Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Novae Res. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2020

“Wielkie włoskie wakacje” - Jolanta Kosowska


W obecnych czasach, gdy większość z nas zamknięta jest w swoich czterech ścianach, a o wakacjach, nawet takich wykupionych, możemy sobie jedynie pomarzyć – pojawia się powieść wprost z miejsc, które miałam odwiedzić. A skoro nie mogę być tam fizycznie, dlaczego nie zwiedzić ich z nieznajomymi – jeszcze nieznajomymi, gdyż wkrótce okażą się moimi przyjaciółmi i zapadną mi w pamięć.

Poznajemy dwie historie, które mają ze sobą bardzo dużo wspólnego. Kacper, były policjant, który właśnie wrócił z Francji, ale nie ma co liczyć na odpoczynek. W jego ręce wpada pamiętnik tajemniczej dziewczyny. Ciekawość sprawia, że go czyta. I wówczas pojawia się ogromna ciekawość, ale i strach o życie dziewczyny. Pragnie się z nią spotkać, poznać i sprawdzić, czy oby było z nią już wszystko w porządku.

Poznajemy też Karolinę i Klaudię, dwie studentki razem wyjeżdżające do Włoch na wakacje. Piękne miejsca, kawiarenki – wszystko przestaje mieć znaczenie, gdy przypadkiem dziewczyny trafiają do opuszczonego domu. Klaudia ma wrażenie, że zna to miejsce, wie jak wyglądało przed remontem. Czuje się wręcz związana z tym domem. Poznają także legendę krążącą o przeklętej posiadłości. Dalsza ich podróż przestała być przyjemnością. Karo wszędzie widzi rzeczy, których widzieć nie powinna, a Klaudia niczego nie rozumie,w  dodatku poważnie boi się o losy przyjaciółki.

Co tak naprawdę wydarzyło się we Włoszech? I jakie prawdy znalazł Kacper w pamiętniku, że tak go owa historia poruszyła? Czy kiedykolwiek się spotkają, poznają i rozwiążą zagadkę?

Podsumowując: Przepiękna powieść z nieco otwartym zakończeniem, jak gdyby autorka zostawiła sobie uchyloną furtkę na kolejną część. Niesamowity polot pióra, czułam wręcz, jakbym tam była, chodziła wraz z dziewczynami po włoskich uliczkach, zwiedzała każde zakamarki. Dotąd nudziły mnie długie opisy, chciałam tempa, losów bohaterów, emocji. Pani Kosowska pokazała jednak, jak bardzo się myliłam. Świetnie napisana, wciągająca od pierwszych stron, tajemnicza i ciepła zarazem. Z pewnością stała się bliska memu sercu i pokochałam ją po prostu. Gorąco polecam jaką prawie wakacyjną literaturę, choć samego romansu jest niewiele. I to mi w pełni tym razem odpowiadało. Polecam.

Ocena końcowa: 8/10.



Tytuł: Wielkie włoskie wakacje

Autor: Jolanta Kosowska

Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Premiera:  2020-02-12

Ilość stron: 294





niedziela, 16 lipca 2017

„Na szczycie – Nieczysta gra” – K.N. Haner


Jak do chyba już każdej powieści K.N. Haner i do tej zabierałam się z trudnościami. Z jednej strony byłam ogromnie ciekawa, co też wymyśliła dalej dla bohaterów. Jednak z drugiej targały mną pełne obawy. Nauczona doświadczeniem, zaopatrzyłam się w karton chusteczek i nastawiłam psychicznie na to, co mnie czekało. I zdecydowanie takie ostrzeżenia powinny być już na początku.

Nareszcie nadchodzi wielki dzień dla Rebeki i Sedricka. Wyczekiwany zarówno przez wszystkich bohaterów, jak i przez samych czytelników. Ich droga była trudna, pełna niebezpiecznych zakrętów, wątpliwości. Mimo to przetrwali. Silniejsi i bardziej zdecydowani. Zdający sobie sprawę, że ich życie nigdy nie będzie spokojne, zawsze będzie mnóstwo niebezpieczeństw i ludzi chcących im zaszkodzić. Mimo wszystko, pragną bardzo założyć rodzinę i stworzyć swój własny świat. Trudne decyzje, namiętności, pasje, zdrady, szaleństwo, tęsknota i w jakimś stopniu naiwność. Co ich jeszcze spotka w życiu, zwłaszcza gdy przeszłość po raz kolejny upomina się o swoje?

Podsumowując: Spodziewałam się wielu komplikacji, burz emocjonalnych, ale nie spodziewałam się właśnie tego. Po raz kolejny mam ochotę zamordować K.N.Haner za to, jak bardzo skomplikowała relacje bohaterów. Stworzyła dla nich trudny świat, powiedziałabym nawet z tragicznym finałem. Trudno jest się pozbierać po jej przeczytaniu. To, co zafundowała nam autorka powieści, porównałabym do rollercostera emocjonalnego. Śmiech, łzy, rozpacz i gdzieś tam przemyślenia, co będzie dalej. W głowie miliony scenariuszy na dalszy ciąg. I oto z pewnością chodziło pisarce. Choć wciąż denerwowała mnie główna bohaterka, powieść uznaję za udaną. Wciągała i zaskakiwała. Naprawdę trudno się po niej pozbierać. Jest i romans, i erotyzm, i tragedia. Wszystko w jednej książce. A do tego okładka, jakże pasująca do pozostałych. Klimatyczna. Polecam.

Ocena końcowa: 6/10.


Tytuł: Na szczycie. Nieczysta gra

Autor: K.N. Haner

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2017-06-14

Ilość stron: 428

Cykl: Miłość w rytmie rocka

Tom: 3



niedziela, 26 marca 2017

Grzeszne zapowiedzi na wiosnę

 

Zdjęcie użytkownika K.N. Haner - strona autorska.

Już wczoraj opisywałam jedną z grzeszniejszych i mafijnych zapowiedzi autorki, dziś dołączam drugą. K.N.Haner jest jedną z płodniejszych pisarek młodego pokolenia. Jej książki odbierane są dość skrajnie – jedni nienawidzą, drudzy kochają. A ja nadal uważam, że należy po prostu samemu przeczytać i dopiero wówczas oceniać. Dotąd książki autorki czytałam z zapartym tchem – zarówno te wydane, jak i te publikowane na www.wattpad.pl . Zawsze przyjemnie z nimi spędziłam czas. Dlaczego zatem nie polecać? Dałam się uwieźć i oby K.N. Haner nie przestawała mnie rozpieszczać.

A tym razem pojawiła się oficjalna zapowiedź trzeciego tomu serii Na szczycie. Gorący muzycy, grzeszne życie za kulisami, zdrady, miłości, przyjaźń i lojalność…. oby do 14 czerwca 2017r.

 

Zdjęcie użytkownika K.N. Haner - strona autorska.

Ślub Rebeki i Sedricka zbliża się wielkimi krokami. Zakochana para pragnie założyć rodzinę i wieść idealne życie, ale w ich świecie nic nie jest proste. Czy ambitne plany dotyczące życia rodzinnego są możliwe do zrealizowania w związku tworzonym przez gwiazdę rocka i równie piękną, co szaloną byłą striptizerkę? Czy bolesna tęsknota, wzruszająca naiwność i nieprzewidywalne eksplozje namiętności to właściwe składniki dobrego małżeństwa?

Co jeszcze może stanąć na przeszkodzie ich miłości? Rebeka i Sedrick kolejny raz będą musieli zmierzyć się z przeszłością, a także podjąć decyzje, które zaważą na życiu i szczęściu ich samych oraz najbliższych im osób.

„Nieczysta gra” to emocjonalny rollercoaster zakończony rozrywającym serce na strzępy finałem.

sobota, 15 października 2016

„Na szczycie II. Gra o miłość” – K.N. Haner

 

Długo czekałam i jeszcze dłużej dawkowałam sobie drugi tom „Na szczycie”. Z jednej strony chciałam jak najszybciej skończyć, dowiedzieć się wszystkiego. Jednak postanowiłam delektować się powolnie smaczkiem podanym na każdej ze stron. A czym autorka zaskoczy nas w drugim tomie?

Rebeka i Sedrick są bliżej siebie, niż kiedykolwiek dotąd. Wciąż borykają się ze swoimi demonami, docierają się w kwestii porozumienia między sobą, ale kochają się nad życie. Jednak, jak to w życiu bywa, kłód rzucanych pod nogi i tu nie zabraknie. Wręcz namnożyło się tego zbyt sporo. Przeszłość dogadania, wrogowie nie zapomnieli, ale i sporo problemów wynika z braku pełnego porozumienia pomiędzy bohaterami. Przy ich temperamentach aż dziwne, że się nie pozabijali. Za to pogodzenia były gorące, aż kartki paliły od atmosfery, a czytelnik z pewnością siedzieć będzie z wypiekami i zapartym tchem. Bowiem historii tych dwojga nie można śledzić na spokojnie. Wzloty gonią upadki i znów powracamy do grzesznego raju. Istna karuzela emocji, która na szczęście nie zamęczy Nas, a jedynie odpowiednio doprawi całą historię. Mamy także pobocznych bohaterów, ich problemy – na szczęście sprawa z Alexem została wyjaśniona, tym razem zmartwił mnie Nicky. I jak dotąd drażniła mnie swoim zachowaniem Reb – jej naiwność, desperacja wręcz w stosunku do Seda, pakowanie się głupio w kolejne kłopoty i ratowanie się ucieczką, zamiast stawić czoła konsekwencjom. Tak po części ją zrozumiałam. Jak wiele jest się w stanie zrobić dla miłości swojego życia? Jak wiele można wybaczyć, by tylko znów było jak dawniej?

Podsumowując: Wciągająca. Niesamowita. Grzeszna. Obszerna, choć nie tak bardzo, jak tom pierwszy. I tak bardzo emocjonalna. To powieść, obok której nie można przejść obojętnie – albo się ją pokocha, albo znienawidzi. I tak, jak pierwszy tom mnie pochłonął, drugi naprawdę zniewolił. Teraz jednak pozostaje mi czekać na tom trzeci i na to, co też autorka dla Nas wymyśli. Czy polecam? Owszem. Kto czytał pierwszy tom, z pewnością sięgnie i po drugi. „Gra o miłość” jest grą na emocjach. Dojrzalsza. Jeszcze bardziej emocjonalna. Niepowtarzalna. Pozostawia czytelnika z tak wieloma pytaniami, potencjalnymi scenariuszami. Polecam, bowiem to bardzo dobra powieść, idealna na te jesienne wieczory, by choć na chwilę się zapomnieć i przeżyć przygodę z grzesznymi muzykami.

Ocena końcowa: 7/10.

Na szczycie. Tom 2. Gra o miłość - Haner K.N.

 

Tytuł: Na szczycie II. Gra o miłość

Autor: K.N. Haner

Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Premiera: 2016-10-27

Ilość stron: 400

Cykl: Miłość w rytmie rocka

Tom: 2

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 50/2016.

środa, 10 sierpnia 2016

Z A P O W I E D Ź–czyli na co warto czekać do października

 

Trochę czasu upłynęło, ale już wracam i to z gorącą zapowiedzią. Czas urlopu od książek się skończył, dystansu nabrałam do wszystkiego i teraz mogę na nowo odkrywać wyobraźnię pisarzy, odkrywać nowych bohaterów, miejsca, odczuwać te wszystkie emocje, a potem postarać się przelać to wszystko na słowa i podzielić się z Wami.

Ale najważniejsze. Czeka nas w październiku cudowna pozycja. Obszerna. Grzeszna. Wciągająca i niesamowita. Emocjonalna. To powieść, obok której nie można przejść obojętnie. Pierwszy tom mnie pochłonął. I wiem, że drugi mnie zniewoli. Zatem nie pozostaje nic innego, jak grzecznie czekać. A recenzja już wkrótce ♥

13903186_632101870297960_7375904196190989644_n

wtorek, 15 marca 2016

W świecie planów na najbliższą przyszłość


Dziś zostałam miło zaskoczona e-mailem z informacją, że zamówiona paczka czeka już do odbioru. Było to dla mnie nie lada zaskoczenie, bo spodziewałam się jej nieco później. Okazało się, że szło dobę do mnie, co nieco przywraca moją wiarę w Instytucję Poczty. A tym bardziej ogromny plus dla firmy (www.nieprzeczytane.pl) za ich przyjazne nastawienie do klienta, szybką i rewelacyjną obsługę oraz za te bosko niskie ceny. Chyba się zakochałam ;)

Zawartość zamówienia:

Jak widać, nie tylko tym razem były to książki. Gra "Biznes po Polsku" okazała się naprawdę bardzo dobrej jakości, a i dostarczyła świetnej zabawy. Ale jak to u mnie bywa - najważniejsze są książki. A tu całkiem sympatyczna i dobrze rokująca mieszanka. 
"Po prostu bądź" Magdaleny Witkiewicz był moim "must have" na listach zakupów od pewnego czasu. Wiem także, że będzie to udana pozycja, wszak każda książka wychodząca spod pióra autorki jest rewelacyjna i warta nie tylko przeczytania, ale również powrotu. 
Jest też pozycja debiutancka "Anna May", która zebrała całkiem sporo pozytywnych recenzji, zatem i ja musiałam się z nią zmierzyć. Tym bardziej, że owy debiut zajął pierwsze miejsce w konkursie na Literacki Debiut Roku 2015. Czyż mogłam przejść obok obojętnie?
"Raven" - to pozycja, nad którą musiałam się zastanowić nieco dłużej. Autorkę znam z Trylogii Gabriela, którą całkiem miło wspominam, ale nie ciągnie mnie już do powrotu. Obawiałam się, jak poradzi sobie z pisaniem o wampirach. Pojawiała się też wątpliwość odnośnie tematyki - wampiry przecież już były i czy naprawdę warto do nich wracać? Jak widać warto, bo dałam jej szansę.
"Real" i "Układ" czytałam już jakiś czas temu i wiedziałam, że muszę je posiadać w wersji polskiej. Pamiętam, że przeczytałam te pierwsze tomy i natychmiast chwyciłam po kolejne. Ciężko byłoby mi osądzić, który jest lepszy. Z każdego kojarzę dane sceny, a zwłaszcza z "Real" kojarzy mi się do dziś utwór "Scream" Usher'a. Dlaczego? Musicie koniecznie przeczytać :)

Czeka mnie intensywny okres, ale to właśnie tak bardzo lubię. Już niedługo kolejne paczki z cudnymi prezentami, a na blogu pojawią się recenzje. Zapraszam :)

niedziela, 23 sierpnia 2015

“Pod niebem Patagonii”–W.I. Rudź & K. Rudź

 

Dotąd nie zabierałam się za literaturę podróżniczą, jakoś przechodząc obok niej obojętnie. Dlaczego? Sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie. Po prostu nie interesowały mnie za bardzo losy ludzi, którzy jeżdżą sobie po świecie, widzą cudowności naszej planety (albo i przekleństwa), opisując wszystko i okraszając dodatkowo porcją zdjęć. Przynajmniej tak było do czasu, aż w moje rączki wpadła pozycja Wiesławy Izabeli Rudź i Krzysztofa Rudź. Ich historia sprawiła, że przez dłuższy czas nie tylko czytałam tę ksiażkę, ale także przeglądałam uważnie zdjęcia wyobrażając sobie, jak stoję w miejscu, w którym oni stali i spoglądam na to wszystko własnymi oczyma.

Książka jest motocyklową wyprawą do Ameryki Południowej – relacją z podróży zainspirowanej historią polskich emigrantów, którzy wypłynęli w czasie wojny z naszego kraju do Argentyny transatlantykiem Chrobry. Tyle przynajmniej dowiadujemy się z opisów już na samej okładce. A co znajdziemy w środku? Prawie roczną relację z podróży, przygód i poznawania nie tylko przepięknych miejsc, ale również poznawania wspaniałych ludzi. To zadziwiające, ilu Polaków można odnaleźć na całym świecie, albo ludzi z korzeniami z Polski. Ludzi, którzy pomimo iż całe życie spędzili na obcym kontynencie, potrafią cokolwiek powiedzieć w naszym języku. I to wzruszyło mnie najbardziej. Do książki dołączono także przepiękne zdjęcia – nie tylko widoki, ale samych podróżników w ciekawych miejscach. Ich relacje z podróży, trudów pokonywania tras i nieprzewidzianych usterek sprawiło, że moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, podsuwając mi obrazy tak pięknie opisane.

Podsumowując – pozycja niesamowicie wciągająca, pokazująca prawdziwość życia w podróży, dająca możliwość poznania innych kultur. Czyta się z zapartym tchem, czasem uśmiechając się pod nosem z nieprzewidzianych sytuacji, innym razem czując przeszywający dreszcz niepokoju, gdy podróżnicy stają przed wyzwaniem. Dla mnie jednak to książka o prawdziwych trudach życia, pokazująca prawdę z podróży, a nie tylko piękną otoczkę. Czułam się tak, jak gdyby to właśnie autorzy opowiadali specjalnie dla mnie swoją historię. Gorąco polecam i czekam na kolejną wyprawę małżeństwa Rudź, o której dane mi będzie przeczytać.

Ocena końcowa: 8/10.

 

 

Tytuł: Pod niebem Patagonii

Autor: Wiesława Izabela Rudź & Krzysztof Rudź

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 374

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 64/2015.

środa, 19 sierpnia 2015

“Zaryzykuję dla Ciebie”–N. Coori

 

Ostatnimi czasy zabrałam się za debiutantów. Stwierdziłam, że to oni zasługują bardziej na recenzje, opinie, reklamy i całą tą inwestycję, niż znane nazwiska. Wszak rozpoznawalny autor obroni się już sam, a debiutant nie ma jeszcze wyrobionego zaplecza. Prawda? Wyszłam na tym różnie – czasem zgrzytałam zębami zastanawiając się, co mnie podkusiło, by kupić taką pozycję, innym razem uśmiechałam się szeroko i wiedziałam, że do autora jeszcze powrócę nie jeden raz. Jak to z książkami.

I tym razem trafiłam na pozycję, której opis mnie zaintrygował. Wiedziałam, że ją chcę, a czekanie na oficjalną premierę mnie wręcz zabijało od środka. No cóż, nie należę do osób zbyt cierpliwych. I tu ogromne podziękowania dla autorki za zlitowanie się nad niecierpliwym nałogowcem :)

Co do samej książki. Okładka ciekawie zaprojektowana. Wydaje się taka “zwykła”, jakich widzimy wiele. Mimo to nie potrafię od niej oderwać oczu. Ma coś w sobie urzekającego. A treść? Uwiodła mnie.

Poznajemy dwójkę bohaterów, jakże pokrzywdzonych przez los. Ona, po traumatycznych przeżyciach z przeszłości, buduje na nowo swoje życie z daleka od wszystkiego, co jej znajome z dzieciństwa, otacza się grubymi murami, szukając wciąż ukojenia. I On – mężczyzna z przeszłości, playboy, który w każdej z kobiet szuka tej jedynej – tej, w której zakochał się dawno temu. Ich spotkanie na weselu przypominało mi wręcz tsunami. Wywołane trzęsieniem podczas poznania, dalej szło już z falą, by niszczyć każdy mur postawiony na drodze. Aż do całkowitej zagłady – pytanie tylko, czy wyszło im to na dobre, czy nie.

Autorka zaskakuje czytelnika zwrotami akcji. Gdy sądziłam, że już wyszli na prostą, nagle BUM i obrót sytuacji o sto osiemdziesiąt stopni. A to jedynie sprawiło, że nie potrafiłam się oderwać od kolejnych stron. Przedstawione sytuacje z perspektywy obu bohaterów pozwala wczuć się jeszcze bardziej, przeżywać to, co bohaterowie i wyobrazić sobie ich dalsze losy, pisać potencjalne scenariusze. Osobiście uwielbiam takie rozwiązania, gdy widzę oczami zarówno bohaterki, jak i bohatera, ale z pozostawieniem pewnego niedosytu, bym mogła sama wyobrażać sobie resztę.

Podsumowując – Debiut z ogromnym potencjałem. Idealna pozycja na coraz chłodniejsze wieczory przy winku. Taka, na chwilę zapomnienia o szarej rzeczywistości. Spełnia swoje zadanie – umila czas czytelnika, sprawia przyjemność czytania. Wciągająca i zaskakująca. I choć nie jest to literatura wysokich lotów, warto po nią sięgnąć i przekonać się samemu o jej wartości. Ciekawie skonstruowany romans, poruszający także trudną tematykę. A ja już nie mogę się doczekać kolejnej pozycji N.Coori, bo z pewnością po nią sięgnę.

Ocena końcowa: 6/10.

 

Tytuł: Zaryzykuję dla Ciebie

Autor: N. Coori

Wydawca: Novae Res

Premiera: Jesień 2015

Ilość stron: 315

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 62/2015.

wtorek, 18 sierpnia 2015

“Dwoje pod napięciem”–Agnieszka Czochra

 

Uwiodła mnie okładka. Było to pierwsze, co zobaczyłam i zatrzymałam się, by przyjrzeć uważnie. Następnym krokiem był opis – i w tym oto momencie wiedziałam, że chcę mieć tę pozycję w dłoni. Pragnęłam ją przeczytać. Zapowiadał się całkiem niezły romans, czyli to, na co ostatnio mam ochotę w literaturze.

Pierwszą jednak niespodzianką, a raczej zaskoczeniem, była objętość tej pozycji. Tego się nie spodziewałam. Przez dobrą chwilę oglądałam, czy oby na pewno mam całą powieść. Może błędem było nastawiać się na cokolwiek, a po prostu dać się ponieść? Przyzwyczajona do znacznie obszerniejszych powieści, z pewnym wahaniem zaczęłam czytać. I tu kolejna niespodzianka. Spodobała mi się już od pierwszych stron. Wciągnęła mnie całkowicie, nie dając możliwości się oderwania. Niestety poszło mi zbyt szybko i po zamknięciu książki stwierdziłam – Chcę Jeszcze!!!

A jaka jest to powieść? Zabawna. Romansu jako takiego nie ma, ale wisi po prostu w powietrzu. Moje myśli już szły do przodu, pisząc sobie w głowie potencjalne scenariusze o dalszych losach bohaterów. Z pewnej strony każdy, kto kiedykolwiek zgubił się w górach wie, jak szybko można zgubić orientację, popełniać wiele błędów, wpadać w panikę i robić coś, na co nigdy byśmy nie wpadli w innych okolicznościach. I tak też po części zrobiła nasza bohaterka. Czym faktycznie wyprowadziła z równowagi. Z doświadczenia jednak wiem, że najlepiej jest wrócić tą drogą, którą się przebyło – o ile się ją oczywiście pamięta. Nasza bohaterka stwierdziła inaczej, stąd następna doba jej przygód. I to jakich. Śmiałam się do łez z jej temperamentu, dialogów i niektórego zachowania.

I jest też On. Wydawałoby się, mężczyzna racjonalny, który w górach okazał się bardzo dobrym wsparciem. Doskonale rozumiałam, ile wymagało to od niego cierpliwości, wyrozumiałości. A spotkania z główną bohaterką już od samego początku były niezapomniane dla wszystkich. Z jednej strony mu współczułam, z drugiej chciałam więcej takich przygód.

Podsumowując – choć niewielkich rozmiarów, rozbawiła mnie do łez. Nie jest to romans, choć wisi on gdzieś w powietrzu. Ja bym nawet potraktowała to, jako swego rodzaju miły poradnik dla osób wybierających się w góry. Dzięki tej powieści przynajmniej wiadomo, co może się stać (choć nie do końca w tak zabawnej formie), co robić, a czego nigdy nie powinniśmy się podejmować, co ze sobą zabierać i jak wygląda taka tułaczka nawet w samotności. Książka ku przestrodze, choć w bardzo sympatycznej oprawie. Polecam, bo naprawdę warto się z nią zapoznać i przeżyć tą krótką, wspaniałą i przezabawną przygodę wraz z Anną i Wojtkiem oraz grupą ich przyjaciół.

Ocena końcowa: 6,5/10.

 

 

Tytuł: Dwoje pod napięciem

Autor: Agnieszka Czochra

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 110

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 61/2015.

niedziela, 16 sierpnia 2015

“Pamiętnik Debory”–Maria Erbel

 

“Zło krąży pośród nas. Nie dajcie się schwytać w jego sieć!”

 

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Novae Res, po raz kolejny miałam szanse zapoznania się z ciekawą pozycją na naszym rynku. Opis książki, jak i okładka sprawiło, że musiałam ją wręcz przeczytać. Trzeba także przyznać, że mając ją już w dłoni, ucieszyłam się nie tylko białym, kredowym papierem, jak i objętością powieści, zacierając już rączki z przygody, jaka mnie czekała na stronach lektury. Czy moje oczekiwania były słuszne? Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Maria Erbel nie jest wcale debiutantką, jak do tej pory sądziłam. I z ciekawości sięgnę po jej inne pozycje z pewnością.

Duchy, moce, czytanie w myślach, demoniczne oczy o czerwonym błysku – to wszystko czekało czytelnika już od pierwszych stron powieści. Ale to dopiero początek. Dalej mieliśmy już scjentologów, Kościół Szatana i wiele faktów odnośnie wierzeń, ideologii, a także założeń samej medycyny niekonwencjonalnej. I choć początkowo było to dobre wprowadzenie, z biegiem czasu zaczynało mnie męczyć ilość szczegółowych informacji, naukowych wyjaśnień tematu i to w momentach, gdy chciałam najbardziej poznać dalsze losy bohaterów. Ciężko mi było także przywyknąć do przeplatania polskich i zagranicznie brzmiących imion postaci. Często zapominałam, że akcja faktycznie ma miejsce w Polsce. Mimo wszystko książka wciągnęła mnie, dałam się jej porwać i wprost nie mogłam uwierzyć w wybór Debory. Nie rozumiałam jej rozterek sercowych (jak można kogoś kochać nad życie, ale po miesiącu twierdzić, że już przeszło to uczucie?). Miałam wrażenie, że mylono tu zwykłe zauroczenie z miłością. Brakowało mi większych rozterek głównej bohaterki, zatrzymania się nad problemem i analizowaniem go. Zupełnie, jak gdyby przechodziła z wszystkim dalej, nie dotyczyło jej. Dowiadywała się i doświadczała potwornych rzeczy, ale na drugi dzień po prostu wstawała i szła do pracy, jak gdyby nic się nie stało. Mało realne, ale z drugiej strony, czy książka ma z założenia być dla nas “rzeczywista”?

Podsumowując – powieść ma potencjał. Zakończenie otwarte, dające czytelnikowi spore pole na własne, potencjalne scenariusze. Dość niespotykana już, a przynajmniej ja rzadko mam z tym do czynienia, forma powieści jako pamiętnik. Dzięki temu śledzimy ten krótki czas bohaterki widząc, jak szybko nastają wszelkie zmiany w niej samej i w jej życiu, otoczeniu. Choć początkowo powieść sprawiała mi trudności, z czasem wciągnęła mnie i nie pozwoliła się oderwać. Polecam, bo warto samemu sprawdzić i wydać werdykt. A trzeba przyznać, Maria Erbel fantazję ma i starała się przekazać ją w formie innej, niż czytaliśmy do tej pory. Czy jej się to udało? Zdecydujcie sami.

Moja ocena końcowa: 5,5/10.

 

 

Tytuł: Pamiętnik Debory

Autor: Maria Erbel

Wydawnictwo: Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 398

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 60/2015.

 

“Odsłonięty kark jest jak drobny suplement nagości.”

wtorek, 14 lipca 2015

“Moment życia”–Joanna Zawadzka


“Trudno jest żyć, bojąc się o jutro”

Mały prezent z przepiękną dedykacją, za którą ogromnie dziękuję:*  To tylko sprawiło, że książka aż paliła mi się w dłoniach. Niecierpliwie czekałam do końca mojej zmiany, by pobiec do domu i oddać się czytaniu. A może pochłanianiu każdej kolejnej strony – byłoby bardziej adekwatne do tego, co faktycznie przeżyłam podczas czytania. Oglądałam i gładziłam okładkę. No dobrze, klientka ma straszne paznokcie, co rzuciło mi się w oczy. No ale najważniejszy jest ogólny zarys, a pomysł na oprawę graficzną przypadł mi w gruncie rzeczy do gustu. Zdjęcie z tyłu chyba jednak bardziej mi odpowiadało. Nie czepiając się jednak szczególików, przejdźmy do najważniejszego – treści.
 
Poznajemy Joannę, młodą dziewczynę po dziwnych przejściach z facetami. Niby wygadana i odważna, a mimo to niesamowicie niekiedy naiwna, innym razem delikatna jak kwiatek, czasem tylko pokazując kolce. Poznaje przypadkiem mężczyznę, który staje się wręcz jej prześladowcą. On sam jednak jest dość dziwną postacią w tej powieści. Skomplikowany. Czytając o tym wszystkim, nie potrafiłam go rozgryźć. Jego zachowanie było skrajne. Po części rozumiałam, że nauczony przeszłością, wychowaniem w takiej rodzinie, a nie innej – postępuje zgodnie ze swoim kodeksem, swoim przeczuciem. Jednak Asia okazuje się kobietą, która z pewnością nie będzie na każde jego skinienie, do czego pewnie się przyzwyczaił. Ich wzajemne kłótnie, godzenie, i znów kłótnie, sprzeczki… totalna huśtawka, której niekiedy miałam wręcz dosyć. Mimo to nie chciałam, by przestali. Kibicowałam im. Aż do samego końca. Czy Asia postąpiła słusznie? To wymagało niesamowicie dużo odwagi, by podjąć taką decyzję, a tym bardziej żyć z jej konsekwencjami podejrzewając, co ją czeka za parę lat. Czy ktoś przemówi Krzysztofowi do rozsądku? Uwierzy jej? Mam cichą nadzieję, że jednak zrozumieją, dlaczego tak postąpiła. I bardzo chcę ciąg dalszy. Chcę poznać ich dalsze losy, spotkanie po latach. Muszę wręcz wiedzieć, jak się to wszystko potoczy. I jak bardzo okoliczności zmieniły Krzysztofa. Jedyne, co mi przeszkadzało, to fakt, że każdy mężczyzna, z którym przyszło jej się zadawać, jest super przystojny. Nieco mało realne to było, ale czyż nie taka powinna być powieść? Ktoś, kto chce prawdziwych historii, niech sięgnie po reportaż, literaturę faktu, a nie powieść kobiecą, która ma za zadanie oderwać czytelnika od rzeczywistości, dać mu chwilę przyjemności.
 
Podsumowując: Powieść ma niesamowity potencjał. Wyzwala w czytelniku cały szereg emocji. Choć początek nie zapowiadał takiej przygody. Podeszłam do niej z radością, ale i dystansem, nie oczekując rewelacji. Nie zawiodłam się na niej, bo w gruncie rzeczy mnie uwiodła. Wciągająca. Spełniająca swoje najważniejsze zadanie – trafia do czytelnika, umila mu czas, a sceny erotyczne nie stają się nagle jedynym wątkiem, są jedynie przerywnikiem, całkiem dobrze opisanym. Przyjemna w odbiorze, choć i nie raz łezka się zakręci w oku. Polecam.
 
Ocena końcowa: 6/10.
 

 
Tytuł: Moment życia


Autor: Joanna Zawadzka


Wydawca: Novae Res


Ilość stron: 318


Strona autorki: https://www.wattpad.com/user/Joannaaa1991



Wyzwanie czytelnicze: 54/2015

“Niekiedy niepotrzebna jest miłość, żeby czuć do kogoś tak intensywne pożądanie.”

sobota, 11 lipca 2015

“My, Swingersi”–P.D. Wolni

 

Nastał czas na kolejne debiuty. Tym razem sięgnęłam po książkę, wokół której zrobiło się gorąco. A i tematyka całkiem grzeszna. I choć pozycja niewielkich rozmiarów jest, z pewnością przyciąga czytelnika. Nawet jeśli po chwili odłoży lekturę na półkę, z pewnością przy niej przystanie i przeczyta choćby kawałek z czystej ciekawości. Pewnie o to też chodzi, prawda? Co do samej okładki, jest dokładnie tą samą, którą wcześniej zauważyć można w powieści Samanthy Young. Pasuje jednak do treści, a to najważniejsze. Przyciąga uwagę? Z pewnością. A przede wszystkim ogromne podziękowanie dla Wydawnictwa Novae Res za odwagę wypuszczenia na rynek takiej pozycji.

Zdecydowanie powieść dla dorosłego czytelnika. Nie jest to zwykłe opowiadanie o małżeństwie, które postanowiło spróbować czegoś innego. To wręcz kompendium wiedzy, jak wygląda naprawdę świat polskich swingersów. Poza opowiedzianymi przez bohaterów przygód, mamy także szereg ciekawostek o ludziach chcących spróbować, próbujących lub tych, co to chcą, ale wciąż mają opory. Takiej pozycji na naszym rynku jeszcze nie znalazłam. Dokładnie przedstawiony świat swingersów, bez upiększeń, zbędnych romansów. Zdecydowanie książka dla czytelników, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o tym skrywanym wciąż w naszym społeczeństwie świecie. Sceny erotyczne opisane w sposób prosty i dosadny z pewnością rozgrzeją niejednego czytelnika. Jedni odłożą ją z niesmakiem, innych zaintryguje i być może pozwoli im się bardziej otworzyć. Najważniejsze, że książka pozostaje w głowie jeszcze na długo. Gorąco polecam, zwłaszcza jeśli ktoś ma ochotę przeczytać powieść o prawdziwości relacji i życia, a nie kolejny przesłodzony romans z elementami erotyki. Tu mamy sam pieprz i sporą dawkę faktów. Gorąco polecam.

Ocena końcowa: 8/10.

 

 

Tytuł: My, Swingersi

Autor: P.D.Wolni

Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Premiera: 2015

Ilość stron: 212

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 51/2015.

sobota, 4 lipca 2015

“Dotyk życia”–Aleksandra Szoć

 

“Śmiej się ze wszystkiego nawet wtedy, kiedy upadniesz”

 

Ostatnimi czasy postanowiłam postawić na debiutantów. Szukałam interesujących powieści zarówno wśród wydawnictw, jak i chociażby na wattpad. I trzeba przyznać, że mamy wiele jeszcze wciąż nieodkrytych talentów. Tak właśnie trafiłam na pozycję Wydawnictwa jakże kochającego początkujących pisarzy, Novae Res.

Opis wydawał się intrygujący. Okładka niestety nie w moich guście. Te zmiany kolorów, plamy, przebłyski – jak dla mnie nieco tego wszystkiego za dużo. Ale przecież ważniejsza jest treść. A co mamy w środku? Całkiem przyjemnie spisaną powieść romantyczną. Poznajemy Clarissę Jasson, młodą kobietę po traumatycznych przeżyciach z przeszłości, która próbuje stanąć na nogi, wypierając przeszłość. Gdy jednak poznaje Chrisa, wszystko wraca. Każde spotkanie z tym wyjątkowym mężczyzną powodu jej ataki lęków połączone ze wspomnieniami. A trzeba przyznać, że przy niektórych opisach miałam gęsią skórkę. Na oczach czytelnika, Panna Jasson próbuje sobie z tym wszystkim poradzić, mając wsparcie najlepszej przyjaciółki. Jednak pech wciąż czyha na jej potknięcia sprawiając, że poradzenie sobie z traumą przeszłości nie jest jedynym zmartwieniem. Śmierć bliskiej osoby, późniejsze konsekwencje sprawiają, że życie Clarissy wydaje się wyjątkowe trudne do przejścia, a mimo to kobieta daje sobie ze wszystkim radę.

A teraz czas na minusy. Od samego początku miałam wrażenie, że autorka wzorowała się na “Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Mamy bohaterkę, która jedzie przeprowadzić wywiad z przebogatym i jakże przystojnym, aroganckim biznesmenem, a po tym wywiadzie oboje nie mogą o sobie zapomnieć. Mamy ich kolejne spotkanie – niby przypadkowe – w sklepie dla majsterkowiczów. Zbyt dużo silnych podobieństw. Akcja książki także jest za bardzo przyspieszona. Wszystko dzieje się zbyt szybko, przez co ja, jako czytelnik jestem pozbawiona wszelkich emocji z podejmowanymi decyzjami bohaterów, ich odczuć. Czyżby autorka nie miała weny na opisanie tego wszystkiego? A może nie starczyło już cierpliwości? Nie wiem, czy taki właśnie był zamysł, czy to kwestia pierwszej powieści. Czuję jednak ogromny niedosyt.

Podsumowując: Powieść ma potencjał. Przyjemnie spędza się przy niej czas. Zatem w pełni spełnia swoje zadanie. Idealne rozwiązanie na jeden wieczór po bardzo męczącym dniu. Wciągająca. Jak dla mnie autorka ma także lekkie, ciekawe pióro. Nie jest to jednak pozycja, do której wrócę. Zabrakło mi tych wszystkich emocji, rozbudowania tak wielu wątków. Bohaterowie przeżywali ważne chwile, jedne z przełomowych w ich życiach, a mimo to nie było wgłębienia się w ich emocje, odczucia, potrzeby. Przez to owe sceny stawały się płaskie, a książka niekiedy przypominała mi wręcz harlequiny, które czytało się po naprawdę ciężkich dniach dla samej przyjemności czytania, a nie przeżywania. Czy polecam? Jako zwykłe poczytadło – owszem. Jako książkę do obowiązkowego zakupu i zapoznania się, a potem odłożenia na półkę – już niekoniecznie. Nie jest to pozycja, do której się wraca. Raczej przeczytać i pójść dalej. Czy sięgnę po kolejną pozycję autorki? Oczywiście. Z czystej ciekawości wierząc, że następne wydane pozycje będą już znacznie lepsze i zapadną mi na dłużej w pamięci.

Ocena końcowa: 4,5/10.

 

Tytuł: Dotyk życia

Autor: Aleksandra Szoć

Wydawca: Wydawnictwo Novae Res

Premiera: 2014-01-01

Ilość stron: 188

 

 

 

Wyzwanie czytelnicze: 50/2015.

niedziela, 31 maja 2015

"Na szczycie" - K.N. Haner

“Kobieta, która krzyczy w nocy, nie warczy w dzień”

Przede wszystkim ogromne podziękowania dla dobrych duszyczek, które dzielą się takimi pozycjami, pozostawiając po sobie przemiłe notatki w książkach. Dziękuję, że dzięki Wam, mogłam wyjąć sobie z życiorysu dwa dni, spędzając je na miłej lekturze. Miałyście rację :) 

Wiele osób wciąż powtarzało, jaka to przewidywalna historia, pisana na wzór serii o grupie rockowej Sinners, pani O. Cunning. Komentarze wielokrotnie zniechęcały wręcz do sięgnięcia po debiutancką powieść wydaną przez, jakże kochające początkujących pisarzy, wydawnictwo Novae Res. Czy faktycznie tak jest, czy to jedynie ludzka złośliwość? Tak naprawdę sama nie wiem. Podobieństwo do książek Olivii Cunning jest, owszem. Tematycznie podobna jest też do “Brudnego świata” A. Lingas-Łoniewskiej, czy też trylogii “Ostatnia spowiedź” Niny Reichter, a także pewnie do jeszcze innych pozycji o grupach rockowych, ich trasach koncertowych i niewiastach towarzyszących im w czasie koncertów. Podobieństwa są, ale każda kolejna pozycja będzie w tym temacie podobna do poprzedniej. Z drugiej strony przeczytałam jedynie cały pierwszy tom i połowę drugiego o Sinnersach, a od książki “Na szczycie” oderwać się nie mogłam, a to dla mnie już jest znaczące.

Co do samej treści, jest przewidywalna, przystępna i przyjemnie przedstawiona. Bohaterowie nie są jednak prostymi i łatwo dającymi się zaszufladkować. Każdy ma dwie, czasem nawet trzy twarze. Poznajemy ich w przeróżnych sytuacjach, dzięki czemu widzimy ich prawdziwe oblicza, ich sceniczne wizerunki i te pancerze, za którymi się chronią. Niejednokrotnie miałam straszną ochotę potrząsnąć Rebeką, główną bohaterką – prawdziwa królowa dramatu. I choć wiadome było, jak pozycja się zakończy, autorka próbowała nam skomplikować wszystko, co tylko było można. Czasem nawet za bardzo. Za dużo problemów i tragicznych przeżyć, zrzucane było na barki bohaterów. Co, niestety, wyszło sztucznie. Tym bardziej, że bohaterowie niesamowicie szybko dochodzili do siebie po wszystkim, po każdej tragedii. A Reb powinna dostać kartę stałego pacjenta szpitalnego. I choć denerwowałam się, parskałam śmiechem i często wręcz niedowierzałam w ich zachowanie, nie potrafiłam się po prostu oderwać od książki.

Podsumowując: Wciągająca. Napisana przystępnym, prostym językiem. Niekiedy zabawna – zwłaszcza w dialogach głównych bohaterów. Wywołująca szereg różnych, często skrajnych emocji. I z pewnością wypełniona erotyzmem. Przede wszystkim – zaczynając ją czytać, trzeba mieć otwarty umysł i nie klasyfikować związków w ramach przyjętych w naszym społeczeństwie. Ja bym nawet nazwała to wolnym związkiem, otwartym. Trójkątów nam nie zabraknie, to z pewnością. Uważam, że warto ją przeczytać i samemu osądzić, nie patrząc na komentarze i recenzje. Jak wspomniałam – podobieństwo jest, tematyczne, do praktycznie każdej książki o rockowych muzykach. Zakończenie pozostawiło czytelnika z wieloma pytaniami bez odpowiedzi, zatem czy nastanie czas drugiego tomu? Jak faktycznie potoczą się dalsze losy Reb? Czy Jess będzie w ciąży? Jak Sed zareaguje na wiadomość o ślubie siostry? Jak kobiety zniosą rozstanie z muzykami jadącymi w kolejną trasę koncertową? Co z matką Reb, bo ten cały Bob i wypadek, długi, są zbyt podejrzane, tym bardziej że wyjechali do Meksyku? Mnie także zaintrygował Alex – gdzieś w tym wszystkim, co się działo, ta postać została pominięta. Gdzie znikał i co z jego nałogiem? Pozostaje mi zatem czekać, bo książka wręcz prosi się o drugi tom. Czy będzie on równie sporych rozmiarów i dobrej treści? Mam nadzieję… Polecam :)

Ocena końcowa: 6,5/10.




Tytuł: Na szczycie


Autor: K.N. Haner


Wydawca: Novae Res


Data premiery: 2015-02-12


Ilość stron: 797





Wyzwanie czytelnicze: 42/2015.



Żeby ruszyć dalej, musisz najpierw mieć uporządkowane sprawy z przeszłości.”

środa, 26 listopada 2014

Wioletta Szulc - "Rysunek w sercu"

Ostatnio wróciłam do odkrywania debiutów. To właśnie im powinno się poświęcić najwięcej czasu. Znani dobrze nam autorzy sami się obronią - siebie i swoje dzieła. Debiutant nie ma siły przebicia i potrzebuje czytelników chcących wypowiedzieć się szczerze o swym dziele. I tu kwestia, która najbardziej mnie przeraża. Niedawno wyszłam wręcz zniesmaczona z mojej ulubionej strony Lubimy Czytać. Dotąd sądziłam, że jest to strona dla pasjonatów czytania, którzy chętnie podzielą się tym, co odkryli, co lubią, a po co nie warto sięgać. I faktycznie, tak było i tym razem. Ale... sięgając po opinię o debiucie Wioletty Szulc, spotkałam się z  niesamowitym "pluciem jadem" od czytelników wspierających inną debiutantkę. Nie wiem, czy jest to pomysł na "wykończenie konkurencji", czy też może jakiś dziwny zabieg marketingowy. Efekt jednak jest dla mnie odwrotny i niechętnie spojrzę na książkę, którą te osoby tak zachwalają. Zgodziłabym się owszem, gdyby ich opinie były konstruktywne. Jednak ubliżanie samej autorce, ubliżanie użytkownikom oceniającym ową pozycję zupełnie inaczej, czy też - o zgrozo - traktowanie każdego czytelnika tego dzieła jak kompletnego idioty, bezmyślnej istoty, czy grafomana - jest nie dla mnie nie do przyjęcia. I piszą takie rzeczy osoby szczycące się swym oczytaniem, uznające się za recenzentów. 

Jestem także oburzona nie tylko ich zachowaniem, ale także pełnym poparciem ze strony drugiej debiutantki. Nie spotkałam się z takim zachowaniem do tej pory i mam nadzieję, że sytuacja zostanie rozwiązana bardzo szybko, bowiem to bardziej zniechęca do sięgania po literaturę, niż ją promuje. 


A co do samej książki - okazała się niesamowicie sympatyczna. Lekka i przyjemna. Wciągająca. I choć Pani Szulc nie udało się stworzyć czegoś nowego, a jedynie pracowała na już utartych ścieżkach - wyszło jej to całkiem pozytywnie. Powieść jest prosta, ale nie prostacka. Bez udziwnień językowych. I chyba właśnie w tej prostocie jest jej urok. Choć czasem odnosiłam wrażenie, że gdzieś się autorka spieszyła - zupełnie jak gdyby jak najszybciej chciała już dotrzeć wraz z czytelnikiem do głównej sceny, do konkretnej sytuacji. Czasem brakowało mi także zatrzymania się i skupienia bardziej na bohaterach. Trzeba jednak przyznać, że nie spodziewałam się aż tylu emocji, zarówno wśród bohaterów, jak i w odczuciu czytelnika. 

Okładka również jest prosta, ale oddająca w pełni charakter powieści. Tajemnicza. Uwodzicielska. 

Trzeba przyznać jedno - nie jest to literatura wysokich lotów. Nie okrywa niczego nowego. Nie wprowadza dotąd niespotykanych, bądź rzadko spotykanych rozwiązań w całym tym wampiryzmie. A mimo to książka jest sympatycznym poczytadłem na wieczór, z kieliszkiem wina w drugiej dłoni. Emocjonalna. Ciepła. To ten typ książki, po przeczytaniu której przytulamy ją do piersi i oddajemy się marzeniom.

Uznaję ją za całkiem dobry debiut na scenie polskiej urban fantasy i paranormal romance. I dopisuję kolejną dobrą pozycję wychodzącą spod skrzydeł Novae Res. 

Ocena końcowa:  5,5/10.




Tytuł: Rysunek w sercu


Autor: Wioletta Szulc


Wydawca: Novae Res


Premiera: 2013-10-23


Ilość stron: 340

środa, 30 lipca 2014

Nina Reichter - "Ostatnia spowiedź. Tom 2"

Po przeczytaniu pierwszego tomu wiedziałam już, że po prostu MUSZĘ zabrać się natychmiast za kolejny. Przecież nie można było tego wszystkiego tak zostawić bez dopowiedzenia, co dalej. Tak się nie robi. To prawie jak znęcanie się wręcz nad czytelnikiem. Ogromna tortura dla mych zmysłów. Przecież czytelnik pozostawiony w próżni nie jest w stanie ani się za cokolwiek zabrać - chyba, że za poznanie kolejnych losów bohaterów -, ani tym bardziej sięgnąć po inną literaturę. 

Powiem jedno - pierwszy tom wprowadzał nas w losy bohaterów. Poznawaliśmy ich życie, jakie dotąd wiedli. Przynajmniej do czasu, aż pojawiła się im Ally i namieszała we wszystkim. Drugi tom jest dojrzalszy. Znamy już uczucia pomiędzy wszystkimi bohaterami. Wiemy, do czego są zdolni się posunąć w imię swoich zasad, uczuć - nawet tych negatywnych. I czym jest urażona duma. Zwłaszcza męskie, jakże delikatne ego. W tej pozycji wszystko się plącze. Nic nagle nie jest jasne. Ciągłe niedopowiedzenia. Zwroty akcji. Czytelnik nie jest w stanie odpocząć. A dialogi na naprawdę wysokim poziomie. Poznajemy bliżej Christophera - poznajemy jego prawdziwe "ja". Czy ktoś naprawdę się spodziewał, że będzie tym pozytywnym bohaterem? Ja nie miałam wątpliwości. Chociaż prawdę powiedziawszy sądziłam, że namiesza więcej. Ruszy prasę, uprzykrzy życie muzykom. Kolejnym bohaterem, a raczej bohaterką jest Violet. Pojawia się tak nagle. Spięłam się wówczas sądząc, że namiesza, że ją znienawidzę. A prawda jest taka, że ją rozumiałam. Było mi jej żal. Spodziewałam się, że będzie czarnym charakterem, a okazała się po prostu kobietą koszmarnie samotną, która tęskni za znajomymi dobrymi chwilami. Czy naprawdę kocha? Sądzę, że nie. Jedynie jej duma została urażona, a ona się zagubiła. Tęskni za tym, co bezpieczne, dobrze wspominane i co ją cieszyło. Ale nie koniecznie czułam od niej miłość - tą szczerą i prawdziwą. Za to znienawidziłam Sebastiana. Przyjaciel z ambicjami - czyli taki, który daje "dobre" rady i wbija przy okazji nóż w plecy. Za to pokochałam, naprawdę pokochałam Toma. Chciałam czytać o nim więcej bojąc się tym samym, że wypłakane łzy zamażą mi kolejne literki. I dziwiłam się jego cierpliwości do tego wszystkiego. Jego miłość, rozdarcie pomiędzy tak kochanymi przez siebie osobami, nienawiść do samego siebie za to wszystko. Miało się ochotę po prostu go przytulić i pocieszyć. A może tylko ja tak miałam?

Podsumowując - tom pierwszy był rozgrzewką, przed tym, co czytelnika czekało w tomie drugim. Niesamowicie wciągająca. Emocjonująca. Niezapomniana. Akcja za akcją. Trzyma w napięciu do ostatnich stron. Pozwala każdemu się w niej odnaleźć, bez różnicy w jakim jest się wieku. I wiem także jedno - ten tom wymagał ode mnie o wiele większych nakładów chusteczek. Ryczałam bowiem przez połowę książki, a teraz siedzę z napuchniętymi oczyma i zastanawiam się - z nieukrywaną obawą - co przyniesie tom trzeci. 





Tytuł: Ostatnia spowiedź

Autor: Nina Reichter

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2013-08-20

Ilość stron: 352

Tom: 2







  • "Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały jak latać. A kiedy nie chcemy otworzyć serca na ich pomoc, nie zostawiają nas. Poradzą sobie... wytrychem"

  • "Czasem ludzie docierają na rozdroże i tam już zostają... Bo wiedzą, że którąkolwiek drogę by obrali, dojdą donikąd."






poniedziałek, 28 lipca 2014

Nina Reichter - "Ostatnia spowiedź. Tom 1"

Przyznam szczerze, że nieco obawiałam się tej pozycji. Wyrosłam już przecież z problemów i dylematów tak młodych ludzi. Powrót do literatury młodzieżowej był dla mnie sporym przeskokiem. Mimo to, postanowiłam się sprawdzić. I nie mogłam przecież przepuścić okazji przeczytania drugiej powieści Wydawnictwa Novae Res o show biznesie i o muzykach. Wcześniej zmierzyłam się z "Brudnym światem" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Pochłonął mnie bez reszty. Utrzymał mnie w swym świecie przez tydzień, nie pozwalając sięgnąć po żadną inną książkę. Mając teraz "Ostatnią spowiedź" nie można było uciec od porównań obu powieści. Tematyka ta sama. Końcówka równie emocjonująca. Chociaż w przypadku "Brudnego świata", mieliśmy do czynienia  z osobami dorosłymi. Czasem jednak odnosiłam wrażenie, że bohaterowie stworzeni przez Ninę Reichter w zupełności nie pasują do tak młodego wieku. To, z czym przyszło im się zmierzyć i jakich wyborów dokonać  sprawia, że naprawdę zapominamy o fakcie, że Ally czy Bradin mają jedynie dziewiętnaście czy dwadzieścia lat. 

A co do samej książki... Uwielbiam te zamszowe zakładki, które mogłabym pocierać z prawdziwą przyjemnością. Objętość pozycji także mile połechtała moje czytelnicze potrzeby. A gdy już skończyłam z gładzeniem i wąchaniem, mogłam nareszcie zacząć zatapiać się w tekst. I tu muszę przyznać - jest napisana na naprawdę wysokim poziomie. Czasem co prawda miałam ochotę chwycić Ally za ramiona i porządnie wytrząsnąć jej te głupoty z głowy. Trochę denerwowały mnie te wszystkie zbędne łzy. Rozklejała się przy każdej okazji, na co tylko zgrzytałam zębami. Christopher natomiast zasłużył na porządnego kopniaka w najbardziej bolesne miejsce. Aż mnie trzęsło, gdy musiałam o nim przeczytać. A to tylko dowodzi, jak cudownie stworzeni są bohaterowie. Jednak poniekąd zazdrościłam im, tego spojrzenia na świat. Tej naiwności i wiary w życie. Te spojrzenie na dorosłość i swą przyszłość. Ich oczekiwania. A mimo to, czytając, zadawałam sobie pytanie, kiedy tak naprawdę dorosną. Kiedy spadną im te młodzieńcze okulary i zobaczą życie takim, jakim rzeczywiście jest. Płakałam wraz z nimi, cieszyłam się ich szczęściem. I w jednej chwili chciałam cofnąć się do tego czasu, gdy ma się te dziewiętnaście lat i dopiero wchodzi się w dorosłe życie. Poczuć na nowo te hormony, czyste uczucie i tą wyjątkową miłość, którą można przeżyć tylko mając te naście lat. I pomimo tego, iż książka jest o tak młodych osobach, zapada w pamięć. Dialogi bohaterów na długo pozostają w sercu czytelnika. Są wyjątkowe. A chwile spędzone z książką uważam za wyjątkowe. Warto ją nie tylko przeczytać, ale także mieć na swej półeczce wyjątkowości. Ja z pewnością nie jeden raz wrócę do niej, by na nowo odkryć jej wyjątkowość. Przeżyć te wszystkie wzloty i upadki. Uśmiechać się pod nosem z zalotów bohaterów, ich poczucia humoru a także w pewnym sensie bezradności. Końcówka jednak sprawiła, że nie mogę pogodzić się z tym wszystkim. Ja tak po prostu nie chcę. To nie może się tak skończyć. I wiem już, że MUSZĘ dostać tom drugi,  by dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy Toma, Ally i Bredina oraz Bastiana.

A teraz minusy - takie drobniutkie. Pierwszym z pewnością są teksty w języku angielskim. Niestety nigdzie nie są przetłumaczone na język polski. Mi co prawda nie zrobiło to większej różnicy, jednak dla czytelników nieznających tego języka, może okazać się to lekkim utrudnieniem. Po drugie - podkłady muzyczne. Bardzo cieszę się, że są wymienione w tekście i dzięki nim czytelnik jeszcze bardziej wczuwa się w sytuację. Mogłyby jednak być bardziej zaznaczone, wyodrębnione - by nie zlewały się z tekstem powieści. 

Wyjątkowa. Wciągająca. Zapadająca w pamięć. Przeznaczona tak naprawdę dla każdego czytelnika - dla młodzieży, która żyje tym światem, tymi problemami i z tą niesamowitą burzą hormonów; jak i dla dorosłych osób, by na nowo mogły w sobie odkryć te emocje, zagubione z biegiem czasu. Ostrzegam jednak - chusteczki obowiązkowe! 





Tytuł: Ostatnia spowiedź

Autor: Nina Reichter

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2012-05-12

Ilość stron: 382

Tom: 1







I mam małą niespodziankę! Dla osób, które wciąż jeszcze się zastanawiają nad sięgnięciem po tą powieść, link do darmowego fragmentu książki: http://s.lubimyczytac.pl/data/books/0001/156844_fragment.pdf

Książka jest także szeroko dostępna w największych platformach ebookowych : Legimi czy Virtualo. Dodatkowo dodam cichutko, że na Legimi można mieć już "Ostatnią spowiedź. Tom 1" za jedyne 6,99zł w abonamencie (http://www.legimi.com/). 


"Pytasz, dlaczego płaczę? Nie pytaj. Popatrz w moje oczy.
A jeśli zobaczysz tam siebie, po prostu odejdź." 

wtorek, 10 czerwca 2014

Agnieszka Lingas - Łoniewska - "Obrońca nocy"

Autorka znana z cudownej trylogii Zakręty losu, czy też Łatwopalni. Tym razem w zupełnie nowej odsłonie. Dotąd znana z pisania o jakże ludzkich sprawach, naszym codziennym, prawdziwym życiu, tym razem postawiła na fantastykę. Czy to udany zabieg? Ogromny plus z pewnością za tą próbę. Ale nawet wykreowany przez nią świat nie mógł być znany nam z dotychczasowej literatury. O nie. Autorka cofnęła się do czasów, gdy na rynku były stare dobre komiksy o bohaterach ratujących niewiasty i całe miasta. Pamiętamy przecież starego, dobrego Supermena, prawda? To jest właśnie taki świat, który Pani Lingas - Łoniewska stworzyła dla nas. Niczym przypomnienie owych czasów mojej młodości.

Okładka dość przyjemna. Wyróżniająca się zdecydowanie wśród innych książek swoją prostotą. Tajemnicza. Przyjemna dla oka. A treść? Z pewnością zaskakująca. Pozornie prosta. Niesamowicie przyjemna i wciągająca. Im dalej, tym coraz lepiej. Niekiedy zabawna. Innym razem romantyczna. Przenosi czytelnika do świata na pozór mu znanego, współczesnej metropolii, lecz na pograniczu realności i fantastyki. Porusza kwestię walki dobra ze złem. Ale również walki o samego siebie. Wywołująca cały wachlarz emocji. I kolejna nowość dla autorki - nie utrzymana w klimacie rodzimego kraju. Przeniosła nas bowiem do słonecznego Los Angeles. 

Zdecydowanie warta zapoznania. Jednak sama nie wiem, jak mam ją do końca ocenić. Z jednej strony dość dobra książka. Mimo wszystko. Z drugiej - miała być fantastyka, a mi tego było zbyt mało. W porównaniu oczywiście z innymi książkami z tej dziedziny. Czułam spory niedosyt. I kolejny minus - zbyt szybko zostaje wszystko podane czytelnikowi na tacy. Zabrakło mi tu tej iskry tajemniczości, odkrywania przez czytelnika kolejno zagadek. Brakowało mi poczucia tej niepewności, snucia domysłów - kto jest kim i dlaczego. Otwarte zakończenie oraz wiadomość z ostatniej strony daje do zrozumienia, że kiedyś może pojawić się kolejny tom. Z drugiej strony autorka znana jest z takiego właśnie zakończenia swych książek, dając czytelnikowi otwartą bramkę do stworzenia własnego zakończenia, dalszych losów bohaterów. 

Plusy: wciągająca, ciekawa, fajny romans z drobnymi elementami fantasy.
Minusy: za mało samej fantastyki, przewidywalność i odkrycie wszystkich kart z samego początku.





Tytuł: Obrońca nocy

Autor: Agnieszka Lingas - Łoniewska

Wydawca: Novae Res

Premiera: 2013-10-21

Ilość stron: 304

czwartek, 27 lutego 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska - "W zapomnieniu"

Po "Brudnym świecie" wciąż nie miałam dość książek autorki, jednak potrzebowałam czegoś zdecydowanie lżejszego. Z drugiej strony za tą pozycję zabierałam się od jakiegoś czasu, ale wciąż pojawiało się coś innego. Tym razem jednak usiadłam i chwyciłam ją w swe dłonie. Na wszelki wypadek byłam przygotowana i zakupiłam kolejny kartonik chusteczek. Nie do końca wiedziałam, czego mogę się tym razem spodziewać. I znów nasze realia opisane w tym dziele. Ile razy mijamy takie bramy. Blokowiska. Kamienice. Ludzi, zrezygnowanych by walczyć. Ludzi bez perspektyw na przyszłość, robiących wszystko by przeżyć. Czy możemy ich za to winić?

Historia wciągająca. Napisana niesamowicie przystępnym językiem. Autorka, jak przy każdym swym dziele, i tym razem obdarowała nas ścieżką dźwiękową. Dzięki temu przeżywamy losy bohaterów dogłębniej. Wczuwamy się w ich życie. Choć muszę przyznać - czytając ją, obawiałam się, co zaraz się stanie. Co zastanę, gdy odwrócę stronę? Pełna napięcia dałam się wciągnąć coraz bardziej w ten świat.

Był uśmiech. Były łzy. Jest wciąż ta ciepła myśl o bohaterach. O ich trudnym losie. Współczucie dla nich, jak i nadzieja budząca się razem z ich nadzieją. Wiara w lepsze dla nich jutro. Podziwiałam determinację w ich działaniu, a także trud podejmowanych decyzji. Nie zawsze były one dobre. Krzyczałam nie jeden raz: "Nie rób tego! To się źle skończy". Ale bohaterowie nie chcieli mnie słuchać. Z drugiej strony z szacunkiem patrzyłam na próbę życia z konsekwencjami swych działań.

Ta książka to nie tylko czytadło do poduszki. To przede wszystkim przestroga dla nas, jak żyć, z czego żyć i nigdy się nie poddawać.

Tytuł:             W zapomnieniu
Autor:            Agnieszka Lingas - Łoniewska
Wydawca:     Novae Res
Premiera:        2012-05-18
Ilość stron:    340



środa, 26 lutego 2014

Agnieszka Lingas-Łoniewska - "Brudny świat"

Książki autorki są dla mnie niesamowicie bliskie. Napisane są w przystępny sposób. Ale przede wszystkim opowiadają o prawdziwym życiu. Problemy w nich poruszane są rzeczywiste, prawie takie same jak nasze. Bohaterowie to praktycznie nasi sąsiedzi. 

Tym razem wyczekiwałam dość nietypową książkę. Szczerze obawiałam się po opisie, że autorka poszła w ślady erotyków Cunning o muzykach. Tak przynajmniej sądziłam po opisie książki. Wierzyć mi się nie chciało, ale cóż - różnie bywa przecież. Mimo wszystko zaryzykowałam. Czekałam znów z niecierpliwością na wiadomość z księgarni, że mogę już ją odebrać. Swoją drogą - nienawidzę tego czasu zawieszenia, kiedy wiem, że już powinnam ją mieć, ale nikt jeszcze nie przyjął towaru w sklepie. Aż wreszcie dano mi znak. Pobiegłam. Rozerwałam kartonowe opakowanie, by dostać się do niej. Pierwsze wrażenie - interesująca okładka, odpowiednia grubość i ten dramatyzm zdania z okładki. Zapowiadało się interesująco.

Całą noc poświęciłam na czytanie. Nie potrafiłam się od niej oderwać. Wiadomość do autorki, jak mogła mi to zrobić. Przerwałam tuż przed epilogiem nie mogąc uwierzyć, że tak się potoczyły losy. Miałam ochotę rwać strony z tych nerwów, rzucać książką po ścianach i tulić ją do piersi w tym samym czasie. Wypłakałam prawie całe opakowanie chusteczek. Prawie, bo musiałam sobie jeszcze zostawić coś na epilog, prawda? 

Książka powaliła mnie z nóg. Kosztowała mnóstwo energii i wyprała emocjonalnie. Po jej przeczytaniu pozostał jedynie smutny uśmiech na twarzy, napuchnięte od płaczu oczy, kapiący nos i książka wciąż tulona do piersi. Jak dla mnie - MISTRZOSTWO. Wyjątkowa. Wciągająca. Niesamowita. Emocjonalna. Niezapomniana. To nie jest romantyczny erotyk, jak u Cunning (widziałam takie niestety porównania). Jeśli ktoś dokonuje takich porównań, to albo w ogóle nie przeczytał "Brudnego świata", albo nie zrozumiał treści. To książka o prawdziwym show biznesie. Nie o fleszach i blasku, karierze tak cudownej, by marzyć o niej. Nic nie jest takie, jakie by wskazywało na samym początku. To świat surowy i bezwględny. Pozbawiony sumienia. Gdzie nie ma miejsca na czułość, sentyment, dobre słowo. Tu liczy się wynik, kolejne koncerty, nagranie płyty, pokazanie się w mediach, pieniądze i seks. I nagle mamy w tym światku osadzonych bohaterów zagubionych. Jedni nakładają maski, by móc przetrwać. Zatracają się w nim. Zapominają, kim są naprawdę. Inni natomiast wciąż trwają w cieniu, na swoich zasadach, ze swą dobrocią i dobrym słowem. Ale wszystkich łączy jedno - przeszłość, z którą się walczy w teraźniejszości, dla dobra przyszłości. To wciąż próba znalezienia swojego miejsca. To poradzenie sobie z samym sobą. A także próba przeżycia z konsekwencjami dawnych wyborów. To historia tragiczna. Ale ucząca nas, czytelników, co jest ważne w życiu. Zaskakująca. Książka godna polecenia. I zdecydowanie pozycja, do której często będzie się wracać.

I wciąż uważam, że do niej wydawnictwo lub autorka powinni dodawać w gratisie paczki chusteczek i może krem pod oczy,czy kropelki do oczu, by człowiek na drugi dzień wyglądał na tego człowieka  - nie na opuchnięte zombie, na jakie ja wyglądałam.  Albo przynajmniej jakaś informacja na okładce z uwagą, co się przyda podczas czytania. Zdecydowanie powinno się przestrzegać czytelnika, co go czeka sięgając po taką pozycję.

Po przeczytaniu tej książki Twój świat nigdy już nie będzie taki sam.

Tytuł:                   Brudny świat
Autor:                  Agnieszka Lingas - Łoniewska
Wydawnictwo:   Novea Res
Premiera:              2014-02-21
Ilość stron:          296