, po którym czytelnik po prostu musi sięgnąć po kolejny tom. A kiedy taki się pojawi?

Książka spełnia swoje zadanie. Jest przyjemna w odbiorze. Kiedy trzeba, delikatna. Kiedy trzeba - emocjonalna. Jest i humor (zwłaszcza na początku, bo z sytuacji na lotnisku po prostu parskałam ze śmiechu), i łzy (Grace wysiadająca z limuzyny tuż po zobaczeniu gazety, czy ostatnie sceny w deszczu), i nieco wypieków na twarzy (tu chyba już nie muszę dopisków robić, o jakie sceny chodzi?). A wszystko to przedstawiony w łatwy sposób, jakże dobry w odbiorze dla czytelnika. I tak niesamowicie szybko się czyta. Przez nią zawaliłam większość nocy, bo z pewnością wciąga.

Czy polecam? Owszem. Ba, nawet polecę ją kupić i po prostu posiadać na półce jako lektura, do której wróci się za jakiś czas. Jestem pewna, że tak właśnie stanie się u mnie - wrócę do niej z pewnością. I wiem jedno - chcę jeszcze :)

Jestem tylko zła na zakończenie. To było okrutne. Jak można uciąć w takim momencie? Tak się po prostu nie robi. Pozostawia się czytelnika z tysiącem pytań i potencjalnych scenariuszy, nie wiadomo na jak długo – bo przecież nie wiem, kiedy będzie drugi tom.

 

Podsumowując – choć nie jestem zwolenniczką Greya, a romanse biurowe już się przejadły, po przeczytaniu tej pozycji czuję się, że tak to brzydko nazwę, totalnie rozjechana emocjonalnie.

 

Ocena końcowa: 7/10

 

 

Tytuł: Barwy miłości

Autor: Kathryn Taylor

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Ilość stron: 352

Tom: 1

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 24/2015

niedziela, 25 maja 2014

S.C. Stephens - "Bezmyślna"

Dobrze zareklamowana książka przyciągnęła mą uwagę będąc dopiero zapowiedzią. No właśnie - zapowiedzią czego? Ciepłego romansu? Erotyki? Dobrej zabawy i odprężenia? Szukałam ciepłej lektury na wieczór. I jakie było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam w dłoniach już swój egzemplarz. Uśmiech nie schodził z mej twarzy. Objętościowo - niezrównana. Uwielbiam grube powieści, bowiem w nich na ogół wszystko dzieje się powoli, jest czas na chwilę relaksu, ale i czas na dobrą akcję. Okładka "Bezmyślnej" także świadczyła o tym, że spędzę z nią miłe chwile. Otworzyłam ją więc i zaczęłam się oddawać stopniowo chwili.

Jak sam tytuł niestety wskazuje, książka jest naprawdę bezmyślna. Główna bohaterka, Kiera, jest o wiele gorsza od Belli Swan czy Any z "Pięćdziesięciu twarzy...". A skoro ja już twierdzę, że Grey jest lepszy od tej pozycji, to musi coś znaczyć. Bohaterka niby taka nieśmiała i wstydliwa, oblewająca się co chwila rumieńcem, chwilę potem robi takie rzeczy, że miałam ochotę książkę odłożyć. No jak można spać ze swoim chłopakiem, a kiedy on uśnie, wymykać się do drugiego pokoju i uprawiać seks ze współlokatorem? I gdzie wtedy jest ta cała jej nieśmiałość? 

Nudna. Zdecydowanie nie warta swej ceny. I zastanawiam się, jakim cudem relacje Kiery i Kellana mają być rozciągnięte na jeszcze dwie podobnej objętości powieści. Przecież na tej książce wszystko powinno być już zakończone. Poświęciłam na tą lekturkę cały dzień i obawiam się, że był dniem straconym. Chociaż nie - udowodniłam sobie, że są książki gorsze od Greya, choć pięknie wyglądające. I że znów dałam się ponieść impulsowi i magii reklamy. Z pewnością nie sięgnę po kolejne pozycje. 






Tytuł:     Bezmyślna

Autor:    S.C. Stephens

Wydawca: Wydawnictwo Akurat

Premiera: 2014-04-30

Ilość stron: 672